Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Julieta

harlequin

JulietaJulieta (2016) Hiszpania

reżyseria i scenariusz: Pedro Almodóvar
aktorzy: Emma Suárez, Adriana Ugarte, Daniel Grao, Inma Cuesta, Michelle Jenner, Darío Grandinetti, Rossy de Palma, Susi Sánchez, Pilar Castro, Joaquín Notario, Nathalie Poza
muzyka: Alberto Iglesias
zdjęcia: Jean-Claude Larrieu
montaż: José Salcedo

na podstawie: opowiadania Alice Munro

 (5/10)

Wielki powrót Almodovara, mówili.  Film, którym hiszpański reżyser wraca do formy.  Film, na który warto było czekać.  No niestety nie do końca, bo choć "Julieta" nie jest tak nieudana jak "Przelotni kochankowie", to daleko jej do dawnych filmów reżysera.  I choć tendencja wzrostowa może cieszyć, to jednak po seansie pozostaje spory niedosyt, że Almodovar zaprezentował nam tak w sumie dość obojętny film.  Film harlequin, strasznie prosto napisany, przewidywalny, w którym choć coś się dzieje, to do niczego to dzianie się nie prowadzi.  Bo to taka na siłę łzawa opowiastka, która choć może i ładnie wygląda, to jednak budzi emocje jedynie na wierzchu, nie dotykając tego co wewnątrz.

Julieta to dojrzała kobieta, która wraz ze swoim partnerem ma zamiar wyjechać z rodzinnej Hiszpanii.  Jednakże wtedy, zupełnie przypadkiem dowiaduje się, że pewna znajoma z dawnych lat widziała jej córkę.  Córkę, która wiele lat temu, nagle, zerwała całkiem kontakt z matką i wybrała inne życie.  Julieta przez wiele lat nie mogła pogodzić się z tym odrzuceniem przez własne dziecko, dlatego bez chwili wahania decyduje się powrócić do dawnego domu, bo w ten sposób ma nadzieję odzyskać kontakt ze swym dzieckiem.  A tam, zaczyna rozpamiętywać swoje młodzieńcze lata, to jak poznała ojca swej córki, to jak wyglądało ich wspólne życie.  I, to tyle.

Największym problemem „Juliety” jest to, że jest to film, który nie potrafi się rozwinąć, nie potrafi przejść do właściwej historii.  Jego wstęp trwa bez końca i ciągle czeka się na rozpoczęcie tej głównej opowieści, na jakiś zwrot akcji, który spowoduje, że oprócz przewijających się wspomnień bohaterki, również zadzieje się coś w jej teraźniejszym życiu.  Almodovar woli jednak melodramat z przeszłości, tę bardzo prostym językiem rozegraną historię w której każdy z bohaterów coś przeżywa, z jakiegoś powodu cierpi.  Tragedia goni tragedię, teatralny dramat razi swoją sztucznością.  Uczucia, emocje są tu przesadnie rozbuchane, tak jak przesadnie jaskrawe bywają stroje w jakich paradują piękne bohaterki. 

Po tym nieustannym zaglądaniu w przeszłość bohaterki, oczekiwałoby się, że w końcu będzie ono miało jakieś przełożenie na bieżące wydarzenia.  Problem jednak w tym, że ta nudna opowieść woli rozpamiętywanie dawnych uczuć, niż prezentowanie nowych zdarzeń.  Denerwująca jest strasznie maniera, z jaką Almodovar prowadzi ten film, nie poprzez ukazywanie zdarzeń, ale przez mówienie o nich.  Bohaterki wkraczają na scenę i z przejęciem oznajmiają co się u kogo dzieje, bądź co się stało.  Jakby tych zdarzeń nie można było po prostu pokazać.  Całość kończy się na niczym.  Julieta nie przechodzi żadnej przemiany, a gdyby nie interwencja z zewnętrz, to rozpamiętywanie dawnych dziejów, do niczego by jej nie doprowadziło.  Całość urywa się w momencie w którym tak naprawdę mogłaby się dopiero rozkręcić.

sobota, 17 września 2016, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy

Komentarze
asija90
2016/09/18 10:17:14
nie lubię hiszpańskich filmów
-
adriana92
2016/09/22 09:25:32
nie moje klimaty