Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
czwartek, 30 lipca 2009
lecimy do USA?

W najnowszym numerze Filmu przeczytałem, że Samuel L. Jackson krytyki się nie boi i bardzo często czyta internetowe recenzje filmów w których występował.  Denerwuje go jednak, że nie ma szans na obronę przed anonimowymi krytykami i dlatego wysyła do blogerów maile ze swoim prywatnym numerem telefonu i propozycją rozmowy, a nawet spotkania. 

To co?  Piszemy kilka recek z ostatnich filmów Jacksona, wysyłamy mailem i czekamy na zaproszenie do Hollywood? :D

10:26, milczacy_krytyk , inne
Link Komentarze (3) »
Star Trek IV: Powrót na Ziemię

barwne metafory

Star Trek IV: Powrót na ZiemięStar Trek IV: Powrót na Ziemię (1986) USA

reżyseria: Leonard Nimoy  
scenariusz: Steve Meerson, Peter Krikes, Nicholas Meyer, Harve Bennett 
aktorzy: William Shatner, Leonard Nimoy, DeForest Kelley, James Doohan, Walter Koenig, George Takei, Nichelle Nichols, Mark Lenard, Majel Barrett, Catherine Hicks, Jane Wyatt, Brock Peters, Grace Lee Whitney 
muzyka: Russell Ferrante, Jimmy Haslip, Leonard Rosenman, Kirk Thatcher  
zdjęcia: Donald Peterman  
montaż: Peter E. Berger
  

 naciągane (5/10)

Załoga statku Enterprise, po odnalezieniu Spocka, wraca na Ziemię i to nie w byle jaki sposób, bo podróżuje na klingońskim statku przy okazji cofając się w przeszłość do naszej rzeczywistości.  A powodem tej wędrówki w czasie jest przedziwna sonda, która doleciawszy do Ziemi w XXIII wieku zaczyna wysysać z otoczenia całą dostępną energię, oraz powoduje parowanie oceanów, w wyniku czego już wkrótce życie na Ziemi przestanie istnieć.  Głupota?  I to jeszcze jaka!  Tym razem w pełni zgadzam się z fanami, według których "Powrót na Ziemię" jest najgorszą z sześciu części cyklu.

Praktycznie od samego początku film zawodzi.  Nie ma w nim krztyny napięcia, o zwrotach akcji nawet nie wspominając.  Historia rozwija się bez odrobiny dramatyzmu, a kolejne przeszkody pojawiające się przed bohaterami pokonywane są zdecydowanie zbyt szybko i zbyt łatwo.  Musimy cofnąć się w czasie? Nie ma problemu, po prostu się rozpędźmy.  Zepsuł się nam napęd?  Żaden kłopot, wykradniemy trochę toksycznych odpadów od wojska.  Zaginął członek załogi?  Z pewnością kiedyś gdzieś się znajdzie.  I tak w kółko. 

Scenariusz do IV części pisały albo dzieciaki z podstawówki, albo robiono to na kolanie tuż przed zdjęciami.  Jest on naiwny, naciągany i o zgrozo wzbogacony o nachalne ekologiczne lekcje o wielorybach.  Najgorsze jest jednak chyba przesłodzone zakończenie, tak bardzo szczęśliwe, że aż się niedobrze robi. Całe szczęście twórcy wprowadzili chociaż trochę więcej humoru do tej opowieści, przez co przynajmniej możemy się w czasie seansu pośmiać czy to z uczącego się emocji i przeklinania Spocka, czy ze scen, które pokazują różnice między załogą Enterprise, a zwykłymi ludźmi.

00:31, milczacy_krytyk , 05
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 lipca 2009
Harry Potter i Książę Półkrwi

trust

Harry Potter i Książę PółkrwiHarry Potter i Książę Półkrwi (2009) USA, Wielka Brytania

reżyseria: David Yates  
scenariusz: Steve Kloves 
aktorzy: Daniel Radcliffe, Rupert Grint, Emma Watson, Tom Felton, Bonnie Wright, Alan Rickman, Jim Broadbent, Michael Gambon, Maggie Smith, Robbie Coltrane, Evanna Lynch, Jessie Cave, David Thewlis, Mark Williams, Julie Walters, Matthew Lewis, Natalia Tena, David Bradley, Timothy Spall, Scarlett Byrne, Frank Dillane, Hero Fiennes-Tiffin, Anna Shaffer, Helena Bonham Carter, Warwick Davis, Helen McCrory, Dave Legeno, James Phelps, Oliver Phelps, Ralph Ineson, Charlie Bennison, Isabella Laughland, Nina Voelker, Freddie Stroma, Shefali Chowdhury, Josh Herdman, Jamie Waylett, Alfie Enoch, Devon Murray, Gemma Jones 
muzyka: Nicholas Hooper  
zdjęcia: Bruno Delbonnel  
montaż: Mark Day 

na podstawie: powieści J.K. Rowling

 (8/10)

Podobnie jak dwa lata temu wyraźnie widać podział wśród widzów - na tych, którym najnowsza część przygód o (jeszcze) nastoletnim czarodzieju nie podobała się wcale i tych, którzy się nią zachwycili.  Co ciekawe, podobnie jak w przypadku 5 części do tej drugiej grupy należą nie fani powieści Rowling, a o dziwo recenzenci filmowi.  Ci pierwsi znów całkowicie niesprawiedliwie krytykują produkcję, całą winę - z niewiadomych powodów - zrzucając na reżysera Davida Yatesa.  Wydaje mi się, że problem polega na tym iż fani za bardzo trzymają się książki, zgrzytając zębami na każdą, nawet najdrobniejszą zmianę w fabule, zapominając jednocześnie o tym, że film to jednak nie powieść i to co dobrze wypada na papierze, na srebrnym ekranie już tak świetnie wyglądać nie musi.  Poza tym trzeba pamiętać, że najnowsze filmy o Harrym powstają w oparciu o coraz obszerniejsze książki i jasne jest, że z tych przepastnych tomów coś musi wylecieć, a coś zostać zmienione by pokazywana na ekranie historia prezentowała się dobrze i była znośna do oglądania.  A założę się, że gdyby twórcy nie wprowadzali tylu zmian to padałyby znowu zarzuty o to, iż film jest zbyt nudny bo nie wnosi nic nowego, jedynie chłodno opiera się na książce.

To ciekawe, ale z książek najbardziej podobały mi się te tomy, które ograniczały obecność Sami - Wiecie - Kogo do minimum, skupiając się na innych wątkach - a więc część III i właśnie VI.  Ekranizacja tomu III jest także moim ulubionym filmem o Harrym, a od dzisiaj dołącza do niego "Książę Półkrwi", który zaraz po obrazie Cuarona jest najbardziej udaną próbą przeniesienia cyklu na ekran.  W porównaniu z oryginałem zmian jest tu co prawda sporo - wypadło kilka ważnych scen m.in. niektóre wspomnienia, wątek nowego Ministra Magii, czy pogrzeb, ale twórcy powstrzymali się już od ingerencji w kolejność wydarzeń i wygląd niektórych scen, co mogło razić w 5 części kinowej.  Dodano także kilka nowych wydarzeń - jedynie wspomniany w książce atak na most, czy atak na Norę.  Co ciekawe pomimo tych licznych zmian, film jest wierny historii opowiadanej przez Rowling - niektóre dialogi i sceny są wręcz żywcem z niej wyjęte - i wydaje mi się, że da się go spokojnie zrozumieć bez czytania książki.

"Książę Półkrwi" utrzymany jest w niesamowitej spokojnej, przepełnionej smutkiem atmosferze.  Podobnie jak w powieści także i tu akcja nie pędzi z zawrotną szybkością do przodu, a wszystko rozgrywa się po kolei, bez pośpiechu.  Niewielkie z początku napięcie z każdą minutą coraz bardziej rośnie przez co film nie nudzi i te 150 minut w kinie mija bardzo szybko.  Dodatkowo przez cały seans w powietrzu unosi się trudne do zdefiniowania uczucie, że zbliża się coś niedobrego, że coś niedługo się wydarzy i, że tym razem nie będzie już szczęśliwego zakończenia.  Bez wątpienia jest to jak na razie najbardziej mroczna i straszna z części - świetna scena w jaskini.  Paradoksalnie jednak jest to również najbardziej zabawny film ze wszystkich jakie do tej pory mieliśmy okazję oglądać.  Yates w mistrzowski sposób łączy poważne, dramatyczne sceny, z luźniejszymi, komediowymi momentami.  Część osób pewnie będzie zarzucać, że reżyser za bardzo skupia się na romansach, ale trzeba pamiętać, że w książce także było o nich sporo.  O ile jednak w książce wypadły one dość sztywnie, tak w filmie te wszystkie relacje damsko - męskie nabrały niezwykłej lekkości, śmiesząc czy to żartem słownym - często dość dwuznacznym - czy sytuacyjnym. Pełniej wypływa również z całej tej opowieści krzepiący morał – że najważniejsze w życiu są zaufanie, przyjaźń, miłość i wiara.

Ponieważ akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, twórcy mogli wreszcie bardziej skupić się na bohaterach oraz na relacjach między nimi zachodzących.  Dzięki temu Ron, Hermiona, Harry i inni wreszcie stali się bardziej prawdziwi i ludzcy.  Wreszcie pełniej widzimy ich pragnienia, rozterki, dzięki czemu nie są jedynie (jak do tej pory) pionkami na planszy, potrzebnymi do rozegrania całego filmu.  To ludzie z krwi i kości do których naprawdę można się przywiązać.  Wreszcie też widać, że potrafią oni naprawdę grać.  I tu prócz głównej trójki czyli Radcliffe'a Grinta i Watson, którzy świetnie wypadli w komediowych scenach - zakochany Ron, nadmiernie szczęśliwy Harry czy spanikowana Hermiona - trzeba koniecznie napisać o Tomie Feltonie w roli Malfoya.  Dotychczas jego rola ograniczała się jedynie do dwóch grymasów i dziwnego głosu, w "Księciu" pokazał natomiast, że jako aktor potrafi on znacznie więcej, idealnie przedstawiając rozterki swojego bohatera i tragiczność sytuacji w której się znalazł.  Naprawdę brawa.

Fantastycznie również wypadli odtwórcy roli młodego Toma Riddle'a - chłodny Hero Fiennes-Tiffin i przebiegły Frank Dillane.  Pisząc o aktorach trzeba również koniecznie wspomnieć o dorosłych aktorach, w szczególności o niezastąpionym Alanie Rickmanie, który od pierwszej części pierwszorzędnie wciela się w rolę Severusa Snape'a - w "Księciu" jest go wreszcie więcej niż w poprzednich odcinkach - oraz o nieziemskiej Helenie Bonham Carter, której Bellatrix jest bardziej szalona i wyrazista niż oryginalna postać książkowa - naprawdę nieprawdopodobny występ.  Świetnie spisał się również po raz pierwszy występujący w cyklu Jim Broadbent jako Horacy Slughorn.  Różni się on co prawda znacznie od książkowego profesora ale udało mu się zachować ducha tamtej postaci - podobnie jak w poprzednim filmie zrobiła to Imelda Staunton.  I nawet zaczął wreszcie mi się podobać Michael Gambon jako Dumbledore, choć wciąż mam sentyment do Richarda Harrisa, którego Albus był bardziej bliski książkowemu dyrektorowi Hogwartu.

Całości dopełnia przepiękna, prawdziwie magiczna i zadziwiająco lekka muzyka Nicholasa Hoopera.  Podobnie jak i sam film jest bardzo kameralna, nie wybuchowa, ale jednocześnie świetnie buduje atmosferę i wzmacnia przekaz wielu scen - wzruszająca i podniosła, ale nie pompatyczna scena pożegnania Dumbledora.  Aż się łezka w oku może zakręcić.  Hooper dodatkowo  prócz rozwinięcia kilku tematów ze swojej poprzedniej ścieżki, napisał kilka nowych motywów i momentami aż trudno uwierzyć jak dobrze pasują one do obrazu i opowiadanej historii.  Świetnie spisał się również zdjęciowiec Bruno Delbonnel, którego szare, jakby wyblakłe zdjęcia fantastycznie pokazują, że zbliżają się najtrudniejsze czasy dla świata czarodziejów.  Mam wrażenie, że jego spojrzenie na historię Rowling wypadło lepiej niż to jak świat Pottera postrzegał Idziak.  Plus rewelacyjny dźwięk, od którego trzęsło się pół sali kinowej, oraz perfekcyjnie dopasowane do obrazu efekty specjalne, tak dobrze, że momentami aż trudno było je dostrzec.

09:32, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 27 lipca 2009
Rysa

szaleństwo

RysaRysa (2008) Polska

reżyseria: Michał Rosa, Piotr Starzak, Leszek Staroń  
scenariusz: Michał Rosa  
aktorzy: Jadwiga Jankowska-Cieślak, Krzysztof Stroiński, Ewa Telega, Mirosława Marcheluk, Teresa Marczewska, Ryszard Filipski, Stanisław Radwan, Jerzy Schejbal, Jerzy Nowak, Kinga Preis, Alicja Bienicewicz
muzyka: Stanisław Radwan  
zdjęcia: Marcin Koszałka  
montaż: Krzysztof Szpetmański
 

 (5/10)

Po takich filmach jak "Plac Zbawiciela", "Senność" czy "Komornik" można odzyskać wiarę w polskie kino.  Jednak za dobrze być oczywiście nie może i prócz tych świetnych obrazów muszą w ciągu roku znaleźć się też i te słabsze, nie do końca przekonujące.  "Rysa" była piątym polskim filmem na który chciałem się w zeszłym roku wybrać do kina, ale się spóźniłem na kolejne seanse i film szybko znikł z repertuaru.  Gdybym jednak zdołał go wtedy obejrzeć to musiałbym niestety powiedzieć, że był on najsłabszym obrazem spośród pozostałych.

Za dużo jest w "Rysie" scen, które teoretycznie miały nieść ze sobą jakiś ładunek emocjonalny, jakiś głębszy przekaz, a są jedynie pustym wypełniaczem, rozciągniętymi obrazami, które nie budują atmosfery, nie pomagają w tworzeniu klimatu.  Przez to cały film ciągnie się niemiłosiernie w gruncie rzeczy nie wiadomo dokąd i po co.  Bo to, że po wyemitowaniu w telewizji kontrowersyjnego programu o mężu głównej bohaterki, życie małżeństwa zacznie się rozsypywać, wiedzieliśmy jeszcze przed seansem, a sam film niestety nie przynosi żadnych interesujących wniosków na temat tego co stało się później.

Rosa pokazuje w "Rysie" jak teoretycznie udane życie małżonków zaczyna się rozpadać.  Tyle tylko, że ten rozpad nie jest ani wciągający ani przekonujący.  Bo czy jedna emisja programu mogła doprowadzić bądź co bądź inteligentną kobietę do wariactwa?  Jej zachowanie graniczy z szaleństwem.  Szaleństwem udawanym, nieuzasadnionym prowadzącym do zdecydowanie zbyt surowego traktowania męża.  Rosa pokazuje nam rozsypujący się związek, problem jednak w tym, że nic interesującego z tej obserwacji nie wynika, a ogranicza się ona jedynie do półtoragodzinnego oglądania nadąsanej kobiety.  Kobiety, której zachowanie jest nielogiczne i mało przejmujące, co w efekcie powoduje, że nawet nie możemy jej współczuć.

23:49, milczacy_krytyk , 05
Link Komentarze (3) »
sobota, 25 lipca 2009
Paranoid Park

błahostki

Paranoid ParkParanoid Park (2007) USA

reżyseria, scenariusz i montaż: Gus Van Sant 
aktorzy: Gabe Nevins, Daniel Liu, Taylor Momsen, Lauren McKinney, Winfield Jackson, Joe Schweitzer, Grace Carter, Scott Patrick Green, John Michael Burrowes, Jay 'Smay' Williamson, Dillon Hines, Emma Nevins, Brad Peterson, Emily Galash, Oliver Garnier 
zdjęcia: Christopher Doyle, Rain Li  

na podstawie: powieści: Blake'a Nelsona 

 (7/10)

Filmów Gusa van Santa ciąg dalszy.  "Paranoid Park" to historia zwykłego nastolatka, fana jazdy na deskorolce, wiodącego przeciętne życie gdzieś w Stanach Zjednoczonych.  Jego rodzice się rozwodzą, a dziewczyna z którą jest (tylko dlatego bo ona tego chciała), myśli wyłącznie o seksie.  Chłopak pisze pamiętnik i jednocześnie jest narratorem całego filmu.  Filmu, który przez gruzełkowate zdjęcia Christophera Doyle’a i dziwny dobór piosenek jest obrazem wyjątkowo chłodnym, zimnym i wyciszonym.

Podobnie jak w przypadku "Gerry" także i w tym filmie Van Santa od akcji, bardziej ważny jest klimat jak i obrazy przedstawiane w filmie.  Bo "Paranoid Park" to film do przeżycia, a nie zobaczenia, w którym liczy się atmosfera i to jakie emocje on w nas wywołuje.  Bo czy ta prosta historia - wzbogacona momentami jedynie o zaburzoną chronologię - się czymś specjalnym wyróżnia?  Czy różni się od zwyczajnego, szarego życia?  Niektórzy pewnie powiedzą, że to film o niczym albo, że można go streścić w dwóch zdaniach.   To prawda, ale u Van Santa nawet taka zwyczajna historyjka jest wciągająca, intrygująca i warta zobaczenia. Szkoda jedynie, że zakończenie trochę siada, a właściwie w ogóle go nie ma i film w pewnym momencie się ucina, tak jakby twórcy zabrakło taśmy na te kilka dodatkowych minut.

16:53, milczacy_krytyk , 07
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4