Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Steve Jobs

i

Steve JobsSteve Jobs (2015) USA

reżyseria: Danny Boyle
scenariusz: Aaron Sorkin
aktorzy: Michael Fassbender, Kate Winslet, Seth Rogen, Jeff Daniels, Michael Stuhlbarg, Katherine Waterston, Perla Haney-Jardine, Ripley Sobo, Makenzie Moss, Sarah Snook
muzyka: Daniel Pemberton
zdjęcia: Alwin H. Kuchler
montaż: Elliot Graham

 (8/10)

Dwa lata po pierwszej biografii Steve’a Jobsa jaka trafiła na ekran, otrzymujemy już drugi film opowiadający o twórcy iMaca. Produkcja z Ashtonem Kutcherem nie cieszyła się zbyt dobrą opinią ani wśród widzów, ani tym bardziej wśród krytyków. Produkcja Danny'ego Boyle'a miała więc szansę poprawić błędy swego poprzednika. Zatrzeć złe wrażenie. I prawdę powiedziawszy, patrząc na osoby odpowiedzialne za ten film, było bardziej niż pewne, że się to uda. “Steve Jobs” jest bowiem filmem wyreżyserowanym przez twórcę takich obrazów jak “28 dni później”, “Slumdog” czy "127 godzin", do którego scenariusz napisał Aaron Sorkin, specjalista od historii napędzanych przez dialogi, i rozmowy prowadzone podczas przechadzek wąskimi korytarzami. W rolach głównych wystąpili fantastyczni aktorzy: Kate Winslet, Jeff Daniels, Seth Rogen i Michael Fassbender. Z tak poważną ekipą film ten musiał się udać i się udał. 

Sorkin zamiast zwykłej biografii zdecydował się na poprowadzenie opowieści o Jobsie poprzez kilka ważniejszych wydarzeń z zawodowego życia bohatera.  Właśnie poprzez wydarzenia opowiada więc o bohaterze, a nie poprzez samą jego postać.  W związku z czym zamiast przelatywać po łebkach przez całe życie twórcy iMaca, skupił się na trzech ważnych chwilach z jego życia, trzech konferencjach, na których miały zostać zaprezentowane nowe produkty. A dokładniej rzecz biorąc na tym co działo się za kulisami, w trakcie przygotowań do konferencji, w trakcie prób. Zaczynając od roku 84. gdy miał zostać zaprezentowany nowy Macintosh, później przed konferencją z 88., gdy miała zadebiutować kostka Next, oraz dziesięć lat później, w roku 1998, gdy Jobs powróciwszy do Apple miał przedstawić światu iMaca. Oprócz tego jest tu kilka błyskawicznych flashbacków, miedzy innymi powracających do garażu w którym wraz z Stevem Wozniakiem Jobs pracował nad pierwszym komputerem. W każdym z tych planów czasowych widzimy interakcje bohatera z kilkoma osobami. W każdej są to te same postaci. Szefowa marketingu Lisa Hoffman, prezes Apple John Sculley, członek projektu Macintosh Andy Hertzfeld, przyjaciel Steve Wozniak czy kobieta która twierdzi, że ma z Jobsem dziecko, córkę o imieniu Lisa.  To poprzez interakcje z tymi osobami poznajemy Steve'a. To kim był jako człowiek, przyjaciel, szef, to dlaczego miliony pokochały jego produkty stając się niemal wyznawcami tych urządzeń. Choć początkowo komputery promowane przez Jobsa wcale nie były lepsze od konkurencji, choć sam Jobs zdawał sobie sprawę z ich ograniczeń, mimo wszystko prezentując je jako ósmy cud świata. 

Bez dwóch zdań “Steve Jobs” to świetny film. Genialnie napędzany przez dynamiczny montaż, przez nienarzucającą się ale idealnie wybijająca rytm muzykę, oraz napisane w punkt dialogi Aarona Sorkina. Dialogi, które perfekcyjnie zostają dostarczone przez aktorów.  Przede wszystkim Michaela Fassbendera, który choć z początku nie wygląda jak Jobs, oddaje charakter jego postaci. A to w tym jest przecież najważniejsze. Ale nie odstają od niego pozostali, Kate Winslet, która całkiem wtapia się w swoją bohaterkę, czy Seth Rogen pojawiający się trochę rzadziej, ale całkiem zrywający z wizerunkiem aktora grywającego w głupich komediach. Świetnym posunięciem twórców tego filmu było również wycinkowe ukazanie historii. W ten sposób, poprzez trzy zdarzenia, dowiadujemy się o Jobsie naprawdę wiele. O jego stosunku do pracy i produktów jakie tworzył, o tym jakie miał relacje ze współpracownikami, z córką i jej matką. Wreszcie o tym jak postrzegali go inni, najbliżsi w jego otoczeniu. W ten sposób bardziej możemy zrozumieć na czym polegał fenomen jego osoby. Człowieka który nigdy nie dłubał w komputerze, nie programował, nie był inżynierem. Człowieka który uparł się by komputer był układem zamkniętym, niekompatybilnym absolutnie z niczym.  By przede wszystkim był przyjazny dla użytkownika, by na dzień dobry mówił radosne ‘hello’. Człowieka który, jak sam o sobie mówi w jednej ze scen, dyrygował orkiestrą.

niedziela, 22 listopada 2015, milczacy_krytyk
Tagi: Biograficzny

Polecane wpisy