Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
czwartek, 30 kwietnia 2015
Mad Max

out of control

Mad MaxMad Max (1979) Australia

reżyseria: George Miller
scenariusz: George Miller, James McCausland
aktorzy: Mel Gibson, Joanne Samuel, Hugh Keays-Byrne, Steve Bisley, Tim Burns, Roger Ward, David Bracks, Vince Gil, Steve Millichamp, Geoff Parry
muzyka: Brian May
zdjęcia: David Eggby
montaż: Cliff Hayes, Tony Paterson

 (6/10)

Świat niedalekiej przyszłości.  Przysłowiowe nigdzie i kilometry dróg ciągnących się przez australijskie pustkowia.  Patrolują je policjanci jeżdżący w nowoczesnych radiowozach przypominających samochody wyścigowe.  Ubrani niczym Harleyowcy w czarne, obcisłe skóry, pędzą na złamanie karku, rozwijając zabójcze prędkości, ścigając wariatów drogowych, przestępców i motocyklowe gangi.  Jednym z policjantów jest Max, młody, przystojny mężczyzna, szczęśliwie żyjący ze swoją kobietą, oraz kilkuletnim synkiem.  Ma bzika na punkcie szybkich aut, jest fantastycznym kierowcą, milczącym i skutecznym stróżem prawa.  Pech chce, że w okolicy patrolowanej przez Maxa zaczyna grasować gang szalonych motocyklistów.  Ścigają przypadkowe samochody, zabijają mężczyzn, gwałcą kobiety, za nic mają jakiekolwiek prawo czy porządek.  Po którymś incydencie Max wypowiada wojnę motocyklistom, zrobi wszystko by ich powstrzymać.

Nie da się ukryć, że ząb czasu całkiem dotkliwie nadgryzł ten film.  Nie ma się jednak co dziwić, skoro od premiery upłynęło już ponad trzydzieści lat, a produkcja George'a Millera była filmem realizowanym za śmieszne (nawet jak na tamte czasy) pieniądze.  Stąd wielokrotnie ma się wrażenie, że "Mad Max" jest bardziej taką wprawką przed właściwym filmem, projektem zrealizowanym na próbę, by przedstawić ogólny pomysł, pokazać możliwości płynące z opowiadanej historii, by zachęcić do realizacji pełnoprawnego filmu.  Lepiej nakręconego, lepiej zagranego, z większym budżetem, możliwościami.  W obecnej formie, szczególnie po tylu latach od pierwszego pokazu, jest on filmem nudnym, chaotycznym, niezorganizowanym.  To produkcja w której tkwił ogromny potencjał, ale w takiej formie nie został on odpowiednio spożytkowany.  Każda scena zdaje się być osobna, nie czuć by ta historia do czegoś dążyła, nie czuć jasno określonego celu, do którego zmierzałaby rozpędzona akcja.  Sam świat przedstawiony jest również mocno chaotyczny, to takie pomieszanie ówczesnej teraźniejszości z wyobrażeniem przyszłości, oraz światem Dzikiego Zachodu.  Przedziwny mix.

U podstaw "Mad Maxa" stoi fascynacja szybkimi samochodami, wielkimi motorami, rykiem silników, piskiem opon i zawrotną prędkością rozwijaną przez szalonych kierowców.  Stąd liczne zbliżenia na maszyny napędzane końmi mechanicznymi, dym spod trących o asfalt opon, przyspieszone ujęcia rozpędzonych aut.  Nie ważne, że montaż utrudnia zorientowanie się w tym co się dzieje, nie ważne, że ujęcia nie są tak spektakularne jak mogłyby być - najważniejszy pozostaje pomysł.  Pędzące samochody i bohater - policjant, który stał się mścicielem.  Jak mówi w jeden ze scen, bardzo cienka granica dzieli bowiem dobro od zła, stróży prawa od grasującego gangu.  Jest nią tylko metalowa odznaka, którą noszą Ci pierwsi.  I szkoda, że dwa pierwsze akty "Mad Maxa" są tak przesadnie wydłużone i film ten tak naprawdę rozkręca się na dobre dopiero pod koniec, na kilkanaście minut przed gwałtownym finałem, po którym ten obraz ot tak po prostu się kończy.

20:04, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 kwietnia 2015
Timbuktu

człowiek człowiekowi wilkiem

TimbuktuTimbuktu (2014) Francja, Mauretania

reżyseria: Abderrahmane Sissako
scenariusz: Abderrahmane Sissako, Kessen Tall
aktorzy: Ibrahim Ahmed, Abel Jafri, Toulou Kiki, Layla Walet Mohamed, Mehdi A.G. Mohamed, Hichem Yacoubi, Kettly Noël, Fatoumata Diawara, Adel Mahmoud Cherif, Salem Dendou
muzyka: Amine Bouhafa
zdjęcia: Sofian El Fani
montaż: Nadia Ben Rachid

 (6/10)

Przedziwny kolaż sytuacji, przypadków, krótkich historii.  Film, który nie posiada jednego, konkretnego bohatera.  To spojrzenie na wiele różnych osób, chwilami bliższe, momentami tylko przelotne.  Pod tym względem produkcja ta bardzo mocno przypomina dokument, podglądanie kamerą pewnej istniejącej tu i teraz rzeczywistości.  Stąd przebieżka po problemach, przyglądanie się różnym osobom i trudom życia z jakimi muszą się borykać.  Widzimy rybaka i jego żonę pilnujących sieci na rzece.  Jest mężczyzna, jego żona i ich córka mieszkający samotnie na pustyni w wielkim namiocie.  Jest żyjąca w swoim świecie murzynka, chodząca po wiosce z kogutem.  To postaci, które pojawiają się najczęściej, ale jest też sporo bezimiennych bohaterów, widocznych na moment, by zasygnalizować zjawisko, problem, rozgrywającą się tragedię.

"Timbuktu" to film w którym brakuje akcji jako takiej.  To zestaw przeplatających się zdarzeń osadzonych w jednym miejscu, a jest nim wioska Timbuktu, położona w zachodniej Afryce.  To strasznie smutny, przygnębiający, szokujący portret miejsca, które zostało przejęte przez islamskich fanatyków, muzułmanów wprowadzających swoje prawa, niszczących wiekową tradycję, obyczaje.  Intruzi narzucają swoją religię, a z nią wszystkie znane sobie prawa.  Wymuszają na kobietach aby te nosiły chusty zakrywające włosy i ciało, wymagają aby zakładały rękawiczki i chodziły w skarpetkach.  Zabronione jest granie w piłkę nożną, zabronione jest śpiewanie i muzyka, nie wolno również siedzieć przed domem ani spacerować bez celu po ulicach.  Bo to grzech, bo takie jest prawo, bo tak zostało nakazane.

Jeśli ma ktoś antypatyczne nastawienie do muzułmanów, to po tym filmie jeszcze bardziej utwierdzi się w swoich przekonaniach.  Przedstawieni są bowiem w tej produkcji jednoznacznie jako najeźdźcy, niszczyciele tradycji, kultury.  Barbarzyńcy wprowadzający swoje rządy pod przykrywką świętej wojny, wiary w Allaha.  To chłopcy z bronią, którzy z nudów, i zazdrości o zasoby Zachodu wymyślają idiotyczne zakazy, kolejne prawa, każąc za wszystko co jest nie po ich myśli.  Smutny to obraz, strasznie przygnębiający i w jednej scenie całkiem poruszający (moment przedstawiony na plakacie produkcji).  Obraz pokazujący jak okrutnym, okropnym i bezmyślnym zwierzęciem bywa człowiek.  A gdy jeszcze pod ręką ma broń, a na ustach boże słowo, wtedy już całkiem zamienia się w prawdziwego potwora.

Film obejrzałem na pokazie przedpremierowym w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku, zorganizowanym w ramach akcji "Ostatnie czwartki miesiąca" przez All About Freedom Festival.

Timbuktu

19:21, milczacy_krytyk , 06
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 kwietnia 2015
Jak całkowicie zniknąć

magnes

Jak całkowicie zniknąćJak całkowicie zniknąć (2014) Polska

reżyseria i scenariusz: Przemysław Wojcieszek
aktorzy: Agnieszka Podsiadlik, Pheline Roggan, Tomasz Tyndyk
muzyka: Julia Marcell
zdjęcia: Weronika Bilska
montaż: Michał Poddębniak

 (4/10)

Uwielbiam Julię Marcell.  Co prawda nie pamiętam już jak trafiłem na jej kompozycje ale było to już jakiś czas temu.  Jej poprzednią płytę sprzed czterech lat znam niemal całkiem na pamięć.  Za każdym razem gdy artystka koncertuje w Trójmieście, jestem obowiązkowo na widowni, ostatnio nawet w pierwszym rzędzie, tuż pod samą sceną.  Gdyby nie Julia, z pewnością nie zainteresowałbym się tym filmem.  Ona właśnie napisała muzykę do tej produkcji.  Całkiem wpadającą w ucho piosenkę oraz kilka instrumentalnych kompozycji, wybrzmiewających co jakiś czas w spokojniejszych momentach.  To właśnie ze względu na wkład Julii w ten obraz, zdecydowałem się na seans.  Szkoda tylko, że film ten prócz ciekawego soundtracku, nie ma nic więcej do zaoferowania.  

"Jak całkowicie zniknąć" to przykład skromnego kina z rodzaju tych najbardziej irytujących.  Zestaw przedłużających się, przesadnie wydłużonych scen, które powoli przenikają jedna w drugą.  Obraz pozbawiony scenariusza (w większości improwizowany), który choć zaczyna się całkiem intrygująco, później zamienia się w nudny, płytki, nic nie wnoszący kolaż przypadkowych scen, w którym przeważają ujęcia pleców bohaterek.  Kamera śledzi bowiem jak przemierzają nocą ulice Berlina.  Łażą ulicami, bujają się w rytm klubowej łupanki, siedzą w knajpach prowadząc krótkie i mało konkretne rozmowy właściwie o niczym.  A mogło być przecież zupełnie inaczej.  Mogło być tak interesująco, ciekawie, gdyby tylko tę wędrówkę po nocnym mieście nasączyć jakąś treścią.  "Jak całkowicie zniknąć" mogło się stać polskim "Zupełnie innym weekendem", filmem naturalnym, prawdziwym, jakby podejrzanym przez ramię, intymnym portretem pewnej rzeczywistości.  Gdyby tylko film ten o czymś opowiadał.  Jednak jak oznajmia już sam opis - produkcja ta o niczym nie mówi. I tak niestety jest w istocie.  

Najlepsze w tej produkcji jest pierwsze piętnaście minut.  Intrygująca, zabawna, wciągająca, nietypowa zabawa w berka.  Młoda brunetka, najprawdopodobniej Polka, jedzie metrem, nie mogąc oderwać oczu od pewnej niedbale ubranej blondynki.  Zerka na nią co chwilę, w końcu przyciągając jej wzrok.  Gdy blondynka wysiada z pociągu, brunetka podąża za nią.  Gdy Niemka wraca z powrotem do metra, Polka śledzi ją krok w krok.  I tak kobiety podróżują od stacji do stacji, zmieniając pociągi i składy, aż w końcu już tylko one zostają w podziemiach.  Wtedy rozpoczynają swój nienaturalnie długi marsz przez miasto, zaliczając kolejne kluby, kawiarnie, robiąc rzeczy szalone, nieprzyzwoite, karalne.  Jest tylko jeden problem.  Tak jak w kiepskich ekranizacjach gier komputerowych żałuje się, że są one tylko filmami w które nie można zagrać, tak tutaj ta obserwacja nocnego wypadu na miasto w ogóle nie bawi, skoro nie bierze się w niej udziału, tylko biernie się ją obserwuje.  Bardzo zmarnowany potencjał.

20:36, milczacy_krytyk , 04
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 kwietnia 2015
Selma

one dream

SelmaSelma (2014) USA

reżyseria: Ava DuVernay
scenariusz: Paul Webb, Ava DuVernay
aktorzy: David Oyelowo, Tom Wilkinson, Cuba Gooding Jr., Alessandro Nivola, Carmen Ejogo, Lorraine Toussaint, Tim Roth, Oprah Winfrey, Tessa Thompson, Giovanni Ribisi, Omar J. Dorsey, Henry G. Sanders, Andre Holland, Dylan Baker, Keith Stanfield, Colman Domingo, Jeremy Strong, Common, Wendell Pierce, Niecy Nash, Ruben Santiago-Hudson, Trai Byers, E. Roger Mitchell, Stephan James
muzyka: Jason Moran
zdjęcia: Bradford Young
montaż: Spencer Averick

 (6/10)

Rok 1964.  Martin Luther King podczas krótkiej wizyty w Szwecji odbiera Pokojową Nagrodę Nobla.  Niedługo po powrocie do Stanów, udaje się na spotkanie z urzędującym w tamtym czasie prezydentem Johnsonem, z prośbą aby ten wspomógł przeprowadzenie ustawy umożliwiającej ciemnoskórym obywatelom swobodną rejestrację do wyborów.  Obecnie jest to niemal niemożliwe, chętni muszą spełnić kilka wymogów, których z założenia nie są w stanie wypełnić (poświadczenie od innego aktywnego wyborcy, podanie swojego adresu zamieszkania grożące atakami Ku Klux Klanu, wniesienie wysokiej opłaty).  Prezydent oznajmia Kingowi, że ma obecnie ważniejsze sprawy na głowie i ten kłopot musi poczekać na swoją kolej.  Jak się jednak okazuje w następnych tygodniach, problem ten staje się coraz bardziej palący, a swój punkt zapalny znajduje w niewielkim mieście Selma, którym rządzi porywczy szeryf rasista.  King zamierza zorganizować pokojowy marsz, protest przeciwko niesprawiedliwym przepisom.  Demonstracja zostaje jednak brutalnie rozbita przez stanową policję.  Sytuacja z dnia na dzień coraz bardziej się zaognia, żadna ze stron konfliktu nie chce ustąpić, ale wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że trzeba znaleźć rozwiązanie, by uniknąć dalszego rozlewu krwi.  Walka o równe prawa wyborcze dla wszystkich Amerykanów, wkracza w decydującą fazę.

Choć historia, która jest tematem tego filmu zdaje się być intrygująca, pasjonująca, trzymająca w napięciu, niestety nie przekłada się na wydźwięk samego obrazu.  "Selma" okazuje się być bowiem filmem tylko i wyłącznie poprawnym.  Obrazem, któremu brakuje emocji, większego pazura, produkcją zdecydowanie za bardzo przegadaną, wydłużoną i nijaką.  Nie wzrusza w momentach w których powinna wyciskać łzy, nie emocjonuje w chwilach gdy powinna wciskać w fotel.  Bliżej jej do letniej produkcji telewizyjnej niż do jednego z najlepszych filmów roku, mogącego walczyć o najwyższe wyróżnienia.  To taka laurka dla pewnego wycinka z historii, film który został skrojony pod Oscary i chyba właśnie dlatego nie ma takiej siły rażenia jaką powinien mieć.  Jest ładny, wymuskany, bezpieczny.  Broni się właściwie jedynie występami aktorskimi, przede wszystkim fantastyczną rolą Davida Oyelowo, który całkowicie wtopił się w postać Martina Luthera Kinga, fenomenalnie prezentując się w scenach w których jego bohater wygłasza płomienne mowy, jak i również w spokojnych, kameralnych chwilach, gdy sam musi zmagać się z ciężarem misji jakiej się podjął.  Bardzo, bardzo dobry występ aktorski, dzięki któremu zdecydowanie ciekawiej ogląda się ten zwyczajny, poprawny film.

14:51, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 kwietnia 2015
Homeland - sezon IV

far from finished

Homeland - sezon IVHomeland - sezon IV (2014) USA

reżyseria: Lesli Linka Glatter, Keith Gordon, Michael Offer, Charlotte Sieling, Carl Franklin, Alex Graves, Seith Mann, Dan Attias, Clark Johnson
scenariusz: Alex Gansa, Chip Johannessen, Alexander Cary, Patrick Harbinson, Meredith Stiehm, Howard Gordon
aktorzy: Claire Danes, Rupert Friend, Nazanin Boniadi, Laila Robins, Tracy Letts, Mandy Patinkin, Nimrat Kaur, Michael O'Keefe, Numan Acar, Raza Jaffrey, Mark Moses, Shavani Seth, Suraj Sharma, Maury Sterling, F. Murray Abraham, Amy Hargreaves, Art Malik, Sarita Choudhury, Akshay Kumar, Damian Lewis 
muzyka: Sean Callery
zdjęcia: David Klein
montaż: Jordan Goldman, Terry Kelley, Michael Ruscio, Harvey Rosenstock, Garret Donnelly

 (8/10)

Bardzo pozytywne zaskoczenie.  Po finale trzeciej serii, która definitywnie kończyła główny wątek jaki napędzał ten serial, zdawało się, że nie ma już sensu dłużej kontynuować tej produkcji.  Zdawało się, że tworzenie kolejnego sezonu mija się z celem, bo twórcy nie będą mieli o czym opowiadać.  Scenarzyści znaleźli jednak na to rozwiązanie.  "Homeland" przeszedł pewnego rodzaju rebranding, z serialu łączącego sensację z dramatem rodzinnym stał się trzymającym w napięciu thrillerem.  Twórcy nie mogąc kontynuować dalej historii z poprzednich sezonów, poszli w trochę innym kierunku, kontynuując losy bohaterów.  Bazą czwartej serii stali się więc bohaterowie, a nie opowieść sama w sobie, jak ma to miejsce w przypadku większości seriali, jak miało to miejsce również w przypadku trzech poprzednich sezonów, wypływających bezpośrednio jeden z drugiego.  Seria czwarta, choć nadal jest tym samym serialem, opowiada już zupełnie inną opowieść.

Minął rok od tragicznych wydarzeń w Iranie.  Carrie urodziła córkę, ale niedługo po porodzie zostawiła ją pod opieką swojej siostry i wyjechała ze Stanów.  Została szefową placówki w Kabulu.  Przez pracowników żartobliwie nazywana jest "Królową dronów".  Na tym polega teraz jej praca - za pomocą dronów szuka terrorystów, skreślając kolejne cele, z długiej listy poszukiwanych.  W czasie jednej z misji zostaje podjęta decyzja by zrzucić bombę na dom, w którym najprawdopodobniej ukrywa się jeden z najważniejszych celów.  Szybko okazuje się jednak, że prócz terrorysty zabitych zostaje wiele niewinnych ludzi, bowiem w zbombardowanym domu odbywało się przyjęcie weselne.  I tak rozpętuje się piekło, spirala zdarzeń w której jedna dramatyczna sytuacja prowadzi do następnej, w którym o życiu bądź śmierci decydują ułamki sekund, w którym nie ma prostych wyborów, bo nawet decyzja o uratowaniu komuś życia, z założenia dobra, może okazać się niewłaściwa.  Wojna z terroryzmem trwa, i nie widać jej końca.

Twórcy w czwartej serii całkiem zrezygnowali z wątków obyczajowych (prócz finału, który jest zaskakująco spokojny), które w poprzednich odcinkach zajmowały zdecydowanie zbyt wiele czasu, rozbijały akcję, burzyły napięcie, w większości zdawały się być wyciągnięte z zupełnie odmiennej produkcji.  Tym razem skupili się przede wszystkim na Carrie i misji, której dowodzi, która coraz bardziej wymyka się jej spod kontroli.  I takie poprowadzenie serialu było strzałem w dziesiątkę, bo "Homeland" wreszcie stał się serialem wyrównanym, trzymającym w napięciu, zmuszającym do obejrzenia kolejnego odcinkach, tuż po zakończeniu bieżącego.  Twórcom udało się zbudować całkiem zgrabną, zaskakującą, pełną zwrotów akcji intrygę, w której bohaterowie muszą podejmować trudne decyzje, w której kolejne wydarzenia emocjonują, wzruszają i nie pozwalają oderwać oczu od ekranu.  Jednocześnie udało im się (w miarę) pozostać na ziemi, i nie stworzyć kolejnej sensacyjnej bajki pokroju ostatnich sezonów "24".  "Homeland" to bowiem nadal poważny serial, który tym razem mocno przyspieszył tempo.  Dobrze widzieć, że z każdym kolejnym sezonem staje się coraz lepszy.

Tagi: thriller
21:42, milczacy_krytyk , serial
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2