Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Makbet

All hail, Macbeth!

MakbetMakbet (2015) Francja, USA, Wielka Brytania

reżyseria: Justin Kurzel
scenariusz: Jacob Koskoff, Todd Louiso, Michael Lesslie
aktorzy: Michael Fassbender, Marion Cotillard, Paddy Considine, Sean Harris, Jack Reynor, Elizabeth Debicki, David Thewlis, David Hayman, Maurice Roëves, Ross Anderson
muzyka: Jed Kurzel
zdjęcia: Adam Arkapaw
montaż: Chris Dickens 

na podstawie: sztuki Williama Szekspira "Makbet"

 (6/10)

Nie da się ukryć, że język sztuk Williama Szekspira do łatwych nie należy.  Swoje robi ponad czterysta lat od powstania, jak również przekład z języka angielskiego.  O ile jednak czytanie tych sztuk jest wykonalne dla każdego kto choć trochę przebywał w szkole - zawsze można zatrzymać się w trakcie czytania, przemyśleć, przetrawić, zastanowić się nad sensem słów pisanych - tak wykorzystywanie ich w filmie, żyjącym organizmie, który nie przystaje ani na chwilę, jest co najmniej ryzykowne.  Na taką trudność porwał się reżyser Justin Kurzel i w usta bohaterów włożył Szekspirowski tekst.  I niestety ucierpiał przez to bardzo jego film, gdyż choć dialogami jest dopasowany do czasów przedstawionych, staje się bardzo trudny w odbiorze, odległy, pozbawiony emocji.

Deklamowane dialogi, dawny sposób wysławiania się, powoduje, że film ten przybliża się do występu teatralnego, w którym aktorzy wzniośle wygłaszają swoje kwestie.  Co więcej, co gorsze, i co jeszcze bardziej teatralne, na głos wypowiadają również swoje myśli, prowadząc przydługie monologi, objaśniające co im się kryje w głowach.  Przez takie wierne podejście do tekstu, film ten oddala się od widza, prezentując przedstawienie, mające wielką trudność by wzbudzić jakiekolwiek emocje.  Powstaje więc filmowa opowieść, którą można podziwiać, ale której się nie przeżywa.

To co zachwyca w "Makbecie" to przede wszystkim warstwa wizualna.  Ten film po prostu wygląda niesamowicie.  W lokacjach, nieziemskich widokach, pięknych kostiumach, dopracowanych dekoracjach, przemyślanych zdjęciach.  Chwilami jakby odrealniony, chwilami modnie spowolniony, momentami specyficznie, kontrastowo nasycony mocnymi kolorami.  Piękna pocztówka, która zachwyca swoim wyglądem, od której nie sposób oderwać oczu.  Zachwycają również aktorzy, w pełni oddani swoim postaciom i grze.  Fassbender jako Makbet, król z przepowiedni, który wpada w coraz to większy obłęd, oraz Marion Cotillard, która wciela się tutaj w trochę wygładzoną wersję Lady Makbet.  Oboje starają się jak mogą by ożywić tę znaną historię, by wnieść w nią jak najwięcej emocji i świeżej interpretacji.  Szkoda tylko, że filmowa sztuka na którą uparł się reżyser im to znacząco utrudnia.

wtorek, 15 grudnia 2015, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy