Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony
Punktacja

10 - rewelacja!
9 - koniecznie
8 - warto
7 - dobry
6 - można obejrzeć
5 - OK
4 - da się obejrzeć
3 - beznadziejny
2 - kijem nie tykać
1 - dno dna
fgdfgd





fgdfgd

fgdfgd






   Współpraca:











abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
czwartek, 31 sierpnia 2006
środa, 30 sierpnia 2006
5 x 2

od rozpaczy do...

 5 x 2 (2004), Francja

reżyseria: François Ozon
scenariusz: Emmanuele Bernheim, François Ozon
aktorzy: Valeria Bruni Tedeschi, Stéphane Freiss, Michael Lonsdale, Françoise Fabian
zdjęcia: Yorick Le Saux   
muzyka:  Philippe Rombi, Paolo Conte, Gino Paoli, Luigi Tenco, Alec Wilder  

 (4/10)


Lubię kino europejskie bo jest zupełnie inne od amerykańskiego.  Filmy mają kompletnie inny klimat, o czym innym i zupełnie inaczej opowiadają.  Jedynie europejczycy potrafią tak bez skrępowania, zawstydzenia rozmawiać, dyskutować  i prawdziwie pokazywać życie intymne.  Mówić o związkach, cielesności, uczuciach, miłości, sexie.  Myślałem więc, że film francuza Françoisa Ozona będzie rewelacyjnym studium rozpadu małżeństwa.  Niestety - i to mało powiedziane - nie jest.

Aby się coś rozpaść musi sie coś najpierw zacząć.  Skoro w filmie rozpada się małżeństwo Marion i Gilesa, to reżyser powinien pokazac nam jego początek.  I robi to w całkiem ciekawy sposób pokazując nam historię tych dwojga od końca.  Za to plus.  Jednak ogromnym błędem było faktyczne poprowadzenie tej opowieści.  Po tym co pokazał nam Ozon widzimy jednoznacznie, że małzeństwo tej pary nigdy tak na prawdę nie istniało.  Jak mamy im współczuć jeśli rozpada się coś co nigdy nie istniało?  Małżenstwo może najczęścej rozpaść sie wtedy gdy nie ma pomiędzy małzonkami partnerstwa, zrozumienia, przyjaźni.  Gdy nie ma rozmów, wierności, gdy zaczynają się zdrady, rozwiązłość i nie myślenie o tej drugiej osobie.  W przypadku Marion i Gilesa tak było od samego początku.  Jakie więc było ich małżeństwo?  Żadne.  Jego po prostu nie było.

Drugim jeszcze większym błędem Ozona jest to jak skonstruował on swoich bohaterów.  Oni się nie zmieniają!  Mogę ostatecznie uwierzyć, że gdy się pierwszy raz spotkali coś pomiędzy nimi zaiskrzyło - w co niestety śmiem wątpić - ale potem z czasem coś musiało zacząć pękać.  A nic takiego w filmie nie jest pokazane.  Oboje zachowują się identycznie jak na samym początku.  W ogóle się nie zmienili, nawet trochę....

5x2 jest nudne, zbyt powolne.  Film niczego nowego nie wnosi, o niczym nowym nie mówi, nie zabiera głosu na żaden temat.  O ile pomysł na ten film był całkiem dobry, to wykonanie okazało się co najmniej słabe.  Do bohaterów nie czujemy żadnej sympatii, nie współczujemy im, nie żałujemy ich.  Te 90 minut flmu mija bo mija a potem pozostaje jedynie pustka..

Plusem jest ciekawy dobór piosenek do filmu, a w szczególności piosenka końcowa.  Chociaż to...

19:16, milczacy_krytyk , 04
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 sierpnia 2006
W piekielnym słońcu

chorobliwa zazdrość 

 W piekielnym słońcu (2005), Luksemburg , USA , Wielka Brytania

reżyseria i scenariusz: Stewart Raffill
aktorzy: Billy Zane, Juan Pablo Di Pace, Kelly Brook
muzyka: Richard Harvey
zdjęcia: Tony Imi

 (5/10)

Three jest jakby pesymistyczną i skromną wersją Zagubionych. Na bezludnej wyspie pojawiają się trzy osoby. Dwóch mężczyzn - młody przystojniak i chorobliwie zazdrosny mąż - i kobieta - żona tego drugiego. Co może wyniknąć z takiej sytuacji? Nic dobrego.

Mam mieszane uczucia co do tego filmu.
Na plus można zaliczyć całkiem dobrą muzykę Richarda Harveya i zdjęcia Tonyego Imi. Aktorzy grają średnio, czasem za słabo, czasem zbyt nachalnie. Film w niektórych miejscach trochę nudzi, w innych jest ciekawiej. Chciałbym nazwać "W piekielnym słońcu" dobrym filmem psychologicznym, ale nie mogę. Co prawda niektóre sceny są prawdziwe, życiowe, ale nie wszystkie.

Największym jednak minusem tego obrazu jest wprowadzenie kompletnie tu niepasującego i psującego całą realność historii, wątku o voo doo. Nie mam zielonego pojęcia po jaką cholerę scenarzyta i reżyser w jednej osobie - Stewart Raffill zdecydował się na ten beznadziejny ruch. Gdyby nie to byłbym w stanie dać Three 7/10.

Ale i tak mimo, że to trochę irracjonalne podobał mi się ten film.

16:03, milczacy_krytyk , 05
Link Dodaj komentarz »
Trójkąt

3 w 1

 Trójkąt (2005), USA

reżyseria: Craig R. Baxley
scenariusz: Dean Devlin, Rockne S. O'Bannon, Bryan Singer
aktorzy: Eric Stoltz, Catherine Bell, Lou Diamond Phillips, Bruce Davison, Michael E. Rodgers, Sam Neill
muzyka: Joseph LoDuca
zdjęcia: David Connell

 (8/10)

Co mogło wyjść z serialu, którego producentem i pomysłodawcą był Brian Singer? - Dobre widowisko sf. I tym właśnie jest Trójkąt.

Trzyodcinkowy serial ma dwa główne, równoległe wątki. Pierwszy opowiadający o czwórce naukowców, których zadaniem jest - choć brzmi to absurdalnie - wyjaśnić zagadkę Trójkąta Bermudzkiego. Drugi o mężczyźnie, który przeżył katastrofę statku właśnie w Trójkącie i teraz nie może się uporać ze wspomnieniami. Oba są bardzo dobrze, zdecydowanie, interesująco i zaskakująco poprowadzone. Ten pierwszy przypomina trochę sensację, przygodówkę, drugi natomiast thriller, ale oba idealnie się uzupełniają.

Dobry scenariusz, ciekawe, interesujące postacie grane przez dobrych aktorów, to kolejne plusy tego niestety krótkiego serialu. Scenarzyście Trójkąta udaje się bardzo rzadka sztuka, czyli "przywiązać" widzów do bohaterów swojej opowieści, tak by ci martwili się o główne postacie i czekali z niecierpliwością na następny odcinek. Muszę przyznać, że będzie mi brakowało głównej piątki.

Trójkąt należy do tego typu seriali, w których z każdą następną minutą twórcy zadają coraz więcej pytań, nie dając nam jednocześnie na nie odpowiedzi. Zagadka goni zagadkę, tajemnica, tajemnicę. Wydarzenia są zadziwiające, sceny niesamowite (szczególnie w pierwszym odcinku). Całe szczęście w ostatnim wszystko się wyjaśnia dzięki czemu "nie pozostajemy tak samo głupi jak byliśmy na początku oglądania tej mini serii". Dodatkowo, prócz zadziwania, serial czasem śmieszy (1 odcinek), a czasem nawet wzrusza (3 odcinek).

Jednym z największych plusów Trójkąta jest muzyka Josepha LoDuci, a szczególnie powalający dwuminutowy temat przewodni. Co prawda w niektórych momentach może on przypominać score do Krucjaty Bourne'a Johna Powella, ale i tak powala swoją siła, energią, swieżością. LoDuce udało się napisać jeden z najlepszych utworów do napisów początkowych jaki ostatnio słyszałem. Reszta soundtracka także stoi na wysokim poziomie.

00:31, milczacy_krytyk , 08
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 sierpnia 2006
Lot Feniksa

zaskakująco dobry

 Lot Feniksa (2004), USA

reżyseria: John Moore
scenariusz: Scott Frank, Edward Burns
aktorzy: Dennis Quaid, Tyrese Gibson, Giovanni Ribisi, Miranda Otto, Hugh Laurie
zdjęcia: Brendan Galvin   
muzyka: Marco Beltrami  

na podstawie: scenariusza Lukasa Hellera z 1965 roku

 (6/10)


Nie spodziewałem się niczego wielkiego po Locie feniksa. Nie zawiodłem się, a nawet przewyższył on moje oczekiwania.

Początek filmu jest dobry, nie irytujący, nawet żarty są znośne i niewymuszone. Film trzyma w napięciu, postaci są wyraziste, konfliktowe do tego z niełatwym charakterem (np. dziwny Elliot). Ładne zdjęcia, dobra muzyka i sprawnie napisany scenariusz. Plus, jak zwykle to bywa u Amerykanów, bardzo dobre efekty specjalne, bardzo dobrze nakręcona scena katastrofy i interesująca niebieska scena nocą na pustynii.

Tagi: przygodowy
23:10, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4