Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
High-Rise

kinderparty

High-RiseHigh-Rise (2015) Wielka Brytania

reżyseria: Ben Wheatley
scenariusz: Amy Jump
aktorzy: Tom Hiddleston, Jeremy Irons, Sienna Miller, Luke Evans, Elisabeth Moss, James Purefoy, Keeley Hawes
muzyka: Clint Mansell
zdjęcia: Laurie Rose
montaż: Ben Wheatley, Amy Jump

na podstawie: powieści J.G. Ballarda "Wieżowiec"

 (4/10)

"High-Rise" jest filmem zrealizowanym na podstawie powieści z połowy lat siedemdziesiątych.  To opowieść w której wielki wieżowiec wykorzystywany jest jako metafora społecznych podziałów klasowych.  Miejsce, którego dolne kondygnacje zamieszkiwane są przez klasę średnią, a wyższe piętra, ogromne penthousy, należą do tych najbogatszych.  Braki w dostawie prądu, problemy z zsypem do śmieci, mniej dziennego światła i gorsze warunki do życia bardzo szybko stają się przyczynkiem do buntu.  Buntu przez który w życie wszystkich mieszkańców wieżowca wedrze się postępujący chaos.  Dość podobny koncept kilka lat temu pojawił się w kinie za sprawą ekranizacji komiksu "Snowpiercer".  Tam zamiast wieżowca był pociąg i kolejne wagony, im bardziej oddalone od lokomotywy, tym zamieszkiwane przez biedniejszych pasażerów.  O ile jednak w "Snowpiercer" chodziło bardziej o polepszenie statusu najbiedniejszych, poprzez dojście do lokomotywy, tak w "High-Rise" chodzi przede wszystkim o rozpad.  Co ciekawe jednak choć tamta ekranizacja komiksu była przede wszystkim efektownym filmem akcji, zawierała ciekawszą, bardziej pogłębioną, dokładniejszą analizę nierówności społecznych niż ten brytyjski film, który zdawać by się mogło, jako reprezentant kina ambitnego, powinien na tym polu zdecydowanie wygrywać.

Problem z "High-Rise" polega na tym, że produkcja ta zatrzymuje się na błyskotkach. Ładnych, pieczołowicie zaaranżowanych scenach, oddzielnych, udziwnionych sytuacjach, które następują jedna po drugiej.  Przez takie przeplatanie oddzielnych scen, spojrzeń na kolejnych mieszkańców wieżowca, tworzy się z tej produkcji ładna z wyglądu sieczka, przepełniona wątkami i postaciami, w której związek przyczynowo-skutkowy ledwo co istnieje, a kolejne inscenizacje stają się ważniejsze od historii samej w sobie.  Przez to film ten ogląda się jak zbiór scen, teatralnych przedstawień wystawianych przez kolejnych aktorów tego dramatu.  A przez takie rozczłonkowanie akcji na oddzielne elementy gubi się gdzieś narastający klimat buntu wśród mieszkańców dolnych pięter.  Jedna sytuacja z uciekającym światłem, ze dwie imprezy i nagle wszyscy zaczynają wariować, tracić rozum i demolować swoje miejsce zamieszkania.  Rozpoczyna się ogromna impreza w trakcie której nie obowiązują żadne reguły, a ludzie nie przejawiają żadnych zahamowań.  Taki Bang Gang tylko, że w dorosłym wydaniu.  Jakby wszyscy nagle zapomnieli o własnym życiu, o tym, że poza wieżowcem istnieje normalny świat.  Zaczyna rządzić chaos, nieporządek, ale są one zupełnie nieprzekonujące bo z niczego nie wynikają.  Szczególnie patrząc na wyższe piętra, które również tracą rozum.  Bunt dzieje się nie dlatego, że wynika z kolejnych scen, z rozwoju wypadków, ale dlatego, że musi się zdarzyć, bo tego wymaga koncept na ten obraz.

Nie da się jednak odmówić "High-Rise" tego, że od strony wizualnej film ten prezentuje się wyśmienicie.  Z jednej strony bardzo mocno zaznacza punkt czasu z jakiego wywodzi się książka będąca jego źródłem, a więc połowa lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.  Wszystko więc wokoło wygląda jakby było wyjęte z tamtego czasu.  Samochody, dekoracje, ubrania, fryzury bohaterów mocno nawiązujące do mody z tamtych lat.  Ale jednocześnie ma się poczucie jakby akcja tego filmu rozgrywała się w przyszłości, jakby była futurystyczną wizją świata jaki jeszcze nie nastąpił.  Twórcy więc z jednej strony cofają się w czasie, ale z drugiej strony, w ten dawnej rzeczywistości wybiegają naprzód, tworząc pewnego rodzaju świat alternatywny.  I to połączenie przeszłości i przyszłości jest naprawdę ciekawe i tworzy intrygujący klimat.  Szkoda tylko, że został on całkiem zaprzepaszczony przez chaotyczny scenariusz, który co chwila zmienia tempo, co chwila zatrzymuje się na kolejnej scenie i prowadzi do oczywistego finału.  Skupiając się po drodze na coraz dziwniejszych sytuacjach i wybrykach mieszkańców wieżowca.  Za wiele tu wszystkiego, przez co pod koniec, niestety niedużo z tej produkcji wynika.

wtorek, 26 kwietnia 2016, milczacy_krytyk

Polecane wpisy