Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
We Are Your Friends

#WAYF

We Are Your FriendsWe Are Your Friends (2015) USA

reżyseria: Max Joseph
scenariusz: Max Joseph, Meaghan Oppenheimer
aktorzy: Zac Efron, Wes Bentley, Emily Ratajkowski, Jonny Weston, Shiloh Fernandez, Alex Shaffer, Jon Bernthal, Alicia Coppola
muzyka: Pyramid
zdjęcia: Brett Pawlak
montaż: Terel Gibson

 (7/10)

To jak zbudowany jest ten film całkiem dobrze obrazuje polski plakat.  Widać na nim cztery postaci.  Przede wszystkim głównego bohatera, w połowie odwróconego w kierunku widzów, wpatrującego się gdzieś w dal.  To Cole, młody chłopak z marzeniami, dążący do tego by zostać znanym DJem.  Według niego przepustką do sławy może stać się zaledwie jeden utwór.  Jeśli będzie wystarczająco dobry, otworzy przed nim wszystkie drzwi, da wręcz nieorganiczne możliwości.  Pozostałe trzy osoby widoczne na plakacie to znajomi Cole’a, których nazywa przyjaciółmi.  Odwróceni tyłem, wpatrujący się we wzgórza widoczne w oddali.  Tak jak na plakacie nie widzimy ich twarzy, tak i w samym filmie, nie poznajemy ich zbyt dokładnie.  Wiemy tylko że są, ale w większości stoją na drodze do sukcesu Cole'a.  Mason - ma wieczne problemy ze swoim ojcem, Ollie - dealuje wszystkim co się da, a o najmłodszym z nich właściwie nie wiemy nic, prócz tego jaką ma ksywkę - Wiewiór.  Wszyscy spoglądają w dal, marząc o lepszym, opływającym w luksusie życiu, ale tylko jednemu może się to udać.  I nie trudno domyślić się któremu.  

"We Are Your Friends" jest właściwie opowieścią o Cole'u, o jego fascynacji muzyką elektroniczną, i chęci stania się kimś znanym w tym biznesie.  Opowieścią o tym jak trochę przypadkiem poznaje sławnego DJa i zaczyna się od niego uczyć jak tworzyć muzykę, która będzie się wyróżniać, która będzie rozpoznawalna, która będzie konkurować z tysiącami innych utworów, jakie co chwila gdzieś powstają.  To opowieść w której pojawia się jeszcze piękna dziewczyna. A skoro jest dwóch przystojnych mężczyzn, i ona jedna, nie trudno domyślić się, że z tego układu powstanie trójkąt miłosny.  Zauroczenie, zazdrość i seks.  I ta przewidywalność tej opowieści, to najgorsze co można zarzucić tej produkcji.  Właściwie od początku wiadomo dokąd ta historia zmierza, kto jak się zachowa, i jaki będzie finał tego wszystkiego.  Brakuje zaskoczeń, brakuje naginania znanych schematów, przez co w większości ogląda się ten obraz z ograniczonym zainteresowaniem, jedynie z narastającym zdziwieniem, że drugi plan czyli znajomi bohatera, jest naprawdę odległy i wielokrotnie niewidoczny przez wiele minut.  I z dwojga złego mając do wyboru albo niewykorzystane tło, albo schemat na wierzchu, okazuje się, że to drugie: trójkąt między dziewczyną, DJem i szczeniakiem jest znacznie ciekawszy i ma w sobie pewien urok.  

Nie można jednak odmówić "We Are Your Friends" tego, że jest filmem naprawdę muzycznym. Od samej historii ważniejsza jest tu forma, dźwięki, emocje jakie wywołuje.  To produkcja przepełniona muzyką, która ciągle gra jak nie w tle to na pierwszym planie, całkiem przejmując kontrolę nad obrazem.  „We Are Your Friends” jest produkcją, która tworzy opowieść poprzez muzykę, świetnie wybija rytm poprzez dźwięki i obraz, sprawiając chwilami wrażenie teledysku, który poprzez dźwięki stara się mówić o Cole'u i jego wyprawie w poszukiwaniu jednego, perfekcyjnego utworu.  To film, który prócz chwytliwych kawałków, energicznego montażu, może pochwalić się ładnymi zdjęciami i ciekawym mieszaniem różnych form.  Jak chociażby wielkie napisy wielokrotnie pojawiające się na ekranie, zaznaczające to co najważniejsze, wzmacniające przekaz, albo fragmenty innych filmów pojawiające się podczas monologów bohaterów.  Całkiem zaskakująca jest również animacja, która w pewnym momencie całkowicie przejmuje kontrolę nad obrazem.  Film ten żyje muzyką, oddycha obrazem, a swoje apogeum odnajduje w finale, wielkim występie Cole'a, gdy wszystkie ważne dźwięki z wcześniejszych pięciu kwadransów odnajdują swoje miejsce, tworząc porywający kawałek.  I właśnie tej prawdziwie magicznej chwili tryumfu bohatera warto doczekać.

wtorek, 01 września 2015, milczacy_krytyk

Polecane wpisy