Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
piątek, 28 marca 2008
Choć goni nas czas

not too late...

Choć goni nas czasChoć goni nas czas (2007) USA

reżyseria: Rob Reiner   
scenariusz: Justin Zackham   
aktorzy: Jack Nicholson, Morgan Freeman, Sean Hayes, Beverly Todd, Rob Morrow, Alfonso Freeman, Nikki Novak
zdjęcia: John Schwartzman   
muzyka: Marc Shaiman
 

 (6/10)

Najtrudniej jest chyba pisać recenzje do filmów przeciętnych.  Bo jeśli obejrzymy arcydzieło, to możemy się rozpływać nad każdą minutą i wychwalać ją pod niebiosa.  Gdy obejrzymy słaby obraz, możemy się nad nim trochę "poznęcać" wypisując długą listę tego co nam się w nim nie podobało.  Jednak co napisać o filmie, który ani grzeje, ani ziębi?

"Choć goni nas czas" jest niestety takim filmem.  Niby dramat - ale zdecydowanie za mało w nim poważnych przemyśleń na temat życia i śmierci, niby komedia - ale za mało w niej śmiesznych scen i zabawnych dialogów.  Pomysł był świetny, niestety zawiodło wykonanie, a w szczególności niezbyt dobrze napisany scenariusz.  Całe szczęście twórcy postarali się o dwie gwiazdy w obsadzie czyli jak zawsze rewelacyjnych - Morgana Freemana i Jacka Nicholsona - i tylko dla nich warto obejrzeć ten film, tylko dzięki nim trzyma on jako taki poziom.  Jest tu kilka ciepłych scen jak np. ostatnia wizyta w szpitalu, odpoczynek w Egipcie, czy rozmowa z dziewczyną w barze w Hong Kongu.  Całość ogląda się trochę jak stare zdjęcia w albumie lub zestaw pocztówek.  Fakt, po seansie mamy dobry humor, ale o samym filmie szybko się zapomina…

23:23, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (3) »
Człowiek roku

man of the year...

Człowiek rokuCzłowiek roku (2006) USA

reżyseria i scenariusz: Barry Levinson   
aktorzy: Robin Williams, Christopher Walken, Laura Linney, Lewis Black, Jeff Goldblum, David Alpay, Tina Fey, Amy Poehler 
zdjęcia: Dick Pope   
muzyka: Graeme Revell  
montaż: Blair Daily, Steven Weisberg, Stu Linder
 

 (6/10)

Przyjemny, dowcipny i mądry film z doborową obsadą.  Robin Williams gra tu komika i prezentera telewizyjnego, który postanawia zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych.  Problem w tym, że wybory... wygrywa. 

Film rozpoczyna się bardzo szybko, w gruncie rzeczy bez żadnego wstępu.  Ogląda się go dobrze przede wszystkim dzięki Williamsowi, który idealnie pasuje do swojej roli.  Jest przekonujący i przede wszystkim zabawny.  Niestety o ile pierwsza część filmu w miarę trzyma widza przed ekranem i śmieszy wieloma żartami,  o tyle druga rozgrywająca się już po wyborach, bardzo zwalnia i zaczyna trochę nudzić.  Niepotrzebnie został wprowadzony także drugi, równoległy wątek, przez który jesteśmy w stanie domyślić się zakończenia całej historii po pierwszym kwadransie seansu.  Co prawda dzięki niemu twórcy byli w stanie zgrabnie rozwiązać całą zaistniałą sytuację, ale można to było znacznie zgrabniej rozegrać.

6/10  Udany film, ale bez rewelacji.

Tagi: komedia
22:49, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 marca 2008
Mgła

something in the mist...

MgłaMgła (2007) USA

reżyseria i scenariusz: Frank Darabont   
aktorzy: Thomas Jane, Marcia Gay Harden, Laurie Holden, Andre Braugher, Toby Jones, William Sadler, Jeffrey DeMunn, Frances Sternhagen, Alexa Davalos, Nathan Gamble, Chris Owen, Sam Witwer, Robert C. Treveiler, David Jensen, Jack Hurst, Susan Malerstein, Cherami Leigh
zdjęcia: Ronn Schmidt   
muzyka: Mark Isham 
montaż: Hunter M. Via  

na podstawie: opowiadania Stephena Kinga "Mgła"

 (8/10)

Dokładnie 10 dni temu po raz pierwszy obejrzałem "Mgłę".  Film podobał mi się średnio, niektóre sceny wydały mi się bez sensu, niektóre powodowały śmiech, jeszcze inne wydawały mi się niejasne i nielogiczne.  Po seansie, tego samego dnia dowiedziałem się, że nasz ukochany polski dystrybutor z niejasnych mi do dziś powodów, powycinał kilka ważnych scen skracając film Darabonta o około 15 minut.  Prawdę powiedziawszy zabieg ten był widoczny już w kinie, ale myślałem, że to wina błędów w montażu, czy problemów z rolką.  Film pomimo, że mnie nie zachwycił, długo jeszcze siedział mi w głowie po seansie – co w ostatnich latach rzadko się zdarza, tym bardziej jeśli mowa o horrorach.  Nie zdecydowałem się wtedy pisać recenzji, bo ocena wybrakowanego filmu nie miała sensu, a ponieważ nadeszły święta Wielkanocne wypożyczyłem zbiór opowiadań Kinga "Szkieletowa załoga", w którym to właśnie znajduję się "Mgła".  Opowiadanie przeczytałem jednym tchem.  Aż się sam zdziwiłem, bo dotychczas nie odpowiadał mi sposób pisania Stephena.  Sto pięćdziesięciostronicowa "Mgła" była jednak (być może pierwszym) wyjątkiem.  Trzymała w napięciu, zaskakiwała i nie pozwalała się odłożyć na półkę.  Wczoraj na spokojnie obejrzałem drugi raz "Mgłę" – tym razem już pełną wersję i jestem bardzo zadowolony.

Nie wiem od czego zacząć, by składnie i logicznie napisać, czemu tak bardzo skrytykowana przez wielu (o dziwo w Polsce, a nie w Stanach) "Mgła" wydała mi się dobrym filmem.  Mam wrażenie, że powtarza się sytuacja sprzed ponad dwóch lat, kiedy to do kin weszła "Wojna Światów" Spielberga.  Wtedy także ogromna większość uznała ten film za, co tu dużo pisać, dno i chałę, podczas gdy mi bardzo się on spodobał i uważam, że jest jednym z lepszych i bardziej przerażających filmów o inwazji obcych z kosmosu.  Być może podobnie jak wtedy ataki na "Mgłę" spowodowane są niezaznajomieniem się z opowiadaniem Kinga - także i ja, gdybym go nie przeczytał, narzekałbym na kilka rzeczy - może nie zrozumieniem o co tak na prawdę chodziło Darabontowi, lub po prostu nastawieniem się na zwykły horrorek, z wartką akcją i świetnymi efektami specjalnymi.  Prawda leży pewnie gdzieś po środku.  Wydaje mi się jednak, że skoro "Mgła" wywołuje tak skrajne reakcje - od całkowitej krytyki po zachwyt - to znaczy, że nie jest nieudanym filmem.

Kino Świat wprowadzając niejako cenzurę i wycinając kilka ważnych scen, zniszczyło ten film powodując, że zachowania bohaterów i niektóre sytuacje stały się nielogiczne i głupie.  W pełnej wersji (podobnie jak i w opowiadaniu) prawie każda decyzja, każda reakcja bohaterów ma sens i uzasadnienie w tym co przeżyli w przeszłości i kim są.  Denerwująca i niezrozumiała może być jedynie scena niepotrzebnego zapalania lamp w chwili ataku ważek na sklep.  Wszystkie inne mają sens, jedna wynika z drugiej i tworzy zamkniętą całość.

Zdziwiło mnie bardzo, że Darabont tak dokładnie przeniósł opowiadanie Kinga na ekran.  W gruncie rzeczy ingerencji w oryginał i wprowadzonych zmian jest niewiele i są to raczej zmiany na korzyść niż na minus.  Historia biegnie tym samym torem, który wytyczył King, sceny następują po sobie w tej samej kolejności, bohaterowie zachowują się prawie identycznie i nawet niektóre ich kwestie są żywcem wyjęte z książki.  Potwory wyglądają podobnie sztucznie i plastikowo jak te przedstawione w książce - jeden z kilku minusów filmu, który znika po zaznajomieniu się ze źródłem - i tylko zakończenie jest odmienne, od tego które napisał King - choć to które przedstawia nam Derabont zostało także zasugerowane w książce.

"Mgła" jest bardzo smutnym, dziwnym i wciągającym filmem opowiadającym o zachowaniach przypadkowych grup ludzi w sytuacjach kryzysowych.  Potwory i mgła nie są tu najważniejsze, są jedynie tłem, czymś co wywołuje, wyzwala najgorsze, najbardziej skrywane ludzie zachowania.  Gęsta mgła i to co się w niej kryje przeraża i o dziwo nawet  po pierwszym pojawieniu się potworów niepokój nie znika.  Nadal niewiadoma ukryta we mgle powoduje niepewność.  O dziwo jednak to nie potwory są największym zagrożeniem, tylko zamknięci na małej powierzchni ludzie, którzy wystraszeni, nie mając żadnych informacji o tym co dzieje się na zewnątrz zaczynają wariować.  "Mgła" może nie wbija widza w fotel i nie oferuje ogromnego napięcia, ale tworzy przedziwną atmosferę zagrożenia, tajemniczości, nierealności sytuacji i niewiadomej czyhającej za oknem. 

"Mgła" jest filmem także o wierze –  co akurat nie było aż tak uwypuklone w opowiadaniu Kinga.  Mówi o tym, że z najcięższych sytuacji mogą wyjść tylko ci, którzy będą wierzyć do końca, którzy nie zwątpią, którzy nie stracą nadziei, bo jeśli to nastąpi to czeka ich śmierć.  Niekoniecznie chodzi tu o wiarę w Boga ale o osiągnięcie celów, o przetrwanie.  Wielu uznało, że film Darabonta jest antyreligijny – wg mnie jest to nieprawda.  Sama wiara nie została tu skrytykowana.  Przecież w filmie pierwsi ucierpieli racjonaliści, którzy pomimo oczywistych faktów nie dają się przekonać, iż coś naprawdę znajduje się we mgle.  Potępieni zostają też ludzie wykorzystujący religię dla swoich celów, szaleńcy religijny mylnie interpretujący Biblię, naciągający bieżące wydarzenia pod kolejne wersety, szukający ślepych wyznawców, którzy nie cofną się nawet przed zabójstwem swoich przeciwników.  Darabont nie krytykuje więc czystej prawdziwej wiary, a jedynie odchylenia od niej w jedną lub drugą stronę.  Ponadto pokazuje też jak łatwo jednostka może omamić zwykłych ludzi, jak łatwo mgła może przykryć ich umysły.  Jak szaleniec za pomocą pustych haseł powtarzanych na okrągło z ogromnym przekonaniem potrafi przyciągnąć do siebie rzesze wyznawców.  O tym jak przestraszeni ludzie są skłonni uwierzyć w cokolwiek i kogokolwiek, kto zaproponuje im łatwe rozwiązanie z trudnej sytuacji, choćby miało ono być niezgodne z powszechnie szanowanymi i przestrzeganymi przez każdego normami i zasadami.  "Mgła" jest też filmem o przewrotności losu, o tym jak niespodziewane i nieprawdopodobne rzeczy mogą się stać.  O tym, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co stanie się za dzień, dwa czy nawet za minutę.  O tym, że nawet z najgorszej, najbardziej beznadziejnej sytuacji zawsze jest wyjście.  Wystarczy tylko wierzyć i mieć nadzieję...

Darabontowi udało się zatrudnić do tego skromnego filmu całkiem dobrych aktorów.  Daleko przed szereg wybija się rewelacyjna Marcia Gay Harden, która niesamowicie przekonująco zagrała zdziwaczałą Panią Carmody, która traktuje pojawienie się mgły jako początku końca świata.  Przerażająca postać, zagrana tak przekonująco, że widz podobnie jak bohaterowie filmu ma pod koniec seansu całkowicie jej dosyć, wręcz zaczyna ją nienawidzić.  Pozostali aktorzy – pierwszo jak i drugoplanowi spisali się całkiem dobrze – racjonalista Andre Braugher, nauczycielka Laurie Holden – która grała w dość podobnym do "Mgły" "Silent hill" – zwykły sklepikarz Toby Jones, odważna babcia Frances Sternhagen , czy przekonujący syn głównego bohatera Nathan Gamble.  Zawodzi tylko niestety główna postać czyli Thomas Jane, który momentami jest sztuczny, nienaturalny i mało by brakowało, by swoją rolą zepsuł cały film.  Ciekawe dlaczego akurat jego, a nie kogoś bardziej doświadczonego Darabont zdecydował się zatrudnić.

Muzyki w filmie prawie w ogóle nie ma.  Pojawia się jedynie bardzo delikatny motyw przy scenie pierwszego pojawienia się ważek i trochę mocniejszy w scenie z pająkami.  Nie znaczy to jednak iż Mark Isham jako kompozytor nie zrobił prawie nic dla soundtracku "Mgły".  Rewelacyjnie dobrał i trochę zmodyfikował utwór zespołu Dead Can Dance – "The Host Of Seraphim", który pojawiając się pod koniec filmu robi ogromne wrażenie i dosłownie wbija w fotel.  Dzięki niemu końcowe sceny są wzruszające, przedziwnie smutne i tajemnicze.

Ostatnim już plusem "Mgły" jest całkowicie nie hollywoodzkie zakończenie po którym czujemy się tak jakbyśmy dostali obuchem w łeb. Jest ono naprawdę szokujące, zaskakujące i na długo pozostaje w pamięci.  Naprawdę brawa dla Darabonta, że odważył się zakończyć swój najnowszy film w tak przewrotny i niespotykany sposób…

Tagi: horror
15:08, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 marca 2008
wall-e

Chyba jeszcze nigdy aż tak bardzo nie czekałem na żaden film animowany tak jak teraz na Wall'ego.  Nie wiem dlaczego, ale rozczulam się jak widzę tego robocika.  Jest przesłodki.  Jak to moja koleżanka powiedziała: "aż się chce go przygarnąć".  Najciekawsze w Wall'ym jest chyba to, że jeszcze żadna postać stworzona przez Pixar nie była tak "ludzka", nie miała takiej osobowości i nie była tak niesamowicie urzekająca jak ten mały robot.  Czekam z niecierpliwością. 

A tak btw jeśli polski dystrybutor wprowadzi Wall'ego do kin w tym samym dniu co amerykański, to sprawi mi fantastyczny prezent na urodziny.

Teaser


Superbowl Spot


Trailer #1


Trailer #2

14:13, milczacy_krytyk , oczekuję
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 marca 2008
Aż poleje się krew

i'm finished

Aż poleje się krewAż poleje się krew (2007) USA Złota Rolka 2008 - najlepszy aktor - daniel day lewis - aż poleje się krew

reżyseria i scenariusz: Paul Thomas Anderson   
aktorzy: Daniel Day-Lewis, Dillon Freasier, Paul Dano, Kevin J. O'Connor, Ciarán Hinds, Barry Del Sherman, Colton Woodward, David Warshofsky, Paul F. Tompkins, David Willis
zdjęcia: Robert Elswit   
muzyka: Jon Brion, Jonny Greenwood  
montaż: Dylan Tichenor 

na podstawie: powieści Uptona Sinclaira - Nafta (Oil!)

 (7/10)

Mam problem z tym filmem.  Być może za wiele się po nim spodziewałem z powodu deszczu nominacji i nagród, jaki spadł na "Aż poleje się krew" w ostatnich kilku miesiącach i przez to rozbudził moje oczekiwania.  Nie jest to oczywiście zły film, ale do arcydzieła mu niestety sporo brakuje.

"Aż poleje się krew" jest portretem człowieka, który nie cofnie się przed niczym by osiągnąć swoje cele, by wyjść zwycięsko z kolejnych rywalizacji.  Portret o tyle niezwykły, że im bardziej poznajemy głównego bohatera, tym bardziej czujemy do niego coraz większą niechęć.  Ogromna w tym zasługa Daniela Day-Lewisa, którego kreacja jest naprawdę powalająca i zdecydowanie zasługiwała na zdobytego przezeń Oscara.  Z pewnością gdyby nie Daniel, film ten byłby znacznie gorszy, bo praktycznie w całości opiera się właśnie na jego niesamowitych umiejętnościach aktorskich.

"Aż poleje się krew" jest obrazem ciężkim, masywnym, który o dziwo jednak dość dobrze się ogląda.  Można by co prawda ponarzekać na kilka dłużyzn pojawiających się szczególnie pod koniec seansu, ale nie są one znowu aż tak denerwujące, żeby zniechęcić do filmu.  Brakuje mi natomiast w filmie Andersona jakiegoś uniwersalnego przesłania dla zwykłego widza.  
"There will be blood" jest bowiem filmem przedstawiającym początki przemysłu naftowego w USA, a także (i chyba przede wszystkim) portretem jednego przedziwnego człowieka, którego bardzo trudno rozgryźć, którego postępowanie może być dla nas często niezrozumiałe i naprawdę dziwne.  Człowieka, którego upór i chęć osiągnięcia celów może nam imponować, ale miejscami również nas przerażać.  Dziwnego mężczyzny, który wykorzystuje przygarniętego chłopca do rozkręcenia interesów, ale jednocześnie będącego zdolnym do ludzkich zwykłych zachowań.  Który wiele razy mówi o ogromnej wartości rodziny, a sam nie posiada bliskich i mieć ich nie chce… 

Zabrakło mi w filmie Andersona rozwinięcia konfliktu pomiędzy Danielem – człowiekiem interesu, a Eli'em – człowiekiem wiary.  Ich oddzielne portrety są interesujące, ale z ich konfrontacji zbyt wiele nie wynika.  Myślałem, że w "There will be blood" znajdzie się miejsce na analizę zachowań ludzi rozdartych pomiędzy wiarą, a bogactwem w chwili gdy z ziemi zaczyna tryskać ropa.  Analizę zachowań "uduchowionego", niebezpiecznego, bliskiego szaleństwa tłumu kierowanego przez młodzika w zderzeniu z dorosłymi ludźmi pracy, których celem jest wzbogacenie się...

Na uwagę zasługują całkiem ładne zdjęcia oraz świetna, niespotykana w zwykłych filmach,  przedziwna muzyka Jonny Greenwooda.  Co prawda przez pierwsze kilkanaście minut filmu grała mi okropnie na nerwach, bo prawie wszystkie motywy brzmiały tak, jakby ktoś ćwiczył z orkiestrą tuż przed koncertem i nagrane w ten sposób kawałki zamieścił w filmie.  Z czasem o dziwo jednak przyzwyczaiłem się do takich dźwięków i wg mnie idealnie pasują one do obrazu...

7/10  Dobrze, że nie otrzymał Oscara za najlepszy film.

01:16, milczacy_krytyk , 07
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2