Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
piątek, 09 listopada 2007
Inwazja

lepszy świat?

InwazjaInwazja (2007) USA

reżyseria: James McTeigue, Oliver Hirschbiegel
scenariusz: Dave Kajganich 
aktorzy: Nicole Kidman, Daniel Craig, Jeremy Northam, Jackson Bond, Jeffrey Wright, Veronica Cartwright, Josef Sommer, Celia Weston, Roger Rees
zdjęcia: Rainer Klausmann
muzyka: John Ottman
montaż: Hans Funck, Joel Negron

na podstawie: powieści "The Body Snatchers" Jacka Finneya
 

 (6/10)

Od kilku miesięcy wyraźnie coś ciągnęło mnie na ten film.  W gruncie rzeczy nie wiem co, bo ani temat ani zwiastun nie były porywające.  Jednak wybrałem się na Inwazję.  Czy potrzebnie?

Prawie przez cały seans miałem wrażenie, że twórcy nie do końca wiedzieli jaki film chcieliby nakręcić i na czym tak naprawdę im zależy.  Z jednej strony myśleli o dość poważnym sf, z drugiej kusiły ich szybkie sceny akcji.  Dlatego też Inwazja – podobnie jak i zwiastun do niej – składa się jakby z dwóch zupełnie różnych klimatycznie części. 

Film rozpoczyna się bez żadnego wstępu.  Rozbija się wahadłowiec, rozpoczyna się epidemia.  Tą część ogląda się naprawdę dobrze.  Kolejni ludzie tracą uczucia, każdy może być zainfekowany, a świat nagle staje się spokojny, prawie idealny.  I właśnie to prawie jest najstraszniejsze, bo pomimo iż zapanował pokój, ludzie zrobili się nieludzcy, przerażający.  Ale skoro wreszcie jest idealnie, to czy jest sens walczyć z obcymi?  Czy może poddać się i wreszcie zacząć żyć w pokoju?  Bo przecież jeśli wygramy my to sensacje, katastrofy, konflikty znów powrócą na pierwsze strony gazet.  Twórcy prezentują na końcu trochę kontrowersyjny wniosek jakoby wygrana ludzkości była sukcesem i była dobra.  Jednak czy na pewno?  I czy w ogóle możemy aż tak upraszczać sens naszego istnienia, bycia człowiekiem?

Twórcom udaje się pokazać w jak szybki i niezauważalny sposób możemy nagle zniknąć z tego świata.  Jak błyskawicznie i niezbyt spektakularnie, bez pomocy latających talerzy, laserów, coś lub ktoś może nas pokonać.  Od dłuższego już czasu jestem zdania, że taka ukryta inwazja jest i ciekawsza i bardziej przerażająca, dlatego też takie podejście do tematu przypadło mi do gustu. 

Niestety jednak mniej więcej w połowie filmu coś się psuje i to bardzo.  Z dość powolnego thrillera Inwazja robi się ni to filmem akcji, ni to horrorem o zombie.  Atmosfera pryska, a my od bieganinki do pościgu zbliżamy się do przesłodzonego zakończenia.  Poza tym obraz staje się niespójny przez co miałem wrażenie, że scenarzyści wymyślili kilka scen które mogli pokazać w trailerze - pościg, ucieczka w metrze, scena w sklepie – ale nie za bardzo wiedzieli jak mają je połączyć w logiczną całość, tak aby każda kolejna scena wynikała z poprzedniej.

Ponadto scenarzysta nie wykorzystał niestety dobrego pomysłu z oszalałą Carol, ani też nie rozwinął "wątku tabletkowego", a nawet robiąc z Carol panią psycholog trochę mu zaprzeczył.  Bo przecież to właśnie pani psycholog za pomocą tabletek otępia swoich ludzkich pacjentów, stara się niejako zabić ich uczucia, a gdy to samo zaczynają robić obcy, nagle zaczyna się buntować.  Mała sprzeczność, która mogła być rozwinięta, poprowadzona w jakimś kierunku, a niestety została tylko zasygnalizowana i wygląda bardziej na błąd w scenariuszu, niż na świadomy zabieg.

Trochę szkoda mi aktorów i tego, że dali się wplątać w ten film.  Nicole Kidman gra dobrze i jako czuła mama i jako pozbawiona uczuć, chłodna jednostka - co akurat jest chyba dla niej naturalne.  Daniel Craig, Jeremy Northam i inni aktorzy radzą sobie całkiem dobrze.  Zdjęcia - kilka naprawdę ładnych ujęć - i muzyka także nie są poniżej normy, choć trochę szkoda, że Ottman nie pokusił się o napisanie motywu przewodniego - co prawda w scenie gdy Carol przeszukuje internet w tle słychać bardzo ładny i energiczny motyw, ale to nie wystarcza by zapamiętać muzykę, a soundtrack nazwać przynajmniej dobrym.

Z podliczeniem minusów nie mam problemu, zastanawiam się jednak jak wliczyć w ocenę filmu plusy.  Bo czy za pomysły poprzedników można chwalić twórców remake'a, którzy wykorzystali je by stworzyć trochę inna wersję starego filmu?  A może nowa Inwazja znacznie różni się od oryginału? Poprzednich filmów o porywaczach ciał niestety nie widziałem, być może więc moja ocena jest zawyżona.

6/10  Niestety zmarnowane szanse

00:48, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 listopada 2007
Wyznania Gejszy

wspomnienia

Wyznania GejszyWyznania Gejszy (2005) USA

reżyseria: Rob Marshall
scenariusz: Robin Swicord, Doug Wright
aktorzy: Ziyi Zhang, Ken Watanabe, Michelle Yeoh, Kôji Yakusho, Kaori Momoi, Youki Kudoh, Cary-Hiroyuki Tagawa, Li Gong, Kenneth Tsang, Samantha Futerman, Togo Igawa, Randall Duk Kim, Julia Ling, Suzuka Ohgo, Zoe Weizenbaum
zdjęcia: Dion Beebe
muzyka: John Williams
montaż: Pietro Scalia
kostiumy: Colleen Atwood

na podstawie: powieści Arthura Goldena

 (7/10)

Całkiem udany film, choć do ideału wiele mu brakuje.  Wyznania Gejszy w gruncie rzeczy opowiadają prostą historię, trochę dziwnej dla europejczyka miłości.  Opowieść momentami jest wzruszająca, momentami smutna, ale co najważniejsze ciekawi i wciąga przez co ponad dwie godziny mijają dość szybko. 

Książki nie czytałem, więc nie wiem czy scenarzyści nie odbiegli za bardzo od historii napisanej przez Goldena, ale momentami miałem wrażenie, że trochę z niej powycinali.  Przez to niektóre wydarzenia są nie do końca jasne i zrozumiałe.  Także sam początek filmu wydaje się być trochę sztuczny, jakby udawany.  Całe szczęście później to wrażenie mija.

Kompletnie nie mam pojęcia na ile przedstawiona w filmie rzeczywistość jest zgodna z tą, która faktycznie istniała w Japoni - ponieważ film jest amerykański, nie spodziewam się zbytniej dokładności - tak więc traktuję ten obraz, trochę jak świecidełko.  Twórcy filmu oferują więc nam niesamowite kolorowe kostiumy, cudne widoki, piękne aktorki, a my wgapiamy się w to z otwartymi szeroko oczami. 

W tle przygrywa nam muzyka Johna Williamsa i chyba właśnie soundtrack jest najsilniejszą stroną tego filmu.  Podczas seansu, muzyki nie słyszałem prawie wcale (dobry znak), ale to co do mnie dolatywało było całkiem przyjemne dla ucha.  Brakowało mi też motywu przewodniego. Już po obejrzeniu filmu miałem okazję przesłuchać soundtrack  i zdziwiłem się bardzo bo nie dość, że muzyka okazała się być naprawdę piękna, to jeszcze Williams stworzył na potrzeby filmu nie jeden, a dwa motywy przewodnie.  Brawa!  Szkoda, że nie było Oskara.

Tagi: melodramat
23:23, milczacy_krytyk , 07
Link Komentarze (5) »