Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Spider-Man: Homecoming

powrót do korzeni

Spider-Man: HomecomingSpider-Man: Homecoming (2017) USA

reżyseria: Jon Watts
scenariusz: John Francis Daley, Jonathan Goldstein, Jon Watts, Christopher Ford, Chris McKenna, Erik Sommers
aktorzy: Tom Holland, Michael Keaton, Robert Downey Jr., Marisa Tomei, Jon Favreau, Gwyneth Paltrow, Zendaya, Donald Glover, Jacob Batalon, Laura Harrier, Tony Revolori, Bokeem Woodbine
muzyka: Michael Giacchino

zdjęcia: Salvatore Totino
montaż: Dan Lebental, Debbie Berman

 (8-/10)

"Spider-Man: Homecoming" jest trzecim kinowym wcieleniem historii o Człowieku - Pająku.  Najpierw była pierwsza trylogia Sama Raimi, która po przesadnie zatłoczonej części trzeciej gwałtownie została przerwana.  Później przyszedł czas na reboot, który choć błyszczał chemią pomiędzy głównymi bohaterami, nie odniósł wystarczającego sukcesu kasowego i po dwóch filmach został również zakończony. Teraz przyszedł czas na nowego pająka, najmłodszego ze wszystkich, bezpośrednio związanego z gigantycznym uniwersum, które od dobrych kilku lat buduje studio Marvel.  I ta najnowsza wersja opowieści o Peterze Parkerze jest jednocześnie wersją najbardziej udaną.  Jest lekka, zabawna, pełna młodzieńczej energii.  Główny bohater wreszcie jest beztroskim nastolatkiem, który potrafi dowcipnie skomentować każdą sytuację. To "Spider-Man" na którego długo się czekało, ale na którego warto było czekać.

Pomimo, że produkcja ta jest kolejnym nowym otwarciem, twórcy na szczęście oszczędzili nam typowego origin story, nie pokazując kolejny raz tego jak narodził się Spider-Man.  Doszli do słusznego wniosku, że nie ma sensu tracić na to czasu, szczególnie, że już dwukrotnie genezę tej postaci widzieliśmy w poprzednich filmach.  W "Homecoming" jesteśmy postawieni przed faktem dokonanym.  Wiemy, że Parker jest Spider-Manem.  To jak do tego doszło zostaje wspomniane zaledwie w jednym krótkim dialogu, na więcej na szczęście nie ma czasu.  Jednocześnie choć oszczędzono nam kolejnego wprowadzenia w tę znaną opowieść, sama historia, jaką twórcy opowiadają w tym filmie jest zaskakująco znajoma.  Mówi ona o dorastaniu do roli jaką ma się pełnić, o dojrzewaniu do dorosłego życia.  Czyli w pewnym sensie jest to opowieść o narodzinach bohatera, ale pozbawiona samego wstępu.  Historia poprowadzona została tutaj jednak na takim luzie, tak wdzięcznie i lekko, że ta po części powtórka z rozrywki nie razi, nie denerwuje, nie nudzi, bo zdaje się jakbyśmy oglądali całkiem nową, świeżą opowieść.

Świetne w najnowszych filmach Marvela jest to, że choć rozgrywają się ona w jednym uniwersum, twórcy starają się je odróżniać od siebie, nadawać indywidualne rysy.  "Spider-Man" zdaje się być jakby niezależną produkcją, takim „sundance’owym” filmem mówiącym o dojrzewających nastolatkach (fantastyczne postaci drugoplanowe: Ned, Michelle), ich rozterkach, przyjaźniach, pierwszych zauroczeniach, trudach przebywania w szkole, który przy okazji jest również opowieścią o Człowieku - Pająku.  Właśnie takie podejście do tego filmu powoduje, że tak świetnie się go ogląda, mając wrażenie, że ten szósty w kolejności film jest czymś zupełnie innym, nowym, ożywczym.  Dużo dobrego robi również to, że choć akcja rozgrywa się w uniwersum Marvela, choć jest połączona z poprzednimi filmami, to jednak są to połączenia bardzo gładkie, bardziej drugoplanowe dodatki (przezabawne cameo Kapitana Ameryki), niż kluczowe dla całości elementy, przez które produkcja ta sprawiałaby wrażenie tylko części gigantycznej układanki, kolejnego odcinka w filmowym serialu, oddalając się od bycia po prostu oddzielnym filmem, niezależną historią składającą się na świetne kino rozrywkowe.

Bardzo dobrym kierunkiem było również spuszczenie z tonu i pomniejszenie skali tej historii.  Tak jak "Ant-Man" był bardzo kameralnym filmem, w porównaniu do pozostałych produkcji Marvela, tak również i "Spider-Man" jest taką znacznie skromniejszą opowieścią. Stawka o jaką toczy się tutaj akcja jest znacznie niższa, ale wcale nie mniej ważna.  A właśnie przez takie mniejsze rozmiary tej opowieści, jest ona bardziej przejmująca, bardziej prawdziwa i ludzka.  Nie tylko pozwoliło to na ukazanie tego świata oczami zwykłych ludzi (widać wreszcie jak życie zmieniło się dla obywateli od momentu gdy superbohaterowie do niego dołączyli), ale także wreszcie udało się wykreować udanego przeciwnika dla głównego bohatera. Czarny charakter wreszcie jest przekonująco umotywowany, wreszcie chodzi mu o coś więcej niż tylko masowe zniszczenie.  Jego motywacja jest prosta, wręcz przyziemna, ale dzięki temu jest w pełni przekonująca. A sam Keaton w roli Vulture’a sprawdza się wyśmienicie.

sobota, 29 lipca 2017, milczacy_krytyk

Polecane wpisy