Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Twój Vincent

Loving Vincent

Twój VincentTwój Vincent (2017) Polska, Wielka Brytania

reżyseria: Dorota Kobiela, Hugh Welchman
scenariusz: Hugh Welchman, Dorota Kobiela, Jacek Dehnel
aktorzy: Douglas Booth, Jerome Flynn, Robert Gulaczyk, Helen McCrory, Chris O'Dowd, Saoirse Ronan, John Sessions, Eleanor Tomlinson, Aidan Turner, James Greene, Bill Thomas, Martin Herdman
dubbing PL: Józef Pawłowski, Jerzy Stuhr, Danuta Stenka, Olga Frycz, Zofia Wichłacz, Robert Więckiewicz, Maciej Stuhr, Włodzimierz Matuszak, Waldemar Barwiński, Wojciech Duryasz, Jerzy Bończak
muzyka: Clint Mansell
zdjęcia: Tristan Oliver, Łukasz Żal
montaż: Justyna Wierszyńska, Dorota Kobiela

 (9/10)

Już dwa razy miałem okazję widzieć "Twojego Vincenta" na wielkim ekranie. Pierwszy raz podczas 42. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych Gdyni, drugi raz ostatnio, już po oficjalnej polskiej premierze, w czasie zwykłego seansu.  I za każdym razem film ten robił na mnie równie wielkie wrażenie. Za każdym razem zachwycał równie mocno.  Już sam pomysł na tą produkcję jest genialny w swojej prostocie.  Opowiedzieć o życiu i śmierci Vincenta van Gogha poprzez jego własne, ożywione obrazy.  Pomysł szalony, jedyny w swoim rodzaju, wydawać by się mogło wręcz zbyt ambitny by mógł się powieść.  Zachwyca tu realizacja tej odważnej idei, kolejne etapy produkcji, która rozpoczęła się jak każdy zwykły film.  Aktorzy wcielili się w swoje role, zagrali na tle green screenu.  I tu rozpoczyna się prawdziwa magia.  Zrealizowany materiał trafił na tapetę ponad setki artystów z całego świata, którzy klatka po klatce (!) przenieśli pędzlami na płótno zarejestrowane obrazy.  Na jedną sekundę w filmie przypada dwanaście gotowych obrazów, a ponieważ "Twój Vincent" jest produkcją pełnometrażową, trwającą półtorej godziny, na jej potrzeby powstało około 65 tysięcy obrazów.  Inspirowane twórczością Van Gogha, odnoszące się do jego dzieł, cytujące ponad 120 z nich.  Wprawiane w ruch, ożywiane na ekranie.  Szalony pomysł, który dzięki tytanicznej pracy artystów zachwyca w kinie od pierwszej do ostatniej minuty.

W przypadku tak nietypowych w formie projektów jak "Twój Vincent" zawsze zachodzi obawa, że twórcy zatrzymają się na niezwykłej formie, że będzie ona jedynym co warte uwagi.  Tak jakby nigdy wcześniej nie zastosowana forma miała wystarczyć, jakby miała zastąpić, przeważyć nad pozostałymi elementami filmu.  Wtedy zawsze pozostaje pewien niedosyt, że projekt, który z wyglądu sprawiał wrażenie niezwykłego, stał się jedynie pewną ciekawostką, ładną z wyglądu, ale niewiele więcej ze sobą niosącą.  Na szczęście tak nie jest tym razem, bo twórcy "Twojego Vincenta" zadbali również o treść, rozpisując swój film na ciekawą, wciągającą opowieść.  Co niezwykłe i czego trudno było się spodziewać, film Doroty Kobieli i Hugh Welchmana jest interesującym kryminałem.  To historia młodego człowieka, syna szefa poczty, który ma za zadanie dostarczyć zawieruszony list od zmarłego Vincenta, do jego brata Theo van Gogha.  Bohater z początku niechętny, wyrusza w podróż, poznając po drodze kolejne osoby, które miały styczność ze sławnym malarzem, dowiadując się coraz więcej o jego życiu i tajemniczej śmierci, która nastąpiła rok wcześniej.  Postanawia, że dojdzie do prawdy, wierzy bowiem coraz mocniej, że Vincent nie popełnił samobójstwa, tylko został zamordowany.  Ta podróż bohatera ku prawdzie jest bardzo sprawnie rozpisana, wciąga, interesuje i powoduje, że choć zachwycamy się formą tego filmu, to nie jest ona tutaj najważniejsza.  Jest nieprawdopodobnym środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.

To co niesie ten film, to co powoduje, że jest on tak nieprawdopodobnie poruszający i wzruszający, to przepiękna muzyka Clinta Mansella.  Piękne dźwięki są idealnym tłem tej opowieści, ale jednocześnie są równie ważne co wizualna forma tego filmu.  Kompozycja Clinta jest jakby muzyczną reprezentacją zinterpretowanych obrazów van Gogha.  Mansell wzbija się na wyżyny, tworząc idealną oprawę muzyczną tego niezwykłego filmu, nadając mu urzekający klimat.  Już od pierwszych chwil, od napisów początkowych, łapie za serce i nie puszcza do samego końca.  Muzyka niesie ten obraz. Jest delikatna, tajemnicza, porywająca.  Przypomina momentami wcześniejszą pracę kompozytora przy "Źródle" Darrena Aronofskiego, równie niezwykłą, obłędnie piękną kompozycję, ale nie na tyle, by nie stanowić o samej sobie.  To między innymi właśnie dzięki muzyce Mansella "Twój Vincent" jest obrazem, który łapie za serce od pierwszych scen i niesie w zachwycie aż do ostatniego obrazu.  Kompozytorowi perfekcyjnie udaje się uchwycić w muzyce uczucia jakie wypływają z rozwijającej się tu historii - smutek za straconym życiem, melancholię za czymś co skończyło się zdecydowanie zbyt wcześnie, zachwyt nad niebywałym artystą, który wyprzedził swój czas, który choć niedoceniony za życia, zachwyca swoją twórczością od lat.  "Twój Vincent" jest dla niego filmowym hołdem.  Piękniejszego chyba nie można byłoby sobie wymarzyć.

poniedziałek, 09 października 2017, milczacy_krytyk

Polecane wpisy