Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
wtorek, 22 maja 2007
Przeczucie

zawirowania

PrzeczuciePrzeczucie (2007) USA, Wielka Brytania

reżyseria: Mennan Yapo
scenariusz: Bill Kelly
aktorzy: Sandra Bullock, Marcus Lyle Brown, Kate Nelligan, Nia Long, Julian McMahon, Shyann McClure, Amber Valletta, Marc Macaulay
zdjęcia: Torsten Lippstock
muzyka: Klaus Badelt

(7/10)

Z dwóch powodów wybrałem się na ten film.  Pierwszym była Sandra Bullock, którą  nawet nie wiem szczególnie za co, ale bardzo lubię.  Ile razy pojawia się nowy film, w którym ona występuje, zawsze trzymam kciuki, by wreszcie był na jakimś przyzwoitym poziomie, bo ostatnio niestety Bullock ma problem z wyborem dobrych scenariuszy.  Zwiastun "Przeczucia" okazał się być dobry i interesujący więc pomyślałem, że może tym razem się jej poszczęściło. 
Drugim powodem był fantastyczny plakat, który pomimo, że nie ma nic wspólnego z fabułą filmu, jest wg mnie jednym z najlepszych posterów przynajmniej tego roku.

Aż miło pisze mi się tą recenzję, bo tym razem Sandrze poszczęściło się.   Film jest naprawdę przyzwoity.  Może części nie spodoba się to, że akcja rozwija się raczej powoli i bez większych farjerwerków, ale ja akurat lubię takie spokojne thrillery.  "Przeczucie" trzyma w napięciu od samego początku aż do samego końca.  Całe szczęście nie ma dłuższyzn ani scen zupełnie bezsensownych.  Jednak chyba największym plusem filmu jest jego logiczność.  Co prawda stuprocentowej zgodności całej historii twórcom nie udało się osiągnąć - ze względu na !tylko! jedną scenę - ale poza tym, po pierwszym obejrzeniu wg mnie film jest logiczny i gdy zaczynamy układac sobie całą historię w głowie już po sansie nie wyskakują nam co chwilę jakieś nieścisłości - co ostatnio przy wielu tego typu filmach jest niestety dość częste.

Bullock bardzo dobrze udało się zagrać zagubioną, przerażoną i zrozpaczoną Lindę.  Widać jak w czasie filmowego tygodnia bohaterka zmienia się i zaczyna walczyć, buntować się i odważniej podróżuje przez kolejne dni tygodnia, a my razem z nią zbliżając się do rozwiązania.
Julian McMahon zagrał za to średnio, ale przynajmniej pasował do Bullock.

Można zarzucić "Przeczuciu" wtórność i czerpanie wielkimi garściami z innych filmów - praktycznie wszystko to co oglądamy na ekranie już gdzieś indziej widzeliśmy.  Tym razem jednak walka z przyszłością została pokazana od trochę innej strony, w trochę inny sposób - nastawiając się nie na efekty, a na ewentualne wnioski.  Tak na prawdę ten film mówi bardziej o miłości, o jej wygasaniu, o cudach dnia codziennego, o tym, że nie ma sensu walczyć z przeznaczeniem trzeba się z nim pogodzić i cieszyć z każdego dnia, oraz o tym, że czasem niezrozumiałe dla nas wydarzenia mają jednak jakiś głębszy sens, który dostrzegamy długo po fakcie.

Dodatkowo plus za całkiem dobre zdjęcia oraz wpadającą w ucho muzykę Klausa Badelta.  Niestety jednak będącą bardziej przypominką motywów z "the ring", czy "Życie, którego nie było", niż świeżą interesującą i zachwycającą ścieżką dźwiękową.

19:58, milczacy_krytyk , 07
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 maja 2007
24 - sezon IV

"For Jack Bauer instinct never dies..."

2424 - sezon IV (2005) USA

reżyseria: Jon Cassar, Brad Turner, Bryan Spicer, Tim Iacofano, Kevin Hooks, Rodney Charters, Ken Girotti
scenariusz: Joel Surnow, Robert Cochran, Howard Gordon, Michael Loceff, Evan Katz, Stephen Kronish, Duppy Demetrius, Matt Michnovetz, Sam Montgomery, David Ehrman
aktorzy: Kiefer Sutherland, Carlos Bernard, Mary Lynn Rajskub, Dennis Haysbert, Reiko Aylesworth, Jude Ciccolella, James Morrison, Kim Raver, Roger R. Cross, Louis Lombardi, Gregory Itzin, William Devane, Arnold Vosloo, Alberta Watson, Jonathan Ahdout, Shohreh Aghdashloo, Nestor Serrano, James Frain, Aisha Tyler
muzyka: Sean Callery
zdjęcia: Rodney Charters

 (9/10)

Z pewnością 24 jest jednym z najbardziej popularnych i znanych na świecie seriali, jakie w ostatnich kilku latach zostały wyprodukowane przez USA.  Sukces tego serialu tkwi na pewno w interesującym pomyśle na telewizyjną sensację - teoretycznie akcja całego sezonu rozgrywa się w rzeczywistych 24 godzinach - dobremu scenariuszowi i Kieferowi Sutherlandowi, który można powiedzieć jest stworzony do roli Jacka Bauera.

Pierwsza seria 24 była średnia.  Wszyscy zachłysnęli się oryginalnym pomysłem i zaskakującym zakończeniem - o dziwo, nie happy-endem.  Druga seria była widocznym krokiem naprzód.  Więcej się działo, zagrożenie dla Ameryki było jeszcze większe, a Bauer musiał się jeszcze bardziej natrudzić by szczęśliwie zakończyć dzień.  Seria III wg mnie jak na razie jest najgorsza ze wszystkich.  Po pięciu pierwszych odcinkach i idiotycznej scenie w więzieniu zrezygnowałem z dalszych kilkunastu godzin dnia trzeciego.

Jednak gdy w tv pojawiła się kolejna IV już seria, od razu zdecydowałem się na jej oglądanie.  I nie żałuję ani minuty spędzonej z Bauerem i agentami CTU.  O ile w poprzednich 24 godzinach zagrożenie było jedno, tak tym razem nie da się w dwóch zdaniach opisać o czym jest ten sezon.  Praktycznie w każdym odcinku pojawiają się nowe przeszkody, nowe plany terrorystów i tajemnicze postaci, które mają doprowadzić CTU do szczęśliwego zakończenia.  Twórcy oferują nam wiele zaskaujących zwrotów akcji, niesamowite zakończenia i rozwiązania.  Serial trzyma w napięciu jak żaden inny.  O dziwo prócz strony sensacyjnej scenarzyści nie zapomnięli także o wolniejszych scenach.  Prócz pogoni za terrorystami jest też czas na poważniejsze rozmowy, naprawdę wzruszające sceny, czy wolniejsze momenty.  Dzięki temu nawet postacie drugoplanowe możemy poznać z innej niż tylko służbowej strony.  Brawa dla wszystkich aktorów - spisali się rewelacyjnie, dla Seana Callery za świetną muzykę i dla scenarzystów - z chęcią jeszcze raz obejrzę ten sezon.  Już nie mogę się doczekać serii V - podobno najlepszej ze wszystkich...

Najlepszy odcinek - 2 a.m. - 3 p.m. (odcinek 20)
Najgorszy odcinek - 12 p.m. - 1 p.m. (odcinek 6)

18:06, milczacy_krytyk , serial
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 03 maja 2007
Scoop - Gorący temat

jezioro łabędzie

ScoopScoop - Gorący temat (2006) USA, Wielka Brytania

reżyseria, scenariusz: Woody Allen
aktorzy: Hugh Jackman, Scarlett Johansson, Ian McShane, Woody Allen
zdjęcia: Remi Adefarasin

 (7/10) trochę naciągane

Nigdy nie byłem fanem Allena i chyba nigdy nim nie zostanę.  Jak dotąd widziałem tylko cztery jego filmy - średnie "Melinda i Melinda", "Klątwa skorpiona", rewelacyjne "Wszystko gra" i teraz "Scoop".  Czy był warto obejrzeć ten ostatni? Raczej tak.

Tak prawdę powiedziawszy to na nowy film Allena wybrałem się z powodu głównych aktorów - fantastycznej Scarlett Johansson i Hugh Jackmana, w którym po "Źródle" i "Prestiżu" zaczynam dostrzegać prawdziwego aktora.  Na tej parze całe szczęście nie zawiodłem się.  Zagrali bardzo dobrze, pasowali do siebie, coś pomiędzy nimi iskrzyło i to było widać na ekranie.
Trochę denerwował mnie natomiast Woody, który niezbyt przekonująco wypadł jako magik i pomocnik młodziutkiej reporterki szukającej tematu na pierwszą stronę.

"Scoop" ogląda się dobrze.  Co prawda film jest trochę za wolny, nie za bardzo skomplikowany, za mało w nim energi, napięcia (jak na historię kryminalną) i ogólnie czegoś w nim brakuje, choć dokładnie nie potrafię powiedzieć czego.  Po seansie odczuwamy lekki niedosyt chyba, że potraktujemy ten obraz jako pewnego rodzaju miłą, lekką ciekawostkę, wtedy te półtorej godziny nie wyda się straconym czasem.

Jeśli chodzi o humor, to jest już trochę gorzej.  Co prawda pomysł ze Śmiercią oraz kilka powiedzonek Allena jest znakomitych i wypadają naprawdę dobrze, ale niestety Scoop śmieszny nie jest.  Przynajmniej nie tak jak mógłby być.  Co najwyżej zaśmiejemy się kilka razy i to wszystko.

00:04, milczacy_krytyk , 07
Link Komentarze (2) »