Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
niedziela, 30 listopada 2008
the others

Mały wpis z trochę innej beczki, choć związany z filmami.

Kiedyś oglądanie telewizji, a dokładniej powiedziawszy przerw reklamowych było koszmarem - poziom spotów wyświetlanych w tv był bowiem tak żenująco niski.  Od kilku lat jest coraz lepiej - oczywiście też zdarzają się koszmarki, ale dużo częściej można trafić na prawdziwe perełki.  Co ciekawe w takich perełkach specjalizuje się ostatnio Plus oraz Simplus.  Najpierw było Mumio, a teraz parodie seriali i filmów.  Zaczęło się od fantastycznej parodii telenowel brazylijskich i prawdę powiedziawszy nie spodziewałem się, że spece od reklam mogą wymyśleć coś jeszcze lepszego.  A jednak.  Od kilku dni można zobaczyć dwie rewelacyjne reklamy nawiązujące do takich filmów jak "Omen" czy moi ulubieni "Inni".  Naprawdę chylę czoła, bo efekt końcowy jest genialny.  Kto nie widział, do obejrzenia poniżej.

22:19, milczacy_krytyk , inne
Link Komentarze (4) »
Piorun

drugi czasem bywa pierwszy...

PiorunPiorun (2008) USA

reżyseria: Chris Williams, Byron Howard  
scenariusz: Chris Sanders, Dan Fogelman, Chris Williams 
muzyka: John Powell 
dubbing: Borys Szyc, Julia Kunikowska, Krzysztof Kowalewski, Sonia Bohosiewicz, Tomasz Karolak, Jerzy Kryszak, Stanisława Celińska, Wojciech Paszkowski, Karol Strasburger, Roch Siemianowski, Robert Górski 
dialogi polskie: Kuba Wecsile
 

 (8/10)


"Piorun" to bardzo optymistyczna i niesamowicie poprawiająca humor bajka, którą można umieścić gdzieś pomiędzy zwariowanymi animacjami DreamWorks, a takim filmem jakim był Pixarowski "Wall-e".  Nie ma w tym obrazie żadnych podtekstów, czy żartów typowo dla dorosłych, jest za to wielka przygoda, ciepły klimat, świetny humor słowny i sytuacyjny oraz sympatyczni bohaterowie.  W skrócie - Disney w nowych szatach, który spodoba się  zarówno maluchom jak i ich rodzicom…

Największym zaskoczeniem w "Piorunie" było dla mnie to, że bohaterowie drugoplanowi okazali się być bardziej interesującymi postaciami niż sam Piorun.  To właśnie dzięki wojowniczemu chomikowi uzależnionemu od telewizji, trochę cynicznej kotce (genialna Sonia Bohosiewicz) czy niezbyt rozumnym gołębiom (rewelacyjna animacja, która fantastycznie uchwyciła zachowanie tych ptaków) "Bolt" jest tak zabawnym filmem.  Główny bohater niestety już tak niesamowity nie jest i mam wrażenie, że został trochę przytłoczony przez konkurencję.  Co prawda nie można mu odmówić uroku i cudnego wyglądu ale jednak czegoś tej postaci zabrakło, przez co nie jest na tyle ciekawa na ile mogłaby być.  Być może moje odczucia są spowodowane przez Borysa Szyca i jego denerwujący dubbing tej postaci. Może gdybym obejrzał wersję oryginalną (John Travolta) nie miałbym takiego wrażenia….

Zdecydowane plusy "Pioruna" to świetne sceny akcji, których nie powstydziłby niejeden poważny twórca kina akcji, rewelacyjna cyfrowa jakość dźwięku i obrazu oraz kilka naprawdę fajnych efektów 3D oraz to o czym pisałem już wcześniej, czyli duża dawka humoru - niektóre sceny naprawdę śmieszą do łez.  Do tego można doliczyć jeszcze kilka wzruszających scen (ale nie ma tu zbytniego lukru) i na koniec obowiązkowy choć nienachlany morał o tym byśmy nie wierzyli we wszystko co nam pokazują w tv. 

Szkoda jedynie, że "Piorun" jest trochę nierównym obrazem - dynamiczne sceny akcji i momenty tryskające humorem nie łączą się niestety dobrze z wolniejszymi fragmentami filmu, które są zbyt długie i za bardzo przegadane, przez co w efekcie napięcie siada, a film staje się chwilami nudny.   No ale nie można mieć wszystkiego na raz...

00:33, milczacy_krytyk , 08
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 listopada 2008
zwiastuny

Sex Drive - kolejna komedia dla nastolatków.  Generalnie nie lubię takich filmów, ale ten zwiastun nie wiem czemu przypadł mi do gustu.  Niestety w Stanach film w ogóle się nie sprzedał, więc na polskich ekranach pewnie go nie zobaczymy...

Star Trek - jestem ogromnym fanem ST, ale o 11 część boję się coraz bardziej.  Jeśli popatrzeć na zwiastun jako zapowiedź kina akcji rozgrywającego się w kosmosie, to zapowiada się fantastyczny film.  Natomiast jeśli spojrzeć jak na kontynuację gigantycznej kosmicznej sagi, to wyszedł z tego koszmar totalny przeznaczony dla nastolatków i fanów popcornowego kina.  Obym się mylił...

The International - Naomi Watts i Clive Owen w filmie Toma Tykwera.  Trzeba coś jeszcze pisać?

Harry Potter i Książe Półkrwi - Niektórzy uwielbiają filmy i książki o Potterze, innych całe to szaleństwo maksymalnie denerwuje.  Ja się zaliczam to tej pierwszej grupy.  A ponieważ 6 tom jest drugim moim ulubionym, więc na najnowszy film czekam z niecierpliwością.

The Black Balloon - Toni Collette w filmie, który zwiastunowo klimatem przypomina mi Little Miss Sunshine.  Znając życie będę na niego czekać długo za długo...

19:47, milczacy_krytyk , zwiastuny
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 listopada 2008
Nieruchomy poruszyciel

żyrafa się powiesiła...

Nieruchomy poruszycielNieruchomy poruszyciel (2008) Polska

reżyseria, montaż i scenariusz: Łukasz Barczyk  
aktorzy: Jan Frycz, Marieta Żukowska, Andrzej Chyra, Katarzyna Gniewkowska, Szymon Mysłakowski, Stanisława Celińska , Łukasz Simlat  
zdjęcia: Karina Kleszczewska 
muzyka: Hanna Kulenty

 (5/10) - prawie 6

Wybrałem się na ten film z dwóch powodów.  Po pierwsze bardzo zachęcił mnie intrygujący, dynamiczny i hipnotyzujący zwiastun - wg mnie jeden z najlepszych polskich trailerów ostatnich lat.  Po drugie myślałem, że tacy aktorzy jak Jan Frycz czy Andrzej Chyra w totalnie nieudanych i bzdurnych produkcjach nie grają, więc może ten film aż taki zły nie będzie.  "Nieruchomy poruszyciel" jest wielkim eksperymentem, a jak wiadomo te mogą się albo udać, albo całkowicie nie wyjść.  Biorąc pod uwagę, że jest to polski film, bardziej prawdopodobna była ta druga opcja.  Niestety opinie większości krytyków i chyba wszystkich widzów nie nastrajały pozytywnie - mówiły bowiem o wielkiej porażce filmu Barczyka, dlatego prawdę powiedziawszy idąc na seans trochę się obawiałem, że nie dość że zmarnuję pieniądze na bilet, to jeszcze w tym czasie mógłbym obejrzeć coś znacznie lepszego…

„Nieruchomy poruszyciel”  to przedziwny film i w gruncie rzeczy nie wiem jak mam do niego podejść i jak ocenić.  Na pewno nie jest to jak twierdzi większość całkowita porażka, nie jest to też niestety dobry obraz - jest to taki dość kontrowersyjny, wyróżniający się formą i treścią średniak.  Warto jednak zwrócić uwagę na dobre zdjęcia, ciekawą, niepokojącą muzykę i fantastycznych aktorów - w szczególności Marietę Żukowską, po której nigdy nie spodziewałbym się, że zagra tak dobrze, oraz Jana Frycza w roli Generała.  Część pewnie będzie narzekać, że obraz Barczyka jest niesamowicie mocno przesiąknięty Lynchem - w zdjęciach, muzyce, sposobie opowiadania historii, co jest prawdą ale mi to nawiązanie jakoś szczególnie nie przeszkadzało w odbiorze filmu…

Barczyk próbuje opowiadać o ludziach szukających miłości, wykolejeńcach, którzy nie mogą poradzić sobie ze sobą, swoimi pragnieniami, instynktami, pożądaniami.  Którzy zachowują się jak zwierzęta nie mogąc odnaleźć siebie, swojego ja, swojej ludzkiej, spokojniejszej strony.  Wszystko to ubrane jest w niesamowitą, nierzeczywistą formę, która jednych może odstraszać, innych oburzać, jeszcze innych zaciekawiać, ale nikt nie przejdzie koło niej obojętnie.   Teoretycznie powinienem wystawić "Nieruchomemu.." 2 albo 3 punkty, bo na pierwszy rzut oka jest to film o niczym, nakręcony jedynie po to by szokować.  Jednakże jeśli dłużej się nad nim zastanowić, to ten niezwykły obraz jednak o czymś traktuje, i nie można go dyskwalifikować tylko za trudną w odbiorze formę.  Jest w obrazie Barczyka coś zastanawiającego, ukrytego co prawda bardzo głęboko ale jednak obecnego, coś co warto zauważyć, przemyśleć i zapamiętać.  Może nie za pierwszym razem, ale jednak...

19:51, milczacy_krytyk , 05
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 listopada 2008
Quantum of Solace

odrobina ukojenia

Quantum of Solace

Quantum of Solace (2008) USA, Wielka Brytania

reżyseria: Marc Forster  
scenariusz: Neal Purvis, Robert Wade, Paul Haggis  
aktorzy: Daniel Craig, Olga Kurylenko, Mathieu Amalric, Judi Dench, Giancarlo Giannini, Gemma Arterton, Jeffrey Wright, David Harbour, Jesper Christensen, Anatole Taubman, Rory Kinnear, Joaquín Cosio, Simon Kassianides, Jesús Ochoa, Glenn Foster, Neil Jackson, Stana Katic, Tim Pigott-Smith 
zdjęcia: Roberto Schaefer  
muzyka: David Arnold 
montaż: Matt Chesse, Richard Pearson, Rick Pearson
 

 (8/10)


Ostatni raz na Bonda poszedłem do kina na „Świat to za mało” – przyciągnął mnie, jak to zwykle bywa w przypadku takich produkcji całkiem zgrabny zwiastun.  Następną, niesamowicie futurystyczną część sobie podarowałem z oczywistych względów, podobnie jak i „Casino Royale”, które było wielką rewolucją w świecie 007, do której nie byłem wtedy przekonany i nie chciałem ryzykować wielkiego rozczarowania.  Wprowadzone przez producentów zmiany wg mnie wyszły jednak serii na dobre i 22-ego odcinka Bonda przegapić już nie mogłem.

Bardzo cieszę się, że „Quantum of Solace” obejrzałem w kinie, bo filmy o takim stężeniu akcji na minutę wymagają ogromnego ekranu.  O ile poprzedni Bond mógł wydać się niektórym trochę przegadany i zbyt wydłużony, tak ta część nie cierpi na brak fajerwerków i szybszych scen.  Jest tu wszystko czego można sobie tylko zażyczyć – pościgi na lądzie (z niestety trochę za szybkim i zbyt gwałtownym montażem), na wodzie, w powietrzu, o własnych nogach, strzelaniny i wielki wybuch na zakończenie.  Wszystko nakręcone w bardzo dynamiczny i szybki sposób przez co mamy wrażenie, że całość dzieje się naprawdę a my znajdujemy się w samym centrum wydarzeń.  Do tego warto też zwrócić uwagę na pomysłowe i ciekawie zrealizowane sceny równoległe, w których w tym samym czasie rozgrywa się w dwóch miejscach wartka akcja.  Twórcy nie zapominają jednak o wolniejszych momentach i bardzo sprawnie przeplatają poważne i dobrze poprowadzone rozmowy z akcją chwilami zapierającą dech w piersiach.  Co ciekawe w „Quantum…” znalazło się też dużo więcej miejsca na cięte riposty 007 i pomimo iż film jest bardzo poważny, to jest tu kilka naprawdę śmiesznych scen.

Co ciekawe „Quantum..” pomimo braku słynnych „wstrząśnięte, nie mieszane” czy „Bond, James Bond” jest o wiele bliższe konwencji starych filmów o agencie 007, niż „Casino Royale”, które rozwijało się w dość nietypowym kierunku.  W filmie Forstera wszystko jest bardziej poukładane – dwie kobiety Bonda, bardziej typowy zły charakter, podróże po świecie, niesamowite pościgi i w miarę optymistyczne zakończenie.  Szkoda jedynie, że najnowsza piosenka tytułowa jest mało przekonująca i wg mnie zbyt specyficzna przez co nie do końca pasuje do filmu.  Na ogromną pochwałę zasługuje jednak genialna muzyka Davida Arnolda, który kolejny już raz z rzędu udowodnił, że rewelacyjnie czuje klimat filmów 007 i potrafi napisać niesamowitą muzykę nie tylko do wolniejszych scen, ale także do tych przepełnionych akcją.

Teoretycznie więc niby wszystko jest ok, ale można przyczepić się do jednej rzeczy – nowy Bond to już nie jest Bond – tzn. dla mnie jest i dziś już nie wyobrażam sobie by rolę 007 miał zagrać ktoś inny niż Daniel Craig i by cały cykl jego przygód wyglądał inaczej niż obecnie.  Jednakże jeśli tęsknicie za Moneypenny, Q, niesamowitymi gadżetami, zwariowanymi przeciwnikami, lekkim klimatem i zawsze schludnym Bondem, to ten film z pewnością się Wam nie spodoba.  Innymi słowy jeśli rozczarowaliście się „Casino Royale” to z „Quantum of Solace” wyjdziecie jeszcze bardziej przygnębieni.  Twórcy poszli bowiem za ciosem i jeszcze bardziej unowocześnili agenta 007 nieznacznie przybliżając go chociażby do Jasona Bourne’a, co może być dla niektórych ogromnym minusem, dla mnie jednak nie jest.  Lubiłem co prawda wcześniejsze filmy z Brosnanem, ale ta nowa, poważna, dość brutalna i odważniejsza konwencja podoba mi się znacznie bardziej.  Niektórzy może powiedzą, że zrywając z tradycyjnymi powiedzonkami, czy starymi postaciami Bond stał się zwykłym, niczym nie wyróżniającym się agentem.  Mi wydaje się jednak, że twórcy usunęli ze świata 007 wszystko to co nie było najważniejsze dla serii, usunęli dodatki, zbędne świecidełka, a zostawili samą esencję, wszystko to co jest istotne w opowieściach o 007, dzięki czemu agent, którego możemy teraz oglądać na ekranach to wciąż Bond.  James Bond…

23:52, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2