Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Pieśń słonia

elephant

Pieśń słoniaPieśń słonia (2014) Kanada

reżyseria: Charles Binamé
scenariusz: Nicolas Billon
aktorzy: Bruce Greenwood, Xavier Dolan, Carrie-Anne Moss, Catherine Keener, Guy Nadon, Colm Feore, Cindy Sampson
muzyka: Patrice Dubuc, Gaëtan Gravel
zdjęcia: Pierre Gill
montaż: Dominique Fortin

 (5/10)

"Pieśń słonia" jest świetnym przykładem na to, że udana sztuka teatralna (zakładam, że taka właśnie była "Pieśń słonia" skoro zawędrowała na wielki ekran), wcale nie musi skutkować udanym filmem.  To co sprawdza się na deskach teatru nie zawsze dobrze sprawuje się w kinie.  Teatr przede wszystkim oparty jest na dialogach wybrzmiewających poprzez grę aktorską, w kinie potrzebna jest akcja, nawet jeśli rozgrywająca się tylko poprzez dialogi.  Niby tak niewiele, niby tak nieduża różnica, a jednak ma kolosalne znaczenie.  "Pieśń słonia" jest filmem pojedynkiem, rozmową prowadzoną przez dwóch bohaterów.  W teatrze taka potyczka słowna dawała fascynujące widowisko, dla kina ten koncept (w takim wykonaniu) jest zbyt skromny, za mało ekscytujący.  

Całość rozgrywa się w większości w jednym pokoju, w gabinecie, w którym doktor Green, w zastępstwie doktora Lawrence prowadzi rozmowę z pewnym pacjentem - Michaelem.  Doktor Lawrence zaginął, a ostatnią osobą z którą rozmawiał był Michael, który w młodości zabił swoją matkę, divę operową, i od tamtego czasu przebywa w ośrodku (ciekawa zabawa nawiązaniami do twórczości Dolana, jego filmów "Zabiłem moją matkę" oraz "Na zawsze Laurence").  Doktor Green poprzez rozmowę z Michaelem będzie starał się dowiedzieć gdzie podziewa się Lawrence. Problem jednak w tym, że Michael lubi gierki, lubi bawić się z rozmówcą, wymyślać różne rzeczy, dopowiadać niestworzone historie, by sprawdzić jak zareaguje rozmówca.  Przez to nie można wierzyć w ani jedno słowo jakie wypowiada, bo każde równie dobrze może być kłamstwem.  I choć taka rozgrywka pomiędzy psychiatrą a trochę zwariowanym pacjentem brzmi ciekawie, niestety taka nie jest.

Film ten kuleje trochę przez Xaviera Dolana, który za bardzo szarżuje w swojej roli, trochę przez samą postać Michaela, który mija się z prawdą, nieustannie lawiruje.  Przez to tak gdzieś w połowie seansu, słysząc kolejną wersję pewnych zdarzeń, traci się cierpliwość i chęć dowiedzenia się jaka jest prawda, nigdy nie będąc pewnym czy akurat ta wersja historii jest ostateczna.  Prócz rozmowy jeden na jednego w filmie tym pojawiają się jeszcze trzy postaci kobiece, które jednak niewiele wnoszą do całości.  Albo przeszkadzają - obecna partnerka Greena opiekująca się chorą na zespół Downa dziewczynką, albo wprowadzają zamęt - siostra Susan była żona doktora Greena, albo stanowią jedynie ładny ozdobnik - młoda pielęgniarka.  Być może w sztuce ich role były bardziej znaczące, tutaj stanowią niestety tylko niepotrzebny przerywnik.

czwartek, 08 października 2015, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy