Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Boska Florence

authenticity

Boska FlorenceBoska Florence (2016) USA, Wielka Brytania

reżyseria: Stephen Frears
scenariusz: Nicholas Martin
aktorzy: Meryl Streep, Hugh Grant, Simon Helberg, Rebecca Ferguson, Nina Arianda, Stanley Townsend, Allan Corduner, Christian McKay, David Haig, John Sessions, Brid Brennan, John Kavanagh
muzyka: Alexandre Desplat
zdjęcia: Danny Cohen
montaż: Valerio Bonelli

 (7/10)

Stephen Frears świetnie balansuje w tym filmie pomiędzy lekką komedią pomyłek, a wzruszającym dramatem.  Pomiędzy smutnymi momentami, które grają na emocjach, a rozbrajającymi scenami występów czy prób śpiewu głównej bohaterki, podczas których nie da się nie zaśmiać.  Popis odpowiedniego wyważenia poszczególnych elementów, które nigdy nie przeważają w jedną czy drugą stronę.  Tworząc opowieść o wielkiej miłości, niespełnionym życiu, ogromnym zamiłowaniu do muzyki, o marzeniach spełnianych za wszelką cenę, o próbach zaklinania rzeczywistości dla najbliższej osoby i wreszcie o przyjaźni w imię której pokonuje się swój strach i swoje uprzedzenia.  Jest tu kilka pięknych wzruszających scen jak chociażby moment gdy Florence odwiedza swojego pianistę McMoona w jego skromnym mieszkaniu i wspólnie grają Chopina.  Jest też sporo rozbrajających chwil, szczególnie przy pierwszych występach Florence, a także takich, podczas których wstrzymuje się oddech - finałowy występ w Carnegie Hall.

Świetnie została poprowadzona akcja promocyjna tego filmu.  Bardzo dobrze, że nie dano nam posłuchać w zwiastunach i materiałach promocyjnych na czym polegała wyjątkowość głosu Florence.  Właśnie dzięki temu jej pierwszy występ robi naprawdę wielkie wrażenie - jest całkowitym zaskoczeniem.  Ale dzieje się tak w ogromnej mierze również dzięki perfekcyjnemu wykonaniu Meryl Streep, która z tej postaci najgorszej śpiewaczki operowej nie czyni karykatury.  Jej śpiewu nie można nazwać fałszem, to coś więcej.  Jej Florence kocha muzykę i kocha śpiew, sęk jednak w tym, że nie do końca słyszy to jak śpiewa.  Przez to jej śpiew to taka mikstura poprawnych dźwięków, wielkiego zaangażowania, i wielu niewłaściwych tonów, które wkradają się tu i ówdzie.  Zaskakujące krzyki, wahnięcia, które stosuje gdy brak jej tchu, bądź musi wyśpiewać dźwięki dla siebie nieosiągalne.  Ponadto Streep rewelacyjnie oddaje sposób śpiewania prawdziwej Florence, co można porównać podczas napisów końcowych w czasie których w tle leci autentyczna nagranie śpiewu Florence sprzed lat.   

Film ten z pewnością nie udałby się gdyby nie występujący tu aktorzy.  Duet Streep - Grant jest perfekcyjny i to na nich unosi się ten film.  Ona po pierwsze genialnie radzi sobie w partiach śpiewanych, które ogląda się z uśmiechem na twarzy, z drugiej strony przejmująco portretuje kobietę, która prawie całe swoje życie przeżyła z chorobą.  Kobietę, której miłość do muzyki, jak również miłość do pewnego niezwykłego mężczyzny, pozwoliły na długie życie.  Genialny jest też Hugh Grant, który wciela się w skomplikowaną postać męża Florence, stając się niespodziewanie i przeciwnie do tytułu tego filmu, jego głównym bohaterem.  To Anglik, który marzył o byciu aktorem, który całe życie poświęcił na spełnianiu marzeń swojej żony, który za cichym przyzwoleniem jej samej wiódł podwójne życie, opiekując się Florence, ale mając również na boku dziewczynę, z którą łączyły go bardziej intymne relacje.  Świetna rola.

poniedziałek, 12 września 2016, milczacy_krytyk

Polecane wpisy