Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.
Archiwum
Zakładki:
Blogi filmowe
Index filmów
Index seriali
Kina
Muzyka filmowa
Sieć
Szablony

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Kategorie: Wszystkie | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | festiwal | hity kity | inne | oczekuję | plakaty | serial | soundtrack | zwiastuny
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Edward Nożycoręki

exceptional

Edward NożycorękiEdward Nożycoręki (1990) USA

reżyseria: Tim Burton 
scenariusz: Tim Burton, Caroline Thompson 
aktorzy: Johnny Depp, Winona Ryder, Dianne Wiest, Anthony Michael Hall, Kathy Baker, Conchata Ferrell, O-Lan Jones, Vincent Price, Alan Arkin, Robert Oliveri, Dick Anthony Williams, Caroline Aaron, Linda Perri, Bryan Larkin, Marti Greenberg, Biff Yeager
muzyka: Danny Elfman 
zdjęcia: Stefan Czapsky 
montaż: Colleen Halsey, Richard Halsey

 (9/10)

Dawno, dawno temu, żył sobie w ogromnej posiadłości, na szczycie wzgórza, pewien wynalazca.  Pewnego dnia powołał do życia niezwykłego, wrażliwego chłopca o imieniu Edward.  Niestety jednak starszy człowiek zmarł przed ukończeniem swojego dzieła i Ed zamiast rąk miał nożyczki, którymi jednak potrafił się perfekcyjnie posługiwać.  Któregoś dnia mieszkanka osiedla, które znajdowało się u podnóża wzniesienia, pracująca jako konsultantka Avon, postanowiła po raz pierwszy odwiedzić posiadłość, w nadziei sprzedania chociażby jednego produktu.  Odnalazłszy Edwarda, przejęła się jego stanem i zdecydowała zabrać go ze sobą do domu…

Tak zaczyna się jeden z najbardziej znanych filmów Tima Burtona.  Równocześnie jeden z najdziwniejszych i najbardziej magicznych filmów jaki dane było mi widzieć.  Bo czy może być coś bardziej niezwykłego, od historii wyposażonego w nożyce ogrodowe chłopca, który próbuje wpasować się w życie małej, podmiejskiej społeczności?  Raczej nie.  "Edward Nożycoręki" to niezwykła baśń, niepodobna do niczego co kiedykolwiek można było oglądać na wielkim ekranie.  Film czarujący, wzruszający, tak magiczny, że bardziej sie już po prostu nie da.  To opowieść o samotności, o byciu sobą, o byciu wyjątkowym, ale także o uprzedzeniach i nienawiści, które zwyciężają z pierwszą ciekawością.   To również przejaskrawiony obraz Ameryki sprzed kilkudziesięciu lat.  Z pozoru idealnej, perfekcyjnej, kolorowej do przesady.  Portret małej społeczności sąsiedzkiej, która z przyjaznej i dobrej w mgnieniu oka  może zamienić się w nietolerancyjny tłum, kłamliwy, plotkujący, starający się usunąć z siebie niepasujące jednostki.

Z pewnością "Edward Nożycoręki" nie byłby tak udanym filmem, gdyby nie genialny występ Johnny’ego Deppa, który z niezwykłym wyczuciem gra sztucznego człowieka, który nie jest jednak pozbawiony uczuć, czy ludzkich zachowań.  Jego Edward jest zamknięty w sobie, skromny, niepewny, wrażliwy i tajemniczy, ale w żadnym wypadku obcy, czy dziwaczny.  Deppowi idealnie udało się pokazać jak osamotniony Edward zaczyna spotykać mieszkańców miasteczka i powoli się przed nimi otwierać, wykorzystując swoje zdolności jako ogrodnik czy fryzjer.  Udało mu się ukazać, jak z czarnobiałego świata laboratorium jego bohater wkracza do kolorowego osiedla - przy okazji niezwykle ciekawe i zaskakujące w tym filmie jest to, jak bez większych problemów rodzina Boggsów przyjmuje Eda do swojego domu, opiekując się nim i próbując mu pomóc. 

Drugim rewelacyjnym punktem dzięki któremu film Burtona jest tak niezwykłym dziełem, jest przecudowna muzyka Danny’ego Elfmana.  To dzięki niej ta opowieść posiada tak niezwykłą atmosferę i nietypowy klimat.  To dzięki niej jest tak magiczna i po prostu piękna.  Kompozycja Elfmana niesie ze sobą niezliczoną liczbę emocji i uczuć i nadaje charakter całemu filmowi, wzmacniając go niesamowicie.  Aż nie do wiary, że nie została wyróżniona żadną statuetką i patrząc na największe filmowe nagrody można powiedzieć, że niestety przeszła bez echa.  Wielka szkoda, bo naprawdę jest wybitna i zasługuje na docenienie.

13:31, milczacy_krytyk , 09
Link Komentarze (6) »
piątek, 29 stycznia 2010
Infiltracja

krety

InfiltracjaInfiltracja (2006) Hongkong, USA

reżyseria: Martin Scorsese 
scenariusz: William Monahan
aktorzy: Leonardo DiCaprio, Matt Damon, Jack Nicholson, Martin Sheen, Vera Farmiga, Mark Wahlberg, Anthony Anderson, Ray Winstone, Alec Baldwin, Todd Peterson, Nellie Sciutto, David Conley, Robert Wahlberg, David O'Hara,  Peter Mullan, Steve Flynn, Kristen Dalton, Amanda Lynch
muzyka: Howard Shore 
zdjęcia: Michael Ballhaus 
montaż: Thelma Schoonmaker

na podstawie: filmu "Infernal Affairs"

 (7/10)

Oglądając "Infiltrację" kolejny już raz zdałem sobie sprawę, że nie przepadam za filmami o mafii, gangsterach i oczywiście policji, która musi sobie jakoś z nimi radzić.  Po prostu nie kręcą mnie kompletnie takie filmy i się na nich nudzę.  Dlatego z reguły omijam obrazy o tego typu tematyce, żeby po pierwsze nie tracić na nie czasu, a ponadto by później nie narzekać, że kolejny tego typu film mi się nie podobał.  "Infiltracją" zainteresowałem się jednak z dwóch powodów.  Po pierwsze jest to obraz, który w 2004 roku został obsypany Oscarami, w tym i tym najważniejszym za Najlepszy film, a po drugie zagrało w nim tyle znanych i dobrych aktorów, że tragiczny być nie mógł.  I taki też nie jest, ale również nie widzę powodu by się tą produkcją Martina Scorsese za nadto zachwycać.

"Infiltracja" zaczyna się jako obraz składający się z dwóch, oddzielonych od siebie wątków, które na początku prawie nic nie łączy.  Przez pierwsze pół godziny średnio wiemy co tak naprawdę się dzieje, kto jest kim i dla kogo pracuje.  Każda kolejna nowa postać, pojawiająca się na ekranie, to kolejna wielka gwiazda filmowa.  W pewnym momencie ma się wrażenie, że tych znanych nazwisk jest wręcz za dużo, bo aż końca nie widać w pojawianiu się tylu popularnych twarzy.   W miarę upływu minut cała sytuacja zaczyna się robić coraz bardziej klarowna i już wkrótce oglądamy zmagania dwóch głównych młodych bohaterów: Billa i Colina.  Ten pierwszy jest wtyczką bostońskiej policji u boku lokalnego gangstera Franka Costello, ten drugi jest natomiast wtyczką tego samego gangstera w policji. Obserwujemy jak kryją się oni w swojej pracy, by zdemaskować tego drugiego i samemu przez przypadek nie wpaść.

Choć w większości "Infiltracja" oparta jest na dialogach i nie ma w niej zapierającej dech w piersiach akcji, to i tak ten film ogląda się całkiem dobrze.  Nie porwał mnie on, ale muszę docenić, że został zrealizowany naprawdę sprawnie.  Wszyscy aktorzy zagrali porządnie - najbardziej zaskoczył mnie Mark Wahlberg, w którego umiejętności srogo powątpiewałem.  "Infiltracja" może pochwalić się również kilkoma naprawdę dobrze trzymającymi w napięciu scenami - rozmowa telefoniczna pomiędzy głównymi bohaterami czy też scena z odnalezioną kopertą w biurze Colina.  „Infiltracja” to naprawdę dobry, poważny film, który jednak moim zdaniem nie zasługiwał na tyle wyróżnień.  No chyba, że ten Oscar to statuetka przeprosinowa Akademii za nie przyznanie Martinowi Scorsese nagrody za inne, wcześniejsze jego filmy.  Tylko, że wtedy szkoda innych obrazów z tamtego roku, które już statuetki nie otrzymały, a na nią zasługiwały.

20:24, milczacy_krytyk , 07
Link Komentarze (6) »
wtorek, 26 stycznia 2010
Harry Brown

underpass

Harry BrownHarry Brown (2009) Wielka Brytania

reżyseria: Daniel Barber 
scenariusz: Gary Young 
aktorzy: Emily Mortimer, Michael Caine, Jack O'Connell, Iain Glen, Joseph Gilgun, Raza Jaffrey, David Bradley, Charlie Creed-Miles, Sean Harris, Ben Drew, Lee Oakes, Forbes KB, Liam Cunningham
muzyka: Ruth Barrett, Martin Phipps 
zdjęcia: Martin Ruhe 
montaż: Joe Walker
 

 (8/10)

Pierwszym skojarzeniem, jakie od razu nasunęło mi się po obejrzeniu zwiastuna do "Harry Brown", było zeszłoroczne "Gran Torino" ze świetnym Clintem Eastwoodem.  Oczywiście gdy się bliżej przyjrzeć tym filmom widać wyraźnie, że jest ono prawie całkowicie błędne, bo te dwa obrazy, prócz głównego, twardego bohatera w podeszłym wieku, nie mają ze sobą za wiele wspólnego. Produkcji Daniela Barbera pod względem treści o wiele bliżej do "Odważnej" z Jodie Foster, którą mogliśmy oglądać trzy lata temu na ekranach naszych kin.  Z tą różnicą jednak, że o ile w tamtym filmie już samo założenie było dość naciągane (nie mówiąc o bardzo dyskusyjnym i kontrowersyjnym zakończeniu), tak tutaj o wiele łatwiej uwierzyć w opowiadaną historię.

Barberowi udało się nakręcić niezwykle realistyczny, strasznie przygnębiający obraz, który poraża swoją brutalnością i bezpośredniością w ukazywaniu bieżących wydarzeń.  Jego film jest ciężki, niezwykle poważny i choć zupełnie nie spieszy się z opowiadaniem historii, to ma swój odpowiedni rytm, dzięki czemu dobrze się go ogląda.  Choć może akurat to słowo nie do końca tutaj pasuje, bo ta produkcja bez trudu przelewa na widzów swój ciemny, prawie że depresyjny nastrój i ciężko się od razu z niego później otrząsnąć.  Nieźle również wypadł główny motyw zemsty wymierzanej przez starszego mężczyznę.  Przed seansem obawiałem się, że będzie on bardzo naciągany i mało prawdopodobny, ale twórcy tak poprowadzili swą opowieść, że bez większych problemów można uwierzyć w przedstawiony rozwój wypadków.  Z pewnością sporo w tym zasługi Michaela Caine’a, który jako Harry Brown wypadł, co prawda nie rewelacyjnie, ale po prostu dobrze.

"Harry Brown" to historia porządnie napisana, nie podająca nam wszystkiego od razu na tacy, jedynie wspominająca o niektórych sprawach przy okazji, sugerująca pewne rzeczy, pozostawiając niektóre wątki niewyjaśnione, otwarte do samego końca.  Szkoda tylko trochę, że zwalnia ona zdecydowanie za bardzo w połowie seansu, gdy bohater odwiedza lokalnego dilera.  Ten fragment w filmie można było spokojnie skrócić o parę minut.  Niestety również o ile sam szokujący początek tej produkcji wyszedł twórcom świetnie, bo dzięki niezwykle prostym środkom, w błyskawicznym tempie wprowadzał on nas w klimat całej opowieści, tak już zakończenie nie robi takiego wrażenia.  Jest zbyt uproszczone, by nie napisać, że odrobinę naiwne, bo sugeruje ono jakoby, że problem szarych blokowisk można by raz na zawsze rozwiązać.  A życie przecież takie proste nie jest...

22:59, milczacy_krytyk , 08
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 stycznia 2010
Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa

magiczna szafa

Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafaOpowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa (2005) USA

reżyseria: Andrew Adamson
scenariusz: Andrew Adamson, Christopher Markus, Stephen McFeely, Ann Peacock 
aktorzy: William Moseley, Anna Popplewell, Skandar Keynes, Georgie Henley, Tilda Swinton, James McAvoy, James Cosmo, Elizabeth Hawthorne, Jim Broadbent, Rachael Henley, Noah Huntley, Sophie Winkleman, Mark Wells,
muzyka: Harry Gregson-Williams 
zdjęcia: Donald McAlpine 
montaż: Jim May, Sim Evan-Jones

na podstawie: książki C.S. Lewisa "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa"

 (6-/10)

Pamiętam z dzieciństwa tytuł tej powieści C.S. Lewisa.  Wiem również, że leży ona gdzieś w stosie wielu innych książek, ale nie potrafię sobie przypomnieć czy ją kiedyś czytałem.  Oglądając film Andrew Adamsona miałem wrażenie, że chyba jednak nie, bo przynajmniej część wydarzeń w trakcie seansu bym sobie przypomniał, a z tej historii nic nie wydało mi się być znajome.  Wychodzi więc na to, że tą opowieść o czwórce rodzeństwa, które uciekając przed okropnościami wojny, trafia przez przypadek i za sprawą starej szafy, do magicznej krainy Narnii, oglądałem po raz pierwszy.

Nie wiem czy to wina okropnego polskiego dubbingu, czy to przez średnio składny scenariusz, ale nie porwała mnie ta opowieść.  Nie uległem magii przedziwnej krainy Narnii, nie popłynąłem bezproblemowo z opowiadaną przez twórców historią.  O ile jeszcze pierwsze sceny, powolnego (nawet trochę zbyt wolnego) odkrywania zaśnieżonego lasu mnie jako tako ciekawiły, to już dalszy ciąg wydarzeń wydał mi się naciągany, przewidywalny i co najgorsze nudny.  Dziwnie mi się oglądało kolejne rozmawiające zwierzęta, nawołujące do wojny, budujące armię przeciwko Białej Czarownicy i mówiące o proroctwie, które ma się spełnić.  A już sam pomysł na to, by kilkunastoletnie dzieciaki brały udział pod koniec filmu w ogromnej bitwie, tak jak przed seansem wydawał mi się być średnio trafionym, tak w samym filmie wyszedł jeszcze gorzej, niż mogłem tylko przypuszczać.  Niestety nie wzięła mnie ta opowieść.  Być może na kartach powieści wszystkie te wydarzenia miały jakiś większy sens i były bardziej porywające, ale niestety w filmie raczej nie robią większego wrażenia, a część z nich wyszła mało przekonująco.

Jest jednak w tym filmie coś, co zdecydowanie zasługuje na większą uwagę i dla czego w gruncie rzeczy zdecydowałem się obejrzeć ten obraz.  To świetna muzyka Harry'ego Gregsona-Williamsa, która cały czas towarzyszy bohaterom podczas ich wędrówki, tworzy niezwykłe tło dla ich przygód i stara się wytworzyć nietypowy, prawdziwe magiczny klimat.  I udaje jej się to idealnie.  Buduje ona niesamowitą atmosferę, jest momentami porywająca, po prostu piękna.  Zaskoczyło mnie w filmie Adamsona również to, iż główną bohaterką jest najmłodsza z rodzeństwa czyli  Łucja.  Przed seansem wydawało mi się, że będzie z goła na odwrót i jej rola zostanie ograniczona prawie do minimum.  Warto również w tym obrazie zwrócić uwagę na dobrą rolę Tildy Swinton jako Białej Czarownicy.  Reszta niestety rozczarowuje.

21:54, milczacy_krytyk , 06
Link Komentarze (10) »
piątek, 22 stycznia 2010
reviews na 6 miejscu w najczęściej linkowanych 2009
reviews na 6 miejscu w najczęściej linkowanych 2009

Jak co roku blox.pl stworzył zestawienie podsumowujące rok 2009.  Znalazły się w nim Top10 z każdej kategorii, Top1000 wszystkich blogów, oraz Top 100 najczęściej linkowanych, czytanych, komentowanych, najbardziej obszernych i najczęściej odwiedzanych blogów w zeszłym roku.

Z ciekawości zajrzałem do tego podsumowania i ku mojemu niemałemu zaskoczeniu odnalazłem reviews na szóstym miejscu w najczęściej linkowanych.  W podobnym zestawieniu tylko, że na rok 2008 mój blog znalazł się na 22 pozycji, więc sporo sobie podskoczył, co bardzo mnie cieszy. :)

PS Coraz bliżej końca sesji egzaminacyjnej, więc już za kilka dni na blogu pojawią się trochę bardziej aktualne notki.  Na pierwszy ogień pójdzie "Harry Brown" i "Wszystko co kocham".
13:42, milczacy_krytyk , inne
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3