Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Thor: Ragnarok

sparkles

Thor: RagnarokThor: Ragnarok (2017) USA

reżyseria: Taika Waititi
scenariusz: Craig Kyle, Christopher Yost, Eric Pearson
aktorzy: Chris Hemsworth, Tom Hiddleston, Cate Blanchett, Idris Elba, Jeff Goldblum, Tessa Thompson, Karl Urban, Mark Ruffalo, Anthony Hopkins, Benedict Cumberbatch, Taika Waititi, Rachel House, Luke Hemsworth, Sam Neill, Matt Damon
muzyka: Mark Mothersbaugh
zdjęcia: Javier Aguirresarobe
montaż: Zene Baker, Joel Negron

 (8/10)

Studio Marvel od czasu pierwszego „Iron-Mana” zrealizowało już 17 filmów.  Przez ostatnie prawie dziesięć lat prezentowało rocznie przynajmniej dwie produkcje.  Teraz, by nadal móc rozwijać swoje gigantyczne uniwersum, by nie stracić zainteresowania widzów na całym świecie, musi eksperymentować, próbować nowych rozwiązań, by kierować opowieści na nowe tory.  Kolejne filmy przypominające te poprzednie nie cieszyłyby się już taką popularnością.  Kolejny mroczny "Thor" tym razem już by nie przeszedł tym bardziej, że poprzednia, druga część "Mroczny świat", dusiła się przez swój patos i podniosłość.  By na nowo zainteresować widzów postacią Thora, by ją nieco odczarować, potrzebna była znacząca zmiana.  Dziwić więc nie powinno, że studio obrało tym razem całkiem inną drogę i opowieść o bogu piorunów, która od początku zabarwiona była szekspirowskim dramatem, została przekształcona w komedię akcji.  Nawet nie w film superbohaterski, który nie stroni od humoru, ale w czystą komedię.  Chyba żaden dotychczasowy film Marvela nie był tak rozbrajający, tak uroczo absurdalny i zabawny jak właśnie "Thor: Ragnarok".

Zanurzenie tej opowieści w klimacie lat osiemdziesiątych może wydawać się działaniem pod publiczkę, w końcu od czasu "Stranger Things" panuje w Hollywood moda na produkcje, które bezpośrednio odwołują się do klimatu obrazów z tamtych lat.  Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że Thor dzieje się w większości w dalekim kosmosie, jest komedią, a już za chwilę połączy się z Marvelowskimi "Strażnikami Galaktyki", to takie nasączenie tej produkcji latami 80. nie powinno dziwić.  Poza tym dzięki tej kiczowatej stylistyce filmów sci-fi lat 80. która tak świetnie jest tutaj zaprezentowana, ma się wrażenie, że "Thor: Ragnarok" jest jakby zaginionym obrazem z tamtych lat.  Filmem, który gdzieś się zagubił i dopiero teraz pojawił się na ekranach.  Tylko efekty specjalne są znacznie lepsze.  To taki piękny ukłon w stronę tamtych produkcji, między innymi w kierunku "Flasha Gordona".  Komediowa opowieść, z bogami i superbohaterami, rozgrywająca się w dalekim kosmosie aż prosiła się o taką stylistykę i bardzo dobrze, że się na nią zdecydowano.  Ona przewietrzyła tę produkcję, dodała jej tak potrzebnej lekkości, energii i żywiołowości.

Najnowszy "Thor" jest więc filmem lekkim, przezabawnym, chwilami totalnie absurdalnym.  To świetna zabawa historią, postaciami, która nie boi się swojej komiksowości.  To produkcja, która eksperymentuje i nie boi się odbierać wielkości swoim bohaterom, bo wie, że są oni tak uwielbiani przez widzów, że rozbijanie patosu i podniosłości niczego im tak naprawdę nie zabierze.  Cudowne są więc tutaj wszystkie sceny w których wyśmiewana jest sprawność postaci.  Cudowne jest pozbawianie Thora jego poczucia bycia najlepszym z Avengersów.  Jak również genialnie spisują się wszystkie sceny w których pewnym swoich umiejętności bohaterom jednak coś się nie udaje.  To właśnie te momenty, te chwile gdy podniosły charakter scen zostaje przełamany absurdalnym humorem, są najbardziej zabawne, ale i najbardziej zbliżają do bohaterów, którzy koniec końców są tylko ludźmi.  Rewelacyjne są również liczne cameo, szczególnie rozgrywające się na początku seansu, które są zaskakujące ale i nieprawdopodobnie zabawne.  Albo w pomysłowy sposób nawiązują do pozostałych filmów uniwersum Marvela, albo w cudowny sposób nabijają się z postaci samego Thora.

To co jednak najbardziej udaje się Marvelowi w najnowszym Thorze, to co powoduje, że ten film tak świetnie się ogląda, to bohaterowie.  W tym gigantycznym, buchającym od kolorów widowisku akcji, to właśnie oni, a nie efekty specjalne czy ciągła akcja, są najważniejsi.  Relacje ich łączące, historie jakie ze sobą niosą.  Cała reszta jest tylko efektowną dekoracją.  Aktorzy w swoich rolach czują się wyśmienicie, bawią się nimi i robią wszystko by wyciągnąć z nich jak najwięcej.  To dla bohaterów i dla aktorskich interpretacji ogląda się to widowisko i to dzięki nim jest ono tak udane.  Świetni są Hemsworth i Hiddleston jako nieustannie rywalizujący bracia.  Świetny jest Ruffalo jako Hulk, który z Thorem tworzą swego rodzaju buddy movie.  Idealnie w tym uniwersum odnaleźli się również nowi aktorzy.  Jeff Goldblum kradnie każdą scenę w której się pojawia, Tessa Thompson jest totalnie badass, a Cate Blanchett, jako demoniczna Hela sprawdza się wyśmienicie.  I choć jej czarny charakter (co typowe dla Marvela) nie pojawia się aż tak często jakby się tego chciało i jest zarysowana w bardzo prosty sposób, to w interpretacji charyzmatycznej Blanchett, która bawi się rolą bogini śmierci, prezentuje się znakomicie.  Ten uśmiech, to spojrzenie, ten look!

środa, 15 listopada 2017, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
kazik823
2017/12/04 07:36:02
widzę że recenzja pozytywna, moi synowie byli również na tym filmie i szczerze go polecali, więc nie ma wyboru :) trzeba się w środę wybrać :)
-
biiianka92
2018/01/30 12:27:03
no ja się czaje na ten film
-
fuzzydrowsy
2018/02/05 01:20:09
Do tej pory nie widziałem, ale jakoś go jeszcze obejrzę.
-
mmmarta92
2018/02/17 14:26:23
no nie wiem