Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila






   Współpraca:












abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
To tylko koniec świata

burza w szklance wody

To tylko koniec świataTo tylko koniec świata (2016) Francja, Kanada

reżyseria i scenariusz: Xavier Dolan
aktorzy: Gaspard Ulliel, Vincent Cassel, Marion Cotillard, Léa Seydoux, Nathalie Baye
muzyka: Gabriel Yared
zdjęcia: André Turpin
montaż: Xavier Dolan

na podstawie: sztuki Jean-Luc Lagarce

 (7/10)

Xavier Dolan, dwudziestoośmioletni reżyser z Kanady, okrzyknięty złotym dzieckiem przemysłu filmowego, prezentuje swój szósty obraz w dorobku.  Podobnie jak poprzedni film Dolana czyli "Tom", tak również "To tylko koniec świata" jest prostą historią opartą na sztuce teatralnej.  To film, który zgarnął na ostatnim festiwalu w Cannes Grand Prix, jednakże nie zachwycił krytyków tak jednogłośnie jak pierwsze produkcje młodego Kanadyjczyka.  "To tylko koniec świata" prezentuje historię, która rozgrywa się "gdzieś, już jakiś czas temu".  To opowieść o Louisie, który po dwunastu latach wraca do rodzinnego domu by spotkać się po tak długiej przerwie z matką, bratem, jego żoną (której kompletnie nie zna bo dołączyła do rodziny podczas jego nieobecności), oraz z siostrą (która go nie pamięta, bo była jeszcze małym dzieckiem gdy wyjechał).  Louis przyjeżdża by spotkać się z nimi wszystkimi i by coś im powiedzieć.  Nie wie tylko jak się do tego zabrać, jak przekazać im to, po co przyjechał.  Czeka więc na odpowiedni moment, bo prawda nie może mu przejść przez usta.

Dolanowi z pewnością udaje się to co przerosło niejednego twórcę realizującego film na podstawie sztuki.  Jego produkcja choć rozgrywa się przede wszystkim w niewielkim mieszkaniu, choć jest rozegrana na pięcioro aktorów, a swoje źródło ma w deskach teatru, nie sprawia wrażenia sztuki, którą na siłę przeniesiono na wielki, srebrny ekran.  Nie ma w niej tej męczącej atmosfery teatralności.  Dolanowi udało się stworzyć pełnoprawny film.  Kameralny, niewielki, ale jednak film, który jest w pełni obrazem kinowym.  Choć napędzają go słowa, zostaje opowiedziany poprzez ruchome obrazy oraz dźwięki.  Dolan bawi się obrazem, całą historię ukazując w przesadnych zbliżeniach skupiających się przede wszystkim na twarzach bohaterów, które przez większą część seansu zajmują cały ekran.  W nienaturalnie bliskich odległościach obserwuje ich mimikę, spojrzenia.  Bawi się ostrością obrazu, tym, że przedmioty jak i postaci przechodzą z nieostrego obszaru na pierwszy, wyraźny plan, bądź też na odwrót.  Przeplata swoją historię chwilami wybranymi z przeszłości, wspomnieniami do których powracają bohaterowie, a które przypomina muzyka, piosenki, świetnie dobrane i wplecione w tę historie.  Na szczęście tym razem jego film nie ma zacięcia kinowego teledysku, tak jak to miało miejsce w przypadku kilku poprzednich dokonań Dolana, i muzyka choć ważna nie staje tutaj na pierwszym planie.

To co jednak najbardziej przeszkadza, denerwuje i męczy w tym filmie, to przesadna ekspresja, przesadna wylewność emocji  i uczuć, jaką przejawiają bohaterowie.  Wszystko zostaje tutaj wykrzyczane, wygarnięte i wyolbrzymione do kwadratu.  Jakby im głośniej, im szybciej, im brutalniej, znaczyło bardziej prawdziwie.   Pod koniec te kolejne kłótnie, przesadnie ekspresyjne wymiany zdań, zaczynają męczyć, denerwować i nudzić.  Bo ileż można.  Tym bardziej, że jest tu całkiem sporo spokojnych, zamkniętych w milczeniu scen, które mówią znacznie więcej niż te nabuzowane kłótnie.  Chociażby moment podczas jednego z pierwszych posiłków pomiędzy żoną brata (świetna Cotillard w roli stłamszonej kury domowej), a głównym bohaterem, gdy ona wyczuwa jego smutek, zauważa cierpienie w jego zachowaniu, w wzroku, i wygląda na to, że domyśla się całej prawdy.  Albo inny moment, gdy po długiej rozmowie z matką, bohater przytula się do niej i w tym uścisku, w spojrzeniach, zawiera się te dwanaście lat nieobecności, niezrozumienia, tęsknoty, miłości, żalu i pragnienia normalności.  Szkoda, że tych chwil pomiędzy wykrzyczanymi słowami nie ma w tym całkiem udanym filmie jednak więcej.  Paradoksalnie właśnie wtedy mówiłby i znaczył znacznie więcej.

środa, 15 lutego 2017, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy