Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Strażnicy Galaktyki vol. 2

vol.2

Strażnicy Galaktyki vol.2Strażnicy Galaktyki vol. 2 (2017) USA

reżyseria i scenariusz: James Gunn
aktorzy: Chris Pratt, Zoe Saldana, Dave Bautista, Vin Diesel, Bradley Cooper, Michael Rooker, Karen Gillan, Pom Klementieff, Sylvester Stallone, Kurt Russell, Elizabeth Debicki, Chris Sullivan, Sean Gunn
muzyka: Tyler Bates
zdjęcia: Henry Braham
montaż: Fred Raskin, Craig Wood

 (7,5/10)

"Strażnicy galaktyki" byli seansem niespodzianką, niezwykle pozytywnym zaskoczeniem.  Filmem, który niespodziewanie zawojował box-office na całym świecie i dla wielu stał się ulubioną produkcją studia Marvel.  Choć był przedsięwzięciem ryzykownym, opartym na szerzej nieznanym komiksie, zachwycił widzów lekkością, humorem, oraz na pozór niedobranymi bohaterami, którzy tworzyli bardzo zgrany zespół.  Był inteligentną rozrywką, przypomnieniem, że kosmos może być miejscem w którym mogą rozgrywać się wielkie, rozrywkowe przygody.  To co najbardziej doskwierało tamtej produkcji, było również piętą achillesową większości filmów Marvela, a mianowicie słaby, nieprzekonujący czarny charakter, który na domiar złego był tylko pachołkiem większego przeciwnika, na którego dopiero przyjdzie czas w kolejnych filmach.  A szczęście jednak nie przysłaniał licznych pozytywów tej produkcji, nie psując ogólnie bardzo dobrych wrażeń z seansu. Nic więc dziwnego, że po sukcesie pierwszej części, kontynuacja była tylko kwestią czasu, a jej premiera była wielce wyczekiwana.

Kontynuacja "Strażników Galaktyki", awesome mix vol.2, jest właściwie taką wariacją na temat części pierwszej. To list miłosny do tamtego filmu, który przypadnie do gustu wszystkim fanom pierwszej części, bo bierze z niej wszystko to co najlepsze.  Od początku widać, że James Gunn miał wolną rękę przy kreacji tego widowiska, że świetnie bawił się rozwijając kolejną opowieść o Strażnikach.  Eksperymentując z historią jak i formą, pozwalając sobie na wielokrotne mruganie okiem do widza, wypełniając swój film przesadnymi ilościami humoru, bawiąc się możliwościami przedstawienia na ekranie właściwie wszystkiego co mogło pojawić się w jego wyobraźni.  Chociażby genialne cameo Davida Hasselhoffa czy Pac-mana.  Przez cały seans czuć tą twórczą swobodę, dzięki której kontynuacja jest zabawą w najczystszej postaci.  Filmem, który nie boi się iść po bandzie, który robi wszystko byleby tylko jak najbardziej zadowolić fanów, i to nie tyle komiksu, co fanów pierwszego filmu.

Już sama struktura tego obrazu jest nietypowa, i przez to pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu.  Trudno wyodrębnić tutaj pierwszy i drugi akt.  Właściwie tylko finał podporządkowuje się blockbusterowym prawidłom według których powinno być wybuchowo, efektownie i wzruszająco.  Przez bardzo długi czas właściwie nie wiadomo o co będzie toczyć się cała rozgrywka, na czym polegać będzie główna intryga.  Nie ma jasnego kierunku w którym podążałaby akcja, nie ma typowego pościgu za wzrastającym w sile czarnym charakterem, nie ma wyraźnego zagrożenia, które wisiałoby nad bohaterami.  Oczywiście pojawia się rasa Suwerennych ale bardziej w formie efektownego przerywnika, niż głównego wątku.  Sama akcja po dość szybkim prologu rozwidla się na kilka oddzielnych wątków, które dopiero pod koniec seansu zbiegają się ze sobą, ukazując sens tej opowieści.  I choć taki pozorny brak celu, choć takie rozlanie akcji na wielu bohaterów może z początku dziwić, bądź też nawet i irytować, wychodzi w sumie tej produkcji na dobre, bo zrywa z odtwarzanym do znudzenia schematem, udaje się zaprezentować coś innego, w natłoku bliźniaczo podobnych opowieści.

Co ciekawe, choć film ten jest całkiem efektowny, reżysera nie interesuje jedynie akcja, potyczki i kolejne sceny kosmicznej zawieruchy.  Momentami je wręcz ignoruje, jak chociażby w pomysłowym prologu, który zamiast na walkę z potworem plującym tęczą, zwraca uwagę na małego Groot'a.  Zupełnie jakby Gunn nie był zainteresowany akcją, jakby chciał ją zepchnąć gdzieś na dalszy plan, by jego film nie stał się kolejnym pustym akcyjniakiem, pędzącym od jednego pościgu do kolejnego.  To co znacznie bardziej interesuje reżysera, i to co stanowi o sukcesie tego filmu, to postaci.  Gunn poświęca zaskakująco wiele czasu by pokazać relacje ich łączące, pokazać rozterki i problemy z jakimi muszą się zmagać, pokazać ewolucję jaką przechodzą od pierwszego filmu.  Stąd wątek ojcowski i historia o poszukiwaniu ojca, ale i pragnieniu potomstwa.  Stąd historia dwóch skłóconych sióstr, które starają się odbudować bardzo skomplikowaną, bolesną relacją.  Stąd opowieść o odgradzaniu się od ludzi i świata w celu ochrony samego siebie, swoich uczuć.  Sednem tego obraz zamiast wybuchowej, kolorowej akcji stają się emocje jak i postaci.  A ponieważ nie da się nie kibicować tej niedobranej bandzie dziwaków, seans wciąga właściwie od samego początku.

Nieźle w kontynuacji wypadają również nowi bohaterowie, chociażby Mantis - empatka nie nauczona relacji międzyludzkich przez co mówiąca dokładnie to co myśli, co pociąga za sobą mnóstwo niezręcznych ale i zabawnych sytuacji.  Na bliższy plan wysuwa się tym razem Drax, który wraz z Mantis świetnie się uzupełnia, rzucając żartami właściwie w każdej scenie w jakiej się pojawia. Świetnie wygląda tutaj również Kurt Russell jako Ego, bardzo swobodnie bawiący się swoją rolą.  Warto wspomnieć również o soundtracku, który przepełniony jest piekielnie dobrze dobranymi piosenkami, które idealnie wpisują się w obraz.  Jednak choć ten blockbuster mija całkiem szybko, choć jest zabawny, przyjemny, pomysłowy, to jednak po seansie ma się odczucie, że czegoś w nim jednak zabrakło.  Seans się kończy, przewijają się napisy końcowe, wraz z pięcioma scenami dodatkowymi, ale nic nie pozostaje w pamięci na dłużej.  Stając się obrazem tylko na raz, blockbusterem, który zachwyca tylko w momencie swojej obecności na wielkim ekranie.  Być może problem tkwi w tym, że brakuje tym razem tego elementu zaskoczenia jaki towarzyszył części pierwszej? A może tak po prostu ma być, i akurat od Strażników nie powinno się wymagać niczego więcej jak tylko kolorowej, radosnej rozrywki do popcornu?

środa, 17 maja 2017, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: mihu, *.play-internet.pl
2017/05/18 12:39:45
Pierwsza część mi się podobała niesamowicie. Druga widzę, że też zapowiada się nieźle !
-
Gość: Ania, *.play-internet.pl
2017/05/26 08:44:48
Polecam drugą cześć! Jest bardzo dobrą kontynuacją jedynki!