Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
sobota, 28 marca 2015
Kopciuszek

klasyk na nowo

KopciuszekKopciuszek (2015) USA

reżyseria: Kenneth Branagh
scenariusz: Chris Weitz
aktorzy: Lily James, Cate Blanchett, Richard Madden, Helena Bonham Carter, Nonso Anozie, Stellan Skarsgard, Sophie McShera, Holliday Grainger, Derek Jacobi, Ben Chaplin, Hayley Atwell, Rob Brydon
muzyka: Patrick Doyle
zdjęcia: Haris Zambarloukos
montaż: Martin Walsh

 (6/10)

Studio Disney od kilku lat na nowo przenosi na ekrany znane baśni i bajki, jednocześnie kierując je do trochę starszego widza.  Stąd na ekranach kin mogliśmy oglądać mroczniejsze wersje opowieści o Śnieżce (w "Królewna Śnieżka i Łowca"), czy Śpiącej Królewnie w "Czarownicy" z Angeliną Jolie w roli głównej.  "Kopciuszek" wyreżyserowany przez Kennetha Branagh nie idzie jednak tym tropem.  To klasyczna, grzeczna, radosna opowieść o Kopciuszku, podążająca znanym chyba dla każdego kierunkiem, choć z kilkoma drobnymi modyfikacjami (szczególnie pod koniec seansu), które jednak nie wpływają znacząco na całokształt tej opowieści.  Świetnie w tej znanej historii prezentują się aktorzy.  Cate Blanchett cudownie szarżuje w roli Złej Macochy.  Lily James jest idealnym wyborem do roli Kopciuszka - dziewczyny, która widzi w ludziach przede wszystkim dobro, która postrzega świat nie takim jaki jest, ale takim jaki mógłby być.  Richard Madden ze swoim śnieżnobiałym uśmiechem jest czarujący jak z obrazka, czyli taki jaki powinien być książę, a swoje pięć minut ma również Helena Bonham Carter jako dobra wróżka.  

Sam film okazuje się być jednak niestety zaskakująco nijaki i bez wyrazu.  Być może wynika to z przesadnej słodyczy jaka z niego płynie.  Być może dzieje się tak przez zbyt częste powtórzenia - pod koniec seansu zwrot "miej odwagę i bądź dobry", który pojawia się od pierwszych minut tej bajki, pada tak często, w tak krótkim odstępie czasu, że może od niego aż zemdlić.  A może ta byle jakość jaka wypływa z tego obrazu wynika z tego, że nie do końca w gruncie rzeczy wiadomo do kogo najnowszy "Kopciuszek" jest kierowany, przez co zatrzymuje się tak gdzieś po środku, nie zadawalając w sumie nikogo.  Dzieciom spodoba się bardziej klasyczna animacja (choć sceny z myszami są skierowane zdecydowanie właśnie do nich), rodzicom natomiast przydałaby się bardziej mroczna, mniej dziecinna wersja tej opowieści.  Poza tym obraz ten jest przesadnie wydłużony (bite dwie godziny).  A jak to niedawno pokazały "Tajemnice lasu" można tę historię opowiedzieć w znacznie krótszym czasie i poprzez taką bardziej zwartą formę, wiele by ona zyskała.

16:58, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 marca 2015
Ex Machina

the will to survive

Ex MachinaEx Machina (2015) USA, Wielka Brytania

reżyseria i scenariusz: Alex Garland
aktorzy: Alicia Vikander, Domhnall Gleeson, Oscar Isaac, Sonoya Mizuno
muzyka: Geoff Barrow, Ben Salisbury
zdjęcia: Rob Hardy
montaż: Mark Day

 (7,5/10)

Alex Garland wsławił się jako scenarzysta dwóch filmów Danny Boyle'a.  To na podstawie jego skryptów powstały "28 dni później" oraz "W stronę słońca".  Interesujące filmy sci-fi, które całkiem wyraźnym śladem zapisały się w najnowszej historii kina.  Dotychczas tylko scenarzysta, tym razem Alex postanowił również stanąć za kamerą.  I tak powstała "Ex Machina", która jest jego debiutem reżyserskim.  Debiutem bardzo interesującym, zaskakująco niedzisiejszym, patrząc na to jak zbudowany jest to film, w jakim kierunku się rozwija.  To spokojne kino rozpisane na trójkę aktorów, rozgrywające się w zamkniętych pomieszczeniach, oparte przede wszystkim na dialogach.  To sci-fi jakie obecnie jest rzadkością, zdawać by się mogło będące całkiem w odwrocie.  Film zadający pytania o ludzką naturę, o to co czyni nas ludźmi, zastanawiający się nad tym czym jest osobowość, samoświadomość, i jak będzie się ona kształtować jeśli posiądzie ją maszyna.  

Caleb jest młodym programistą pracującym w firmie Blue Book (wyszukiwarka internetowa, bliski odpowiednik naszego Google).  W pierwszych scenach dowiadujemy się, że chłopak został zwycięzcą w pewnej wewnętrznej loterii.  Nagrodą okazuje się spotkanie z szefem, tygodniowy pobyt w jego posiadłości, ukrytej gdzieś wśród zimnych gór i gęstych lasów.  Caleb na dzień dobry musi podpisać klauzulę poufności na mocy której zobowiązuje się nie zdradzić niczego co zobaczy, usłyszy, czego się nauczy.  Posiadłość szefa okazuje się być również jego pracownią, laboratorium, w którym pracuje nad swoim najnowszym wynalazłem.  A jest nim sztuczna inteligencja, zamknięta w ciele robota o imieniu Ava, do złudzenia przypominającego młodą kobietę.  Gdyby nie przezroczyste ręce, nogi i tułów poprzez które można zobaczyć świecący, poruszający się mechanizm robota (fenomenalny koncept).  Zadaniem Caleba okazuje się przeprowadzenie testu Turinga.  Polega on na tym, że człowiek poprzez kontakt z komputerem ma określić czy rozmawia z komputerem, czy z żywą istotą.  Jeśli uzna, że rozmówca jest człowiekiem, wtedy sztuczna inteligencja przeszła pomyślnie test.  Ava ma być obiektem tego badania.

"Ex Machina" jest więc bardzo spokojnym, wyciszonym, kameralnym filmem składającym się z przeplatających się rozmów.  Raz Caleb rozmawia z Avą, raz ze swoim szefem.  Ten zdaje się być zadufanym w sobie egocentrykiem, mocno nadużywającym alkoholu, skrywającym przed chłopakiem pewne mroczne sekrety.  Ava natomiast boi się swojego stwórcy i coraz wyraźniej zaczyna flirtować z chłopakiem.  Tak rozpoczyna się niebezpieczna gra pomiędzy szefem kontrolującym każdy ruch swojego pracownika, poznającą rzeczywistość sztuczną inteligencją i młodym chłopakiem, który ze skrawków zaobserwowanych sytuacji próbuje zbudować prawdziwy obraz rzeczy.  Opowieść interesująca, wciągająca, mądra i pozostająca na dłużej w pamięci, choć mam wrażenie odrobinę zbyt powolna, jednostajna i za mało trzymająca w napięciu.  Ciekawe jak wypadłaby w rękach bardziej doświadczonego reżysera, czy miałaby w sobie więcej napięcia i emocji? Nie można jej jednak odmówić fantastycznego pomysłu wyjściowego i ciekawego rozwinięcia, które niesie ze sobą nieprzyjemny niepokój odnośnie kreacji sztucznej inteligencji oraz tego co może się stać po stworzeniu takiej jednostki.  Jednostki myślącej zupełnie inaczej niż ludzie.

21:09, milczacy_krytyk , 07
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 marca 2015
Chappie

black sheep

ChappieChappie (2015) Meksyk, USA

reżyseria: Neill Blomkamp
scenariusz: Neill Blomkamp, Terri Tatchell
aktorzy: Sharlto Copley, Dev Patel, Ninja, Yo-Landi Visser, Jose Pablo Cantillo, Hugh Jackman, Sigourney Weaver, Brandon Auret
muzyka: Hans Zimmer
zdjęcia: Trent Opaloch
montaż: Mark Goldblatt, Julian Clarke

 (6,5/10)

Neill Blomkamp jest reżyserem w którym pokładano ogromne nadzieje.  Kilka lat temu zrealizował film krótkometrażowy "Alive in Joburg", który zyskał taką popularność w sieci, że został zauważony również w Hollywood, które umożliwiło młodemu twórcy realizację pełnego metrażu.  I tak powstał jeden z najciekawszych filmów sci-fi ostatnich lat, genialny "Dystrykt 9", który zachwycił na równi widzów jak i krytyków.  Tym filmem Blomkamp ustawił sobie poprzeczkę niezwykle wysoko.  Cztery lata później na ekranach kin pojawił się jego drugi film - "Elizjum".  I tym razem krytycy i widzowie byli zgodni - ten obraz zdecydowanie się nie udał.  Zmarnowany potencjał, scenariusz pisany na kolanie, przerost konceptu nad wykonaniem, ogromne rozczarowanie, wielka wtopa.  Jednak biorąc pod uwagę, że drugi film w karierze jest zawsze najtrudniejszy, równie dobrze można było uznać to za wypadek przy pracy (do którego z resztą przyznał się niedawno sam Blomkamp). Publiczność tą wpadką się najwyraźniej zraziła, co widać po wynikach finansowych trzeciego filmu reżysera, który właśnie walczy w kinach i po pierwszym weekendzie w USA wypadł niezwykle słabo.  Trochę szkoda bo "Chappie" nie jest tak nieznośnie kiepski jak wcześniejsze "Elizjum", ale niestety nie jest też tak fantastyczny jak "Dystrykt 9".  To film bardzo nierówny, mający swoje lepsze i gorsze momenty. 

"Chappie" to takie nowoczesne połączenie "Krótkiego spięcia" i "Robocopa".  Połączenie całkiem interesujące ale nie mogące się zdecydować którym z tych filmów chciałoby bardziej być.  Stąd momentami wpada w ramy kina familijnego, innymi zaś chwilami robi się mocno brutalne.  I tak waha się między jednym a drugim do samego końca, w czasie którego wyczuć można wyraźnie echa "Dystryktu 9", ale bez tego emocjonalnego ciężaru jaki niósł ze sobą tamten film, który trzymał w napięciu do ostatnich sekund.  W "Chappie" ta sztuka się niestety nie udała z jednego, bardzo prostego powodu - brakuje w nim bohaterów, którym można by kibicować, z którymi można by się było zżyć.  Klęska tym większa, bo tu jest ich w sumie aż sześcioro, a w "Dystrykcie 9" był tylko jeden.  Blomkamp głównymi bohaterami tego filmu uczynił zespół Die Antwoord - Ninja i Yo Landi, którzy powiedzmy sobie szczerze najlepszymi aktorami nie są (i ciężko zrozumieć czemu akurat oni grają tu tak ważne role).  Ponadto występują jako para gangsterów, którzy przygotowują Chappiego do wielkiego skoku, uczą go jak być cool, spoko, jak kraść, bić się i nie dać się zabić.  Może i chwilami jest to zabawne, ale przez to kim są bohaterowie i jakie są ich cele, niewiele do nich czujemy, przez co finał w którym zagrożone jest ich życie (przyszywani mama i tata robota) jest zupełnie nijaki i nieemocjonujący.  Oprócz pary gangsterów pojawia się jeszcze Twórca (Dev Patel), a także występującący w kilku scenach na krzyż: Sigourney Weaver jako szefowa koncernu zbrojeniowego, oraz zazdrosny o wynalazek Twórcy, inżynier (Hugh Jackmann), który jest postacią tak stereotypową, że nic nie jest w stanie jej uratować.  W efekcie jedyną postacią, którą da się lubić jest "Chappie", ale to zdecydowanie za mało by napędzić cały film.

Najnowsza produkcja Blomkampa zalicza najlepsze momenty w scenach pomiędzy robotem poznającym świat, a jego Twórcą. Ten wątek jest najsilniejszą stroną tego filmu i właśnie te chwile ogląda się z największym zainteresowaniem.  Ogromna w tym zasługa Sharlto Copleya, który poprzez motion capture wcielił się w Chappiego, fantastycznie odegrał robota poznającego otaczającą go rzeczywistość, który z początku zachowuje się jak dziecko, chłonie jak gąbka wszystko to co znajduje się dookoła niego.  Sceny w których widać jak tworzy się osobowość robota są zdecydowanie najlepsze w całym filmie.  Produkcji tej nie można odmówić świetnego konceptu, niewidocznych efektów specjalnych, ciekawego wyglądu robotów, kreacji świata przyszłości.  W tym Blomkamp był zawsze najsilniejszy i po raz trzeci udowodnił, że do tego ma talent. Nic dziwnego, że jego rysunki koncepcyjne do kolejnej części "Obcego", które nie tak dawno umieścił w sieci, i które stały się przepustką dla niego do reżyserii piątej części tej kultowej sagi, zachwyciły fanów na całym świecie.  Na tym Blomkamp zna się doskonale.  Oby tylko nie zapomniał jeszcze napisać scenariusza.  Może wtedy otrzymamy coś na miarę "Dystryktu 9".

19:44, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (2) »
wtorek, 17 marca 2015
Coś za mną chodzi

it follows

Coś za mną chodziCoś za mną chodzi (2014) USA

reżyseria i scenariusz: David Robert Mitchell
aktorzy: Maika Monroe, Keir Gilchrist, Daniel Zovatto, Jake Weary, Olivia Luccardi, Lili Sepe
muzyka: Disasterpeace
zdjęcia: Mike Gioulakis
montaż: Julio Perez IV

 (8/10)

Największym wyzwaniem dla twórców horrorów jest przeistoczenie zwykłych, codziennych przedmiotów bądź też czynności w rzeczy, które byłyby przerażająco straszne.  Wydobycie strachu z rzeczy, które na co dzień nie są przerażające, nie budzą grozy.  To nie lada sztuka, która udaje się tylko nielicznym, ale która jak pokazują takie horrory jak chociażby całkiem niedawne "The Ring" czy "Dark Water", jest jak najbardziej wykonalna.  Ważne jest również aby ten strach nie był tylko chwilowym podskokiem na fotelu, zwykłym jump-scene, które na moment podnosi ciśnienie.  Ważne aby utrzymywał się przez cały seans, aby stał się niepokojem, nieustępliwym uczuciem, które pozostaje z widzami na długo po seansie.  Filmów, które spełniają obydwa wymogi jest w dzisiejszych czasach niestety niewiele, zdecydowanie zbyt mało.  Mamy więc szczęście, że jedna z takich produkcji trafiła właśnie do polskich kin.

"It follows" to horror, który wykorzystuje znane motywy i pomysły by opowiedzieć nową, przerażającą historię.  To taki miks tego co w kinie już widzieliśmy (chociażby finał na basenie przywołujący w pamięci szwedzki "Pozwól mi wejść") ale tak udanie posklejany, tak dobrze wyważony, że zdaje się być świeżym odkryciem.  Rozpoczyna się od jednego z podstawowych motywów w horrorach, szczególnie slasherach, według którego nastolatki uprawiające seks, giną jako pierwsze straszną śmiercią.  I tak młodziutka Jay, po upojnej nocy spędzonej na tylnej kanapie samochodu swojego przyszłego, niedoszłego chłopaka, dowiaduje się, że poprzez stosunek przekazał na nią pewnego rodzaju klątwę.  Od tej pory śledzić ją będzie niewidzialne dla wszystkich poza nią, pewne Coś.  Powolne ale nieustępliwe, które uparcie iść będzie w jej stronę (jak stare dobre zombie).  Gdy ją dopadnie, dziewczyna zginie straszną śmiercią.  Jedyny ratunek na ocalenie to (tak jak w "The Ring") przekazanie klątwy na inną osobę.  A to może nastąpić poprzez seks.  Jay początkowo nie wierzy w rewelacje chłopaka, ale gdy kilka dni później zaczyna ją śledzić pewna kobieta w białej koszuli, powoli zaczyna wpadać w panikę.  Na szczęście ma siostrę i przyjaciół, którzy postarają się jej pomóc, dowiedzieć się czemu Coś ją śledzi i jak można się na zawsze tego pozbyć.

Niesamowite w tym horrorze jest to, że udaje mu się skutecznie wytworzyć atmosferę narastającego zagrożenia, niepokoju, a przy kilku scenach skutecznie nastraszyć (pomimo braku typowych jump scenes).  A to wszystko wykorzystując z pozoru niewinny obraz nieznajomej osoby zbliżającej się nieubłaganie w kierunku bohaterki.  Obraz niby tak zwykły, ale w filmie tym zyskuje okrutnie złowieszczy, przerażający wydźwięk.  W pewnym momencie, zupełnie jak bohaterka, zaczynamy wpadać w coraz większą paranoję, wypatrując na ekranie spokojnie idące osoby, obawiając się, że nie są one ludźmi, tylko kolejnym wcieleniem tytułowego Coś.  Ponadto to co jeszcze bardziej wyróżnia ten film, to cudowny klimat amerykańskich horrorów z lat 80., wykreowany przede wszystkim dzięki elektronicznej muzyce (fantastyczny, wpadający w ucho motyw przewodni), która z początku przygrywa dość nieśmiało, ale im bliżej końca tym coraz bardziej się rozkręca.  To wszystko czyni "It follows" jednym z ciekawszych i bardziej przerażających horrorów ostatnich lat.  Dla miłośników opowieści z dreszczykiem pozycja obowiązkowa.

Tagi: horror
18:59, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (1) »
sobota, 14 marca 2015
Body/Ciało

coś więcej

Body/CiałoBody/Ciało (2015) Polska

reżyseria: Małgorzata Szumowska
scenariusz: Małgorzata Szumowska, Michał Englert
aktorzy: Janusz Gajos, Maja Ostaszewska, Justyna Suwała, Tomasz Ziętek, Adam Woronowicz, Ewa Dałkowska, Władysław Kowalski, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik
zdjęcia: Michał Englert
montaż: Jacek Drosio

 (6,5/10)

Mam problem z twórczością Małgorzaty Szumowskiej.  Jest ona jednym z nielicznych filmowców, której ciągle daje spory kredyt zaufania.  Pomimo, że każdy kolejny jej film, to w pewnym stopniu rozczarowanie.  Tak było z jej poprzednimi dokonaniami - histerycznymi, sztucznymi, nieprzekonującymi "33 scenami z życia".  Tak było również z jej ostatnim obrazem "W imię", który tak bardzo obawiał się w teorii kontrowersyjnego tematu, że w ogóle go nie poruszał.  Jednak pomimo, że z obu tych produkcji wyszedłem z ogromnym poczuciem niedosytu, za każdym razem gdy w kinach pojawia się nowy film Szumowskiej, wybieram się na niego ze sporą nadzieją.  Bo może akurat tym razem coś zaskoczy, bo może wreszcie będzie warto.

Problemem filmów tej polskiej reżyserki jest przede wszystkim to, że ślizga się ona po temacie.  Bo choć pomysły na kolejne produkcje ma fantastyczne, to zdecydowanie gorzej jest z ich rozwinięciami.  Brakuje pogłębienia treści, wwiercenia się w sedno rzeczy.  Dlatego też jej obrazy pozostają jedynie luźną obserwacją pewnych chwil, z której choć (na szczęście) coś wynika, to jednak nie jest to ani trochę poruszające.  Brakuje emocji, dramatu, przekonania, intensywności.  Jest jedynie spokojna prezentacja, powierzchowne spojrzenie.  Zdecydowanie zbyt mało by przejąć się seansem.  Tym razem jednak tematów w filmie Szumowskiej jest więcej, przez co ten brak wgłębiania się w treść aż tak bardzo nie razi i nie denerwuje.  W "Body/Ciało" jest bowiem mowa o radzeniu sobie z żałobą, jest dramat rodzinny, konflikt na linii ojciec córka.  Jest bulimia, jest praca prokuratora oglądającego największe potworności tego świata, oraz pytania o to co dzieje się z nami po śmierci.  Jest również kobieta medium, która choć spełnia się jako terapeutka, prowadzi smutne, zakłamane życie starej panny.  A to wszystko, zatopione zostało w odrobinę ekscentrycznej polskiej rzeczywistości, której przejawy widać w pobocznych wątkach czy króciutkich scenach, przerywnikach.  

Filmom Szumowskiej nie można jednak odmówić dwóch rzeczy.  Po pierwsze genialnych, urokliwych, kreujących wyróżniającą się atmosferę zdjęć Michała Englerta, który pracuje przy każdym filmie reżyserki.  Po drugie, zawsze fantastycznej obsady, wielkich nazwisk, aktorów z najwyższej półki.  Tym razem są nimi Janusz Gajos (klasa sama w sobie) oraz Maja Ostaszewska, która w roli medium kradnie każdą scenę dla siebie.  Jej rola jest niesamowicie konkretna, wyrazista, interesująca i zapadająca w pamięć.  Ostaszewska całkowicie znika w postaci w jaką się wciela - spokojnej, opanowanej, radośnie usposobionej do świata, ale w pewnym sensie nieszczęśliwej kobiety, która poprzez kontakt z tamtym światem stara się przynosić ukojenie dla cierpiących.  Fantastyczny występ.

18:33, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2