Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
wtorek, 31 marca 2009
The International

debt...

InternationalThe International (2009) Niemcy, USA, Wielka Brytania

reżyseria: Tom Tykwer  
scenariusz: Eric Singer  
aktorzy: Clive Owen, Naomi Watts, Armin Mueller-Stahl, Ulrich Thomsen, Michel Voletti, Patrick Baladi, Jay Villiers , Fabrice Scott, Haluk Bilginer, Luca Barbareschi, Alessandro Fabrizi, Félix Solis, Jack McGee, Nilaja Sun, Victor Slezak, Luca Calvani, Amy Kwolek 
muzyka: Tom Tykwer, Reinhold Heil, Johnny Klimek  
zdjęcia: Frank Griebe  
montaż: Mathilde Bonnefoy
  

 (8/10)

Czasem zaledwie jeden aktor wystarcza, by zachęcić do obejrzenia jakiegoś filmu.  Czasem na jakiś obraz wybieramy się właśnie z powodu obecności w nim pewnych interesujących nas osób (np. niedawna "Wątpliwość" i obecność w niej nieziemskiej Meryl Streep).  W przypadku "International" takim wabikiem byli dla mnie Tom Tykwer oraz Naomi Watts.  Tykwera znam z porządnego "Nieba", przepięknej "Księżniczki i wojownika" oraz krótkiego metrażu do "Zakochanego Paryża" (ciągle jakoś niestety nie mogę się zabrać za „Pachnidło” i „Biegnij Lola, biegnij”) i wiem już, że jego filmy są co najmniej dobre, więc spodziewałem się, że i jego najnowsza produkcja nie będzie odstawać od normy.  Naomi natomiast uwielbiam ponad wszystko od czasu jej występu w rewelacyjnym "The Ring" i jestem w stanie obejrzeć każdy, nawet najgorszy film z jej udziałem…

"International" jest świetnie zrealizowanym, bardzo realistycznym thrillerem, któremu udaje się utrzymać wysokie napięcie przez cały czas trwania seansu.  Co ciekawe, gdybyśmy chcieli streścić tą dwugodzinną opowieść, to okazałoby się, że tak naprawdę niezbyt wiele się w niej dzieje, jednakże pomimo takiej rozciągniętej i w gruncie rzeczy prostej historii ani przez chwilę nie czujemy nudy czy zbytniego zwolnienia w akcji.  Wszystko jest tu na swoim miejscu, perfekcyjnie połączone, idealnie sfilmowane.  Niezwykłości tej produkcji dodają przepiękne zdjęcia i trochę jakby rozchwiana ale bardzo oryginalna muzyka.  Z większych scen praktycznie wszystkie się udały, czy to dynamiczna strzelanina w Muzeum Guggenheima w NY - fantastycznie nakręcona, bez zbędnych szaleństw kamery i okropnego teledyskowego montażu – czy zaskakująca scena zamachu na placu, pościg za samochodem, czy pierwsza scena w Berlinie.  Tykwer poradził sobie jednak także z mniejszymi scenami i np. zwykłe pisanie smsa, czy szturchnięcie na ulicy potrafi bardzo podwyższyć ciśnienie.  Naprawdę wato!

00:57, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 marca 2009
Gran Torino

old man

Gran TorinoGran Torino (2008) USA

reżyseria: Clint Eastwood  
scenariusz: Nick Schenk  
aktorzy: Clint Eastwood, Christopher Carley, Bee Vang, Ahney Her, Brian Haley, Geraldine Hughes, Dreama Walker, Brian Howe, John Carroll Lynch
muzyka: Kyle Eastwood, Michael Stevens  
zdjęcia: Tom Stern  
montaż: Joel Cox, Gary Roach
 

 (7/10)

Zaskoczył mnie ten film.  Nie spodziewałem się bowiem, że będzie on miejscami tak bardzo zabawny, że pomimo poważnego tematu znajdzie się w nim jeszcze miejsce na śmieszne sceny.  Nie przypuszczałem także, że polubię samego głównego bohatera - gderliwego starszego faceta, trzymającego się sztywno swoich zasad, ksenofoba i rasistę. Myślałem, że będzie on bardziej negatywną postacią, że będzie bardziej nieznośny, nieprzyjemny.  Fakt, Walt jest bezczelny i sarkastyczny (jednakże nie dla zasady), ale w swojej zgryźliwości jest także... sympatyczny.  Osobiście dziwnie się trochę czułem, zdając sobie sprawę, że jego postępowanie jest dla mnie całkowicie zrozumiałe, a rzeczy, które go wkurzały, także i mnie w prawdziwym życiu strasznie denerwują.

Zupełnie nie wyobrażam sobie "Gran Torino" bez Clinta Eastwooda.  Nikomu, z całą pewnością nikomu, nie udałoby się w tak przekonujący i prawdziwy sposób zagrać Walta, weterana wojny w Korei, emerytowanego pracownika Forda, faceta z zasadami, który tęskni za starym porządkiem, za lepszą przeszłością.  Jeżeli faktycznie to była ostatnia rola Eastwooda (tak jak zapowiadał) to pożegnał się z aktorstwem w naprawdę wielkim stylu.  Ogromne brawa.  Szkoda jedynie, że sam film już taki genialny nie jest.  Fakt, to dobre kino w trochę starym stylu, mówiące o zacieraniu się różnic kulturowych i dostosowywaniu się do zmian w świecie, niestety jednak momentami zbyt powolne i cierpiące od niedoświadczonych aktorów drugoplanowych.  Chwilami również zbyt dosłowne i przewidywalne.  Obejrzeć można, z powodu Eastwooda nawet warto, ale ogólnie rzecz biorąc bez rewelacji…

00:24, milczacy_krytyk , 07
Link Komentarze (4) »
wtorek, 24 marca 2009
Siedem dusz

organista...

Siedem duszSiedem dusz (2008) USA

reżyseria: Gabriele Muccino  
scenariusz: Grant Nieporte  
aktorzy: Will Smith, Rosario Dawson, Woody Harrelson, Michael Ealy, Barry Pepper, Elpidia Carrillo, Robinne Lee,  Joe Nunez, Bill Smitrovich, Tim Kelleher, Gina Hecht, Steve Tom, Bojana Novakovic, Madison Pettis, Sarah Jane Morris, Amanda Carlin
muzyka: Angelo Milli  
zdjęcia: Philippe Le Sourd  
montaż: Hughes Winborne
  

 (5/10)

Paweł Mossakowski, recenzent Gazety Wyborczej (którego bardzo cenię i którego gust filmowy często zgadza się z moim) tak pisał dwa tygodnie temu o filmie "Siedem dusz" w piątkowym dodatku "Co jest Grane?": "Irytująco głupi melodramat [...]", "Nie mogę tego szerzej rozwinąć - film wszak opiera się na 'wielkiej tajemnicy' - ale proszę mi wierzyć na słowo: bzdura straszna".  Ja głupek, nie wiedzieć czemu, jednak nie uwierzyłem tym słowom i do kina się niestety wybrałem...

Mój ulubiony kabaret Hrabi miał kiedyś genialny skecz, który zaczynał się mniej więcej tak: "Oni są między nami, oni między nami są.  Nie mają łusek na twarzy, nie mają wystających zębów ale są.  A kiedy dochodzi do spotkania, to to, że są podobni do ludzi, nie czyni z urzędnika skarbowego człowieka".  Gabriele Muccino chyba chciał udowodnić, że jest inaczej, ale zamiast pokazać urzędnika - człowieka czyniącego dobro, wyszedł mu karykaturalny Święty Mikołaj pozbywający się swoich organów...

"Siedem dusz" to pseudointeligentne i płytkie kino. To taki tani wyciskacz łez, który za pomocą smutnej muzyki i cierpiących na ekranie aktorów, próbuje zmusić nas do tego byśmy współczuli głównym bohaterom.  Na dodatek o ile jeszcze pierwsze kilka minut (bardzo dobra scena ze staruszką w szpitalu) zapowiada się w miarę dobrze, to z każdą kolejną minutą ten film staje się coraz bardziej nieznośnym, ckliwym i nudnym romansidłem.  Wkurzające jest tu też ukrywanie faktów oczywistych, bo każdy mądrzejszy widz bez problemu w ciągu pierwszych 15 minut seansu, domyśli się co pchnęło głównego bohatera do zabawy w 'dobrego gościa', co zmierza on tak naprawdę zrobić oraz jak cała historia się skończy.  Reżyser jednak ukrywa te "tajemnice" przez całe dwie godziny by w "szokującym" finale wreszcie je wyjawić.  Tylko, że wtedy nie robią już one żadnego wrażenia, podobnie jak i sam film...

P.s. Czy tylko mi się zdawało, czy na innych kopiach także muzyka w wielu scenach nienaturalnie rozłaziła się, tak jakby płynęła w nie odpowiednim tempie?

20:22, milczacy_krytyk , 05
Link Komentarze (3) »
Zapaśnik

wóz albo przewóz

ZapaśnikZapaśnik (2008) Francja, USA

reżyseria: Darren Aronofsky  
scenariusz: Robert D. Siegel  
aktorzy: Mickey Rourke, Evan Rachel Wood, Marisa Tomei, Judah Friedlander, Ajay Naidu, Wass Stevens, Todd Barry, Elizabeth Wood, Mark Margolis
muzyka: Clint Mansell  
zdjęcia: Maryse Alberti, Matthew Libatique  
montaż: Andrew Weisblum
  

 (7/10)

Wyjątkowo nietypowy był zeszły rok dla niektórych, znanych reżyserów.  Przeważnie mroczny Fincher zrealizował fantastycznego, melancholijnego "Benjamina Buttona", Boyle przeprowadził nieudany eksperyment, łącząc kino europejskie z Bollywood, a nieprzewidywalny i nad wyraz oryginalny Aronofsky zrealizował prostą, wręcz banalną jak na siebie historię o byłym zapaśniku, który po zawale serca decyduje się na ostatnią walkę w swoim życiu...

"Zapaśnik" to smutna opowieść o schodzeniu ze sceny, o godzeniu się z upływem czasu, z tym, że pewne rzeczy minęły i nigdy już nie wrócą.  To także film o ludziach, którzy próbują jakoś odnaleźć się w nowej sytuacji, którzy próbują poradzić sobie ze zwykłym życiem, którzy panicznie poszukują akceptacji, zrozumienia, miłości.  A także o samych wrestlerach i tym jak odmiennie wygląda ich prawdziwe życie, od tego które wiodą w oczach swoich fanów.    Zadziwiające jak wiele ciekawych wniosków udało się z Aronofskiemu wyciągnąć z tej prostej opowieści.  I choć momentami jest ona przewidywalna to ogląda się ją naprawdę  dobrze, a niektóre sceny - długie niepokazywanie głównego bohatera na początku filmu, rozdawanie autografów przez wrestlerów, czy pierwsze wyjście Randy'ego do klientów sklepu - to małe perełki.

"Zapaśnik" jednak nadal byłby tylko przeciętym obrazem, gdyby nie Mickey Rourke i jego fantastyczny występ, który uświetnił ten obraz.  To ciekawe, ale pomimo iż twarz Rourke jest praktycznie nieruchoma, napuchnięta, to jednak maluje się na niej wiele emocji.  Niezwykłości tej roli dodaje też fakt iż postać i sytuacja w jakiej znalazł się Randy po części pasuje do samego Rourke’a, a więc Mickey grając w tym filmie pokazał w pewnym sensie samego siebie.  Najbardziej widać to chyba w scenie gdy jego bohater przemawia do tłumu, bo Rourke równie dobrze mógłby przedstawić tą "mowę pożegnalną" w swoim imieniu…

00:10, milczacy_krytyk , 07
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 marca 2009
V jak Vendetta

remember, remember...

V jak VendettaV jak Vendetta (2005) Niemcy, USA, Wielka Brytania

reżyseria: James McTeigue  
scenariusz: Andy Wachowski i Larry Wachowski  
aktorzy: Natalie Portman, Hugo Weaving, Stephen Rea, John Hurt, Rupert Graves, Tim Pigott-Smith, Sinéad Cusack,  Stephen Fry, Selina Giles, Keith How, Nicolas de Pruyssenaere, Natasha Wightman, John Standing, Roger Allam,  Cosima Shaw, Richard Laing, Ben Miles, Christopher Fosh, William Tapley, Clive Ashborn, Emma Field-Rayner
muzyka: Dario Marianelli  
zdjęcia: Adrian Biddle  
montaż: Martin Walsh  

na podstawie: komiksu Alana Moore'a i David Lloyda "V jak Vendetta"

 (7/10)

Film na podstawie komiksu Alana Moore'a - tego samego, który stworzył "Strażników".  I tak jak niedawna ekranizacja Snydera, tak i "V jak Vendetta" nie jest typową produkcją na podstawie komiksu.  Znów, ci którzy spodziewali się po zwiastunie, oraz osobach scenarzystów szybkiej akcji, wybuchów i tym podobnych efektów, pewnie się zawiedli, bo takie sceny można zliczyć na palcu jednej ręki.  Ci, którzy oczekują jednak od filmów czegoś więcej niż tylko szybkich obrazków, nie będą raczej rozczarowani.

Mamy tutaj dwa przeplatające się wątki - pierwszy dotyczący Eve i jej spotkania z V, oraz drugi pokazujący policjantów próbujących odkryć jego tożsamość.  Film McTeigue'a ogląda się trochę jak kryminał, który powoli dochodzi do wyjawienia wszystkich ważnych wydarzeń z przeszłości, które mają wpływ na to co obecnie dzieje się na ekranie.  Bardzo ładnie wyszły tu sceny łączące przeszłość z teraźniejszością, oraz te ukazujące podobieństwa Eve z V.  Fantastycznie też wypadły sceny z domino oraz z więzienia, gdy Eve czyta pamiętnik.  Niestety jednak sam film wydaje się momentami zbyt skrócony, pocięty, przez co brakuje mu ciągłości i czasem mamy wrażenie, że twórcy za szybko bez odpowiedniej płynności przeskakują z jednego tematu na drugi.

Sporym plusem „V jak Vendetta” są aktorzy.  Co prawda trochę dziwnie ogląda się znajomych z seriali i mniejszych produkcji w takich poważnych rolach, ale trzeba powiedzieć, że spisali się dobrze.  Najlepiej wypadła oczywiście Natalie Portman oraz John Hurt, który w roli Sutlera jest prawdziwie przerażający.  Warto też powiedzieć, że sam film pomimo tego iż jego akcja rozgrywa się w zmyślonej rzeczywistości, jest momentami wyjątkowo prawdziwy i odpowiadający naszej teraźniejszości.  Pokazuje podsłuchy, korupcję, ogłupiającą telewizję, gazety szukające sensacji, czy walkę o władzę za wszelką cenę...

17:07, milczacy_krytyk , 07
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3