Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Life

Calvin

LifeLife (2017) USA

reżyseria: Daniel Espinosa
scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick
aktorzy: Jake Gyllenhaal, Rebecca Ferguson, Ryan Reynolds, Olga Dykhovichnaya, Ariyon Bakare, Hiroyuki Sanada
muzyka: Jon Ekstrand
zdjęcia: Seamus McGarvey
montaż: Mary Jo Markey, Frances Parker

 (6/10)

Niedaleka przyszłość.  Na międzynarodowej stacji kosmicznej sześcioro astronautów od blisko ośmiu miesięcy przygotowuje się na odebranie próbek jakie zostały wysłane z Marsa.  Najprawdopodobniej zawierają one ślady życia pozaziemskiego.  Misją naukowców jest bezpieczne odebranie próbek oraz dokładne ich przebadanie.  I faktycznie, dość szybko okazuje się, że w glebie zebranej na Marsie odnaleziona zostaje pojedyncza, żywa komórka.  Niepodważalny dowód na istnienie życia innego niż to które znamy.  Naukowcom udaje się wybudzić zahibernowaną komórkę.  Szybko odkrywają, że jest ona samowystarczalnym organizmem: jednocześnie mięśniem, okiem i mózgiem.  Od momentu przebudzenia bardzo szybko się rozrasta i zaczyna poznawać terytorium - szklaną kapsułę w której jest zamknięta.  Oczywiście nie trudno się domyślić, że gdy tylko obcy organizm nabierze masy, zechce wydostać się z tego zamknięcia.  Nie trudno się również domyślić, że nowe życie stanie się zagrożeniem dla dotychczasowego życia - czyli dla astronautów.  I tak rozpoczyna się film, który w najprostszy sposób można opisać jako połączenie „Obcego” z „Grawitacją”.  Sprawne, choć rozczarowujące sci-fi. 

Początek jest całkiem obiecujący.  Co prawda scena akcji odbierania nadlatujących próbek jest przesadnie rozbuchana, ale świetna praca kamery, która lewituje wraz z bohaterami w całkiem sporej stacji kosmicznej, szybki montaż i dobrze budowany klimat wciągają w tę historię.  Wstęp jest bardzo krótki i właściwie od początku akcja rusza z kopyta.  Twórcy nie bawią się w ukrywanie pozaziemskiego bohatera (to odróżnia ten film chociażby od „Obcego”), i ukazują nam obcą formę życia od samego początku w pełnej okazałości, jak pod mikroskopem. Film ten nie jest horrorem, a bliżej mu do filmu akcji, w którym wydarzenia raz wprawione w ruch nie zatrzymują się już do samego końca - tu blisko do "Grawitacji".  Cały drugi akt jest właściwie nieustającą konfrontacją obcej formy z astronautami, próbą utrzymania życia po obu stronach.  Po stronie ludzi broniących się przed Marsjaninem, oraz po stronie Obcego, który za wszelką cenę stara się rozrosnąć do pełnej formy.  I film ten świetnie sprawuje się w początkowych stadiach rozwoju obcej formy życia.  Twórcy budują atmosferę narastającego zagrożenia, ciekawie rozgrywają kolejne sceny akcji.  Całość trzyma w napięciu, momentami zaskakuje.  Niestety w pewnym momencie ten rozpędzony film akcji wymyka się spod kontroli i odlatuje w kierunku filmidła w którym ciężko szukać jakiegokolwiek sensu.  

Od momentu gdy rozpoczyna się walka z czasem, gubi się gdzieś podstawowa logika.  Kolejne zwroty akcji stają się tylko efektownymi i w założeniu szokującymi wydarzeniami, do których jednak nie prowadzi żadna logiczna czy wytłumaczalna droga.  Tak jakby twórcy bardzo chcieli zobaczyć na ekranie pewne określone obrazy, zainscenizować konkretne sceny, ale zapomnieli wymyślić jak do niech dotrzeć w przekonujący sposób, więc wybrali drogę na skróty, byleby szybciej, byleby głośniej, byleby odegnać od widzów rodzące się pytania i wątpliwości.  A przez to choć nie da się ukryć, że film ten przez dłuższy czas bardzo dobrze trzyma w napięciu, to końcówka zamiast szokować, zaskakiwać jednak zawodzi, i pozostawia uczucie zmarnowanej szansy.  Filmu, który świetnie się rozpoczynał, ale nie utrzymał odpowiedniego poziomu do samego końca.  Rozczarowuje tutaj również zaniedbanie postaci astronautów.  Jest ich zaledwie sześcioro, ale nie wiemy o nich właściwie nic.  Każdą z postaci można scharakteryzować zaledwie kilkoma słowami. Młody ojciec, doktor epidemiolog, astronauta – człowiek najdłużej przebywający w kosmosie, dowcipkujący koleś o dobrym sercu, biolog zafascynowany nową formą życia, oraz Rosjanka.  Chciałoby się trochę więcej od filmu, który z początku zapowiada się na kino odrobinę ambitniejsze od zwykłego filmu akcji rozgrywającego się w kosmosie.  Niestety „Life” jest tylko tym drugim.

sobota, 25 marca 2017, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
milczacy_krytyk
2017/03/29 11:51:14
test