Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Pasażerowie

sleeping beauty

PasażerowiePasażerowie (2016) USA

reżyseria: Morten Tyldum
scenariusz: Jon Spaihts
aktorzy: Jennifer Lawrence, Chris Pratt, Michael Sheen, Laurence Fishburne
muzyka: Thomas Newman

zdjęcia: Rodrigo Prieto
montaż: Maryann Brandon

 (6/10)

"Pasażerowie" byli jednym ze scenariuszy, który kilka lat temu znalazł się na słynnej czarnej liście najciekawszych, ale jeszcze niezrealizowanych projektów.  Do produkcji filmu na podstawie tego skryptu przymierzanych było wielu znanych twórców, do głównych ról ogłaszanych było wiele sławnych aktorów.  W końcu stanęło na Mortenie Tyldum (twórca "Gry tajemnic"), a do obsady wybrano Jennifer Lawrence oraz Chrisa Pratta, czyli jedne z najgorętszych nazwisk w dzisiejszym Hollywood.  Ona błyszczy po sukcesach w "Igrzyskach śmierci", on jest twarzą nowego "Jurassic Park" oraz "Strażników Galaktyki".  Mając tych dwoje na pokładzie "Pasażerowie" byli skazani na sukces.  Problem jednak w tym, że film ten był obliczony na wielomilionowy sukces, a więc mimo ciekawego punktu wyjściowego musiał wpisać się w bezpieczne schematy hollywoodzkiego widowiska w którym wszystko dobrze się kończy i nie ma za dużo miejsca na poważne rozmyślanie.  Inaczej nikt nie wyłożyłby na ten film tak wielkich pieniędzy.  I tak projekt mający w sobie ogromny potencjał zadowolić się musiał przeciętnością.

"Pasażerowie" są filmem wyraźnie podzielonym na trzy części. Pierwsza jest zdecydowanie najciekawsza.  James budzi się przypadkiem ze snu w komorze hibernacyjnej znajdującej się na ogromnym statku, lecącym w kierunku nowej ludzkiej kolonii.  Problem polega na tym, że jest jedyną osobą, która się obudziła, a do celu pozostało jeszcze dziewięćdziesiąt lat lotu.  I tak pierwszy akt staje się spojrzeniem na samotnego mężczyznę, który musi pogodzić się z myślą, że nigdy nie dotrze do celu, że umrze sam na gigantycznym statku i nie będzie mu dane to nowe, wymarzone życie na pozaziemskiej kolonii.  Co z tego, że do dyspozycji ma wszystkie wygody jakie oferuje statek, co z tego, że może robić wszystko co mu się żywnie podoba.  Jest sam.  Z nikim nie może porozmawiać, z nikim nie może dzielić swojego życia.  James po pewnym czasie zaczyna popadać w obłęd i wtedy przypadkiem trafia na kapsułę Aurory, młodej pisarki, która zdecydowała się na tę podróż, by móc ją potem opisać.  James zakochuje się w dziewczynie i zaczyna rozważać wybudzenie jej ze snu.  I tu pojawiają się liczne wątpliwości, dylematy moralne oraz świadomość tego, jak samolubny byłby to czyn.  Obudzenie Aurory skazywałoby ją na taki sam los jaki czeka Jamesa.  Bohater ingerując w jej sen skazywałby ja na śmierć, dosłownie odbierałby jej życie.  Jednak samotność, uczucie pustki i opuszczenia są tak wielkie, że bohater mimo wątpliwości decyduje się na ten krok.  I wtedy rozpoczyna się druga część tego filmu, w którym ona i on zaczynają się poznawać, i coś do siebie czuć.  Jest to trochę romans, trochę komedia romantyczna, ale nie tak wyrazista jak sugerowały to zwiastuny.  Poza tym cały czas w powietrzu unosi się myśl, że prawda kiedyś będzie musiała wyjść na jaw i wtedy sielanka tych dwojga z pewnością się skończy.

Schody zaczynają się niestety wraz z trzecim aktem, gdy statek zaczyna się coraz poważniej psuć.  Wtedy z ciekawego, zadającego całkiem poważne i trudne pytania sci-fi obraz ten zamienia się w naciągany film akcji.  Film, który musi mieć szczęśliwe zakończenie, chociaż wszystko nam mówi, że ta historia z całą pewnością by go nie miała.  Film, który zapomina o wszystkich pytaniach i wątpliwościach jakie miał w swych pierwszych dwóch aktach, zapomina o okropnym czynie jakiego dopuścił się główny bohater, i co gorsza staje się do bólu umowny, naciągany, nieznośnie hollywoodzki.  To taka ładna bajka, wykreowana przez amerykańskich producentów, wymuszona by wszyscy żyli długo i szczęśliwie.  Fałszywa i rozczarowująca.  Nie byłoby to tak dołujące gdyby nie pierwsze dwa akty i świadomość tego, jak zdecydowanie ciekawiej można było poprowadzić tę historię.  Szkoda zmarnowanego potencjału.

piątek, 30 grudnia 2016, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
paula95.5
2017/01/02 14:21:50
oooo musze obejrzeć
-
zosia.96
2017/01/02 14:55:09
uwielbiam aktorów, którzy tu grają
-
krisskala
2017/01/05 14:06:59
Uwielbiam książkę, więc mam nadzieję że film jej dorówna...
-
monadaily
2017/01/23 12:04:32
:)