Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
sobota, 28 października 2006
Azyl

gdyby nie...

 Azyl (2002) USA

reżyseria: David Fincher
scenariusz: David Koepp
aktorzy: Jodie Foster, Forest Whitaker, Dwight Yoakam, Jared Leto, Kristen Stewart
zdjęcia: Darius Khondji, Conrad W. Hall
muzyka: Howard Shore

 (8/10)

Każdy film z udziałem Jodie Foster można obejrzeć w ciemno, nie zastanawiając się zupełnie o czym on jest, jaki gatunek reprezentuje itd.  Jeśli jeszcze scenariusz jest pisany przez Davida Koeppa, a reżyseruje David Fincher, to z takiego obrazu nie może wyjść nic złego.

I tak jak się spodziewałem Azyl nie jest złym filmem.  Pierwszą jego zaletą jest pomysł - Matka i córka w pierwszą noc po przeprowadzce do nowego domu muszą się schronić w małym, szczelnie chronionym przed włamywaczami pokoju.  Co gorsza to po co przyszli włamywacze znajduje się właśnie w azylu...

Co ciekawe choć bardzo mało wiemy o dwóch głównych bohaterkach - kolejnych informacji musimy poszukiwać w niektórych wypowiedziach, aluzjach, gestach - to między nimi a nami wytwarza się pewna więź.  Przejmujemy się ich sytuacją, kibicujemy im i śledzimy kolejne minuty filmu z zapartym tchem.  A jest co oglądać i czym sie denerwować, bo chociaż przestępcy na pierwszy rzut oka wyglądają zwyczajnie, prawieże niewinnie, to z każdym następnym ich posunięciem zdajemy sobie sprawę, że sytuacja Meg i Sarah jest conajmniej beznadziejna.

Azyl jest klimatycznym filmem, który bardzo dobrze trzyma w napięciu.  Brawa za rewelacyjne zdjęcia - już napisy początkowe są oryginalnym majstersztykiem - i ciekawą pracę "latającej" kamery, która przenika ściany, podłogi śledząc bohaterów.  Szkoda tylko, że muzyka Howarda Shore'a nie dopełnia całości i jest praktycznie niezauważalna.

Na wielką pochwałe zasługują także trzy sceny - jedna z pierwszych w czasie włamania - w windzie, fantastyczny zwolniony bieg po telefon komórkowy i ostatnia scena na podwórku, która w bardzo ciekawy sposób prezentuje nam morał, pouczenie jakie płynie z histori opowiedzianej przez Finchera.

Niestety jednak Azyl nie jest filmem doskonałym.  Jest "jedynie" dobry.  Niektóre sceny są troszkę za wolne, część sytuacji zbyt nieprawdopodobna i idealna, a sama końcówka trochę za nadto przewidywalna.  Ale nie można mieć wszystkiego.

Tagi: thriller
00:07, milczacy_krytyk , 08
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 października 2006
Marsz Pingwinów

frozen world

 Marsz Pingwinów (2005) Francja, USA

reżyseria: Luc Jacquet
scenariusz: Michel Fessler, Luc Jacquet
zdjęcia: Laurent Chalet, Jérôme Maison
muzyka: Alex Wurman, Emilie Simon

narrator: Marek Kondrat


na podstawie: opowiadania Luca Jacqueta

 (8/10)

Do kina na Marsz Pingwinów nie poszedłem bo zwiastuny aż tak bardzo mnie nie zachwyciły.  Jednak pochlebnych opini słyszałem wiele, więc pomyślałem, czemu by nie obejrzeć.

Film rzeczywiście jest bardzo dobry.  Nakręcony jest szybko z pomysłem, dzięki czemu nie nuży, a zachowania Pingwinów faktycznie fascynują, czasem wzruszają lub bawią.  Mało jest takich filmów przyrodniczych, które by tak wciągały widza.

Kolejnymi plusami są rewelacyjne zdjęcia i cudowna muzyka z rodzaju tej, którą uwielbiam najbardziej - czyli klasyczne instrumenty, trochę elektroniki i chór.  Cudo.

Plus także za Marka Kondrata, a właściwie jego głos, który idealnie wpasowuje się w klimat filmu.  Szkoda tylko, że tekst który ma do powiedzenia jest bardzo oszczędny, czasem jakby za bardzo skierowany do młodszych widzów, a niektóre kwestie powtarzane są po trzy razy.

22:46, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (2) »
Komornik

"wszyscy śmierdzimy"

 Komornik (2005), Polska

reżyseria: Feliks Falk
scenariusz: Grzegorz Łoszewski
aktorzy: Andrzej Chyra, Małgorzata Kożuchowska, Kinga Preis, Marian Opania, Jan Frycz,
zdjęcia: Bartosz Prokopowicz
muzyka: Bartłomiej Gliniak

 (8/10)

Niestety ale po kilku ostatnich dokonaniach polskich reżyserów uprzedziłem się do rodzimych filmów.  Raczej omijam je z daleka, nie mówiąc już o zbliżaniu się do kina.  Z Komornika także zrezygnowałem rok temu gdy miał swoją premierę.  Jednak po fali pozytywnych opini i wielu wyróżnieniach zdecydowałem się go obejrzeć.

I całe szczęście bo film jest na prawdę dobry.  Oczywiście już od pierwszych scen razi nagłośnienie - wszystko słychać prócz dialogów bohaterów - ale im bardziej film się rozkręca tym mniej uwagi zwracamy na tą wadę.

Brawa dla Andrzeja Chyry (ale także i pozostałych aktorów) za świetną główną rolę.  Zagrał idealnie w pierwszej jak i drugiej części filmu. 
Brawa dla świetej delikatnej muzyki Bartłomieja Gliniaka, która wreszcie rozbrzmiewa wtedy kiedy powinna i nie góruje nad obrazem tylko go podkreśla. 
Brawa dla Grzegorza Łoszewskiego za świetny, ciekawy scenariusz, który wreszcie mówi o ważnych, trudnych sprawach w odpowiedni do tego sposób.  Wreszcie dialogi nie denerwują, a niektóre sceny szokują, wywierają na nas wrażenie i poruszają.  Wreszcie opowiadana w filmie historia jest ciekawa, trzyma w napięciu i nie da się tak łatwo przewidzieć. 

Bałem się, że Komornik będzie nudnym filmem o niczym.  Całe szczęście tak nie jest.  Obraz Feliksa Falka w bardzo ciekawy i profesjonalny sposób mówi o szarości życia, o uczciwości, ludziach, dojrzewaniu i niejednoznaczności życia.

Oby więcej takich filmów powstawało.

Tagi: dramat
22:29, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 października 2006
Infekcja

daltoniści

 Infekcja (2004) Japonia

reżyseria: Masayuki Ochiai
scenariusz: Masayuki Ochiai
aktorzy: Michiko Hada, Mari Hoshino, Tae Kimura, Yoko Maki, Kaho Minami, Moro Morooka, Shirô Sano, Koichi Sato, Masanobu Takashima, Isao Yatsu


na podstawie: opowiadania Ryoichiego Kimizuki

 (8/10)

Infekcja jest pierwszą częścią cyklu filmów j-horror. Trudno tu oczywiście mówić o kontynuacji, bo słabe Wizje mówią zupełnie o czym innym, ale niejako są związane z Kansen. Jednak pomimo niezbyt optymistycznych uczuć po seansie Yogen, zdecydowałem się zobaczyć jak prezentuje się horror Masayuki Ochiai.

Film zaczyna się praktycznie bez żadnego wstępu. Jesteśmy od razu "wrzuceni" do pewnego upadającego szpitala, w którym brakuje personelu, pieniędzy i lekarstw. Śledzimy jedną noc z życia kilku doktorów i pielęgniarek. Jednak noc niezwykłą i bardzo stresującą.....

Kansen od samego początku trzyma w napięciu. Bohaterowie wydają się prawdziwi, różnią się od siebie charakterem i co najważniejsze z godziny na godzinę coraz bardziej wpadają ze sobą w konflikty. Mamy więc rywalizację, kłamstwa, "szefowanie", bezwzgledną chęć zrobienia kariery itd. itp. Film przyspiesza jeszcze bardziej po scenie reanimacji jednego z pacjentów. Od tej pory dochodzą problemy wyborów moralnych, a atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej. Przez następną godzinę napięcie coraz szybciej wzrasta, bohaterowie wpadają w coraz większą paranoję, a Kansen jak na horror przystało zaczyna straszyć. Robi to oczywiście za pomocą klimatu, nie pokazując tego czego się mamy bać. I bardzo dobrze, bo dzięki temu jest jeszcze bardziej przerażająco.

Dialogi są raczej dobrze napisane, kilka splatających się ze sobą wątków poprowadzonych jest szybko, a interesujący pomysł zostaje całe szczęście w miarę dobrze wykorzystany. Plusem jest pierwsza część zakończenia, która wyjaśnia całą noc raczej logicznie. Szkoda tylko, że druga część zakończenia jest zbyt przekombinowana i trochę kłóci się z pierwszym wyjaśnieniem zdarzeń w szpitalu.

Kamera pracuje szybko, zdjęcią są raczej ładne, a po filmie pozostaje uczucie niepewności.

Tagi: horror
23:28, milczacy_krytyk , 08
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 października 2006
Już tu nie mieszkamy

"my tacy nie jesteśmy"

 Już tutaj nie mieszkamy (2004) USA, Kanada

reżyseria: John Curran
scenariusz: Larry Gross, Andre Dubus
aktorzy: Mark Ruffalo, Laura Dern, Peter Krause, Naomi Watts
zdjęcia: Maryse Alberti
muzyka: Michael Convertino

na podstawie: krótkich opowiadań Andre Dubus pt."We don't live here anymore" i "Adultery".

 (6/10)


Faktem jest, że obejrzałem "We don't live here anymore" z powodu występującej w nim Naomi Watts.  Jak zwykle zagrała ona dobrze, podobnie jak reszta głównych aktorów, ale najbardziej z całej czwórki - co nie trudno zauważyć - wyróżnia się Laura Dern.

Film rozpoczyna się od przepięknie sfotografowanej sceny, z cudowną muzyką w tle i wyciszonym dźwiękiem, pokazującą nam głównych bohaterów.  Już ta pierwsza sekwencja wprowadza nas bezpośednio w smutny, melancholijny świat dwóch małżeństw.  Delikatna muzyka Michaela Convertino i malownicze zdjęcia Maryse Alberti budują nastrój i atmosferę tego troszke powolnego obrazu.  Interesująco prezentuje się też w niektórych scenach połączenie dźwieku i obrazu gdy muzyka i odgłosy z niektórych scen zachodzą na następne.

"We don't live here anymore" jest filmem w którym piekielnie ważne są dialogi, jak i zachowania bohaterów.  Nawet te najkrótsze, najbardziej wydawałoby się błache zdania, spojrzenia, gesty pomagają nam zrozumieć bohaterów, ich postępowanie, decyzje, myśli. 

Reżyser nie wskazuje winnych, nie mówi kto jest odpowiedzialny za to co się stało.  Z jednej strony widzimy jak mężowie i żony są sobie obcy, jak zachowują się jakby byli wrogami, ale z drugiej strony poprzez kilka migawek z przeszłości możemy się domyślić, że nie zawsze tak było.  Niestety nie wiemy co spowodowało tą zmianę w ich życiu.

Problem jednak w tym, że reżyser nie przedstawia nam żadnego podsumowania historii tych czterech osób.  Że nie wyciąga z niej żadnych wniosków, żadnej nauczki na przyszłość. 

Klimatyczny wycinek z życia to troszkę za mało aby uznać film za dobry.

Tagi: dramat
23:32, milczacy_krytyk , 06
Link Dodaj komentarz »