Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Moonlight

Little Chiron Black

MoonlightMoonlight (2016) USA

reżyseria i scenariusz: Barry Jenkins
aktorzy: Trevante Rhodes, Andre Holland, Janelle Monáe, Ashton Sanders, Jharrel Jerome, Naomie Harris, Mahershala Ali, Alex R. Hibbert
muzyka: Nicholas Britell
zdjęcia: James Laxton
montaż: Nat Sanders, Joi McMillon

 (8/10)

"Moonlight" to film zaklęty w obrazach, spojrzeniach i muzyce.  Hipnotyzujący, magnetyczny, nieprawdopodobnie subtelny. Film smutny, przygnębiający, ale jednocześnie w jakiś przedziwny sposób piękny, uwznioślający.  Jest płynącą w swoim powolnym (ale świetnie odmierzonym) tempie historią podzieloną na trzy rozdziały, które pochylają się nad jednym bohaterem, ukazując jego dzieciństwo, czas gdy był nastolatkiem, oraz fragment jego dorosłego życia.  Ten intymny, bliski ale jednocześnie nadzwyczaj delikatny portret bohatera ukazuje jego przemianę, jego dorastanie, oraz próbę odnalezienia swojej drogi, tego kim tak naprawdę jest.  Jego dzieciństwo nie należy do łatwych.  Mieszka z samotną matką, która znęca się nad nim psychicznie.  Jest chudy, nieduży, nieśmiały i strasznie zamknięty w sobie, co powoduje, że jest bardzo łatwym celem w szkole, w której nieustannie mu wszyscy dokuczają, wyzywając między innymi od pedałów.

"Moonlight" jest filmem przede wszystkim fenomenalnie zagranym.  Charon na trzech etapach swego życia, choć sportretowany przez trzech różnych aktorów, jest jedną i tą samą osobą.  Co szczególnie widać w trzecim segmencie tego obrazu, gdy obserwujemy już jego dorosłe życie.  I choć z pozoru bardzo się zmienił - wygląda zupełnie inaczej, jest napakowany, ma złote zęby, zdaje się być kimś twardym i pewnym siebie, gdy tylko spotyka przyjaciela z dawnych lat, od razu powraca w nim dawny, zestresowany, niepewnie stąpający, niewiele mówiący chłopak, który zawsze trzymał głowę nisko zwieszoną w dół, który nigdy i nigdzie nie czuł się bezpiecznie.  Fenomen aktorstwa w tym filmie polega między innymi na tym, że rozgrywa się ono w niewielkich gestach, w spojrzeniach, w intencjach.  Nie jest wykrzyczane, nie jest przesadnie rozemocjonowane, ekspresyjne.  Jest spokojne, delikatne, bardzo powściągliwe, a przez to właśnie tak niezwykłe, tak mocno skupiające na sobie uwagę.  Najbardziej emocjonalną rolę ma tutaj do odegrania Naomi Harris, która wciela się w postać matki głównego bohatera i wtapia się w tę bohaterkę tak perfekcyjnie, że aż trudno ją z początku rozpoznać.  Gra samotną, zniszczoną kobietę, która ledwo wiąże koniec z końcem, która popada w uzależnienie od narkotyków, która wywiera ogromną presję na swoim synu, znęca się nad nim psychicznie. Jest chwiejna, niestabilna, uzależniająca.  Z jednej strony odrzuca Chirona, z drugiej szantażuje go emocjonalnie, nie dając mu jej opuścić.  Niebywała rola, tym bardziej, że zagrana na planie w zaledwie trzy dni, a przecież tak trudna, złożona i poruszająca.  Ukazująca bohaterkę również przechodzącą swego rodzaju przemianę na przestrzeni kilkunastu lat.  I tak jak Charon dorasta, zmienia się wchodząc w dorosły wiek, tak i ona starzejąc się, staje się w pewnym stopniu kimś innym.

"Moonlight" jest przede wszystkim filmem o dorastaniu.  O szukaniu dla siebie odpowiedniej drogi.  O walce z otoczeniem, z rodziną, obcymi ludźmi, którzy stają na przeciw dorastającej jednostce.  To opowieść o szukaniu własnego ja, szukaniu dobra i bliskości, którego jeśli nie zazna się za młodu, nieustannie będzie się szukać w dalszym, dorosłym życiu, często niestety bezskutecznie.  To piękna i nieszablonowa historia mówiąca o szukaniu własnej tożsamości, o godzeniu się ze swoją naturą, akceptowaniu siebie takim jakim się jest, a nie takim jakiego chce widzieć w nas środowisko, inni ludzie.  To historia chłopaka, którego droga do dorosłości jest niezwykle trudna, bo stoją na niej prawie wszyscy, włącznie z nim samym i gdyby nie garstka życzliwych ludzi, których spotyka po drodze, z pewnością stoczyłby się na samo dno.  Historia może nie poruszająca do żywego, i nie wywołująca wielkich emocji (w końcu sam film jest bardzo zachowawczy) ale przyciągająca, hipnotyzująca na tyle, że momentalnie i absolutnie wciąga w swój niezwykle żywy, prawdziwy, barwny i odczuwalny świat.  Świat, który się słyszy, widzi, czuje, i z którego trudno wyjść po zakończonym seansie.  Bardzo dobre kino.

sobota, 25 lutego 2017, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy