Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Blade Runner 2049

2049

Blade Runner 2049Blade Runner 2049 (2017) Kanada, USA, Wielka Brytania

reżyseria: Denis Villeneuve
scenariusz: Hampton Fancher, Michael Green
aktorzy: Ryan Gosling, Harrison Ford, Ana de Armas, Jared Leto, Robin Wright, Dave Bautista, Mackenzie Davis, Sylvia Hoeks, David Dastmalchian, Barkhad Abdi, Lennie James
muzyka: Benjamin Wallfisch, Hans Zimmer
zdjęcia: Roger Deakins
montaż: Joe Walker

 (7/10)

Chyba najbardziej niesamowite w najnowszym filmie Denis Villeneuve jest to, jak bardzo niedzisiejszy jest to obraz. Podczas seansu ma się nieodparte wrażenie, że produkcja ta została nakręcona wiele lat temu. Oczywiście pomijając cały aspekt techniczny, bo pod tym względem film ten zdecydowanie zawyża dzisiejsze standardy. Jest jednak w klimacie, atmosferze tej produkcji coś, co powoduje, że kontynuacja „Blade Runnera” zdaje się być filmem, który powstał zaledwie kilka, a nie kilkadziesiąt lat po oryginale. Po pierwsze, co jest zupełnie niezgodne z dzisiejszymi regułami opowiadania historii, już po pierwszych pięciu minutach seansu otrzymujemy na tacy gigantyczny spoiler, który współcześni twórcy zwykle zachowaliby na sam koniec. Tu zostaje on wyjawiony bez żadnej pompy, ot tak, jakby był całkiem nieistotnym fragmentem historii. Potem na jaw wychodzi główny motyw tego widowiska, również całkiem spory zwrot akcji, który ma się wrażenie zostaje zaprezentowany jakby zbyt wcześnie. I wreszcie to co najbardziej tu zadziwia, to tempo tej historii. Niedzisiejsze nie tylko jak na standardy pędzących na złamanie karku blockbusterów, ale nawet w porównaniu do „zwykłych” filmów. Niespieszne, kontemplacyjne, rozciągnięte do granic możliwości, któremu bardzo blisko do sposobu w jaki opowiedziana została oryginalna historia w pierwszym filmie.

To wszystko powoduje, ze kontynuacja „Blade Runnera” choć zrealizowana trzydzieści pięć lat po filmie Ridleya Scotta, sprawia wrażenie filmu zatopionego nadal w latach osiemdziesiątych. Sprawia wrażenie filmu, który idealnie wywodzi się z pierwszej produkcji. Sequel nie jest uwspółcześnionym powrotem do świata znanego z pierwszego filmu. Jest przedłużeniem tamtej opowieści, rozszerzeniem, dopełnieniem. W podejściu do opowieści, w poszanowaniu źródła, bardzo bliski pierwszemu filmowi. Odetchnąć mogą z ulgą więc wszyscy Ci, którzy obawiali się, że duch oryginału zostanie gdzieś zagubiony, że Hollywood będzie chciało odcinać kupony od kultowego filmu i zamiast produkcji coś sobą reprezentującej, postawi na tak popularne dziś łatwe efekty i szybką akcję. Tej prawie w tym filmie nie ma, bo dynamicznych momentów i pościgów jest mniej więcej tyle ile pokazały nam zwiastuny, co dla produkcji trwającą ponad dwie i pół godziny, jest tylko nieznaczącym procentem. Od akcji ważniejszy jest tutaj klimat zniszczonej przyszłości. Klimat, który perfekcyjnie tworzony jest przez udaną ścieżkę dźwiękową ale przede wszystkim przez obłędne zdjęcia Rogera Deakinsa, który musi w tym roku wreszcie zgarnąć pierwszego, zasłużonego Oscara. Bo jeśli nie za ten film, to za co innego? Neonowe Los Angeles odgrodzone od oceanu wielkim murem, przykryte powoli opadającym z nieba śniegiem. Pustynne Las Vegas osnute pomarańczową mgłą. Pustkowie będące wysypiskiem śmieci, cmentarzyskiem gigantycznych statków. Właściwie każda scena to małe dzieło sztuki, każdy kadr to piękny obraz nadający się do oprawienia.

Historia opowiadana w „Blade Runner 2049” jest dość prosta. Właściwie można by ją streścić w kilku krótkich zdaniach. Ale w interesujący sposób kontynuuje i rozbudowuje wątki, które poruszone zostały w pierwszym filmie. Nie sprawia wrażenia kontynuacji dopisanej na siłę. Jest logiczną konsekwencją pierwszego filmu, interesującym dopowiedzeniem. Kontynuuje pytania jakie zawarte były w pierwszym filmie. Co tak naprawdę czyni z nas ludzi? Czy jest to tajemnicza dusza, czy może coś innego? Jak ważną rolę w życiu stanowią wspomnienia, jak kształtują nas samych? Sequel w niektórych przypadkach kieruje te pytania w przeciwnym kierunku, innym razem rozszerza je na inne sposoby. Zastanawiając się na przykład nad tym czy byt może istnieć bez ciała. Czy sama myśl, uczucia bez fizycznej, namacalnej reprezentacji mogą być uznawane za istotę równą ludziom? Sporo w tej produkcji znajduje się odniesień, mrugnięć oka, nawiązujących do pierwszego filmu. Chociażby na pozór niezrozumiałe testy jakie przechodzi jedna z postaci, czy przybliżanie zdjęć komendami głosowymi. Szkoda tylko trochę, że w kilku momentach kluczowych dla historii, film ten idzie na łatwiznę, wybiera zbyt proste skróty, które za bardzo naciągają tą opowieść. Poza tym na dłuższą metę powolne tempo, rozciąganie kolejnych scen do granic możliwości, staje się odrobinę męczące, a ogólny pesymistyczny, okrutnie zimny wydźwięk świata w jakim rozgrywa się ta historia powodują, że seans zdaje się nieludzki, pozbawiony życia. Wizualnie piękny, emocjonalnie niestety zbyt odległy.

środa, 25 października 2017, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
sasiblo
2017/10/30 17:14:46
a co powiesz o botoksie?
-
bascja
2017/10/31 11:07:39
jeszcze nie widziałam
-
nati94.1994
2017/11/02 11:12:24
super
-
edi94907
2017/11/02 15:20:59
no nawet :D