Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Lost River

muszle

Lost RiverLost River (2014) USA

reżyseria i scenariusz: Ryan Gosling
aktorzy: Christina Hendricks, Iain De Caestecker, Saoirse Ronan, Matt Smith, Ben Mendelsohn, Eva Mendes, Reda Kateb, Barbara Steele
muzyka: Johnny Jewel
zdjęcia: Benoît Debie
montaż: Nico Leunen, Valdís Óskarsdóttir

 (6,5/10)

Ryan Gosling zrealizował swój pierwszy pełnometrażowy film.  I poległ z kretesem.  A przynajmniej takie słychać zewsząd głosy.  Zła prasa rozpoczęła się na zeszłorocznym festiwalu w Cannes, na którym obraz ten miał swoją oficjalną premierę.  Wygwizdany, bardzo źle przyjęty przez krytyków,  zebrał najgorsze recenzje z możliwych.  Z całą pewnością nie cieszyłby się takim zainteresowaniem, gdyby nie nazwisko Goslinga.  Ono przyciągnęło tłumy, ono również niepotrzebnie zawyża poprzeczkę, wzmagając oczekiwania, wzmacniając krytykę.  Gdyby nie to, że za tą produkcję stoi utalentowany młody aktor, ostatnio ulubieniec Refna, wtedy film ten po pierwsze przeszedłby  bez większego echa, po drugie nie doznałby tak srogiej krytyki.  To debiut, który choć nie jest tak udany jak chciałby być, nie jest wcale tak zły jak o nim piszą i mówią.  Choć to specyficzne, dziwne kino - to z całą pewnością.

"Lost River" składa się z trzech powiązanych wątków.  Pierwszym jest wątek samotnej matki dwóch synów, jednego nastoletniego, drugiego kilkuletniego.  Billy, bo tak kobieta ma na imię, ledwo wiąże koniec z końcem, i by nie stracić domu, decyduje się na podjęcie dziwnej, niebezpiecznej pracy poza miastem, w której stanie się obiektem coraz śmielszych i brutalniejszych westchnień ze strony szefa.  Drugi wątek to spojrzenie na nastoletniego syna, który zbiera z okolicy wszystko co zawiera miedź, i wywozi te przedmioty na skup.  Tak się jednak składa, że lokalny gangster Bully, dzierżący w dłoniach nożyczki, pragnie mieć wszystko dla siebie i chłopak staje się jego celem.  Odtąd Bully będzie go ścigać i nie spocznie póki nie odetnie mu ust - taki pokazowy numer.  Trzeci wątek to rzut oka na sąsiadkę, młodą dziewczynę Rat, która mieszka razem z babcią, która wspomina dawne czasy, oglądając w kółko kasetę ze starym filmem.  W tym wszystkim pojawia się jeszcze Eva Mendes jako Diva występująca w pewnym horror show, roznegliżowanej grotesce spływającej krwią.  A wszystko to zatopione zostało w niezwykłym klimacie.

Atmosfera jest najsilniejszą stroną tego filmu.  Buduje go, napędza.  Piękne zdjęcia, hipnotyzująca muzyka, niezwykłe lokacje tworzą przedziwny klimat, który roztacza się od pierwszych minut seansu.  Klimat niczym z upiornego opuszczonego lunaparku, zaniedbanego wesołego miasteczka, które niegdyś tętniło życiem, a teraz stało się miejscem zamieszkiwanym przez duchy.  Wydobywa z "Lost River" przedziwną mieszankę gatunkową.  Trochę horror, trochę dramat, trochę senny koszmar na jawie, trochę miejska legenda opowiadana przy ognisku.  Baśń zatrzymana w czasie i przestrzeni, z odrobiną science fiction.  I choć ta rozbudowana forma wyraźnie góruje nad treścią, to jest ona na tyle ciekawa, gładka i wciągająca, że wystarcza dla podtrzymania seansu.  Już samo to, że akcja tej produkcji rozgrywa się w opustoszałym, zapomnianym mieście, świetnie tworzy klimat tego obrazu.  Jednocześnie stanowi umiejscowienie akcji w konkretnym miejscu, będącym tematem filmu, ale również odrealnia sam film, przesuwając go w kierunku umowności, metafory, baśni.

Tak jak twórcy niedawnego, fantastycznego horroru "Coś za mną chodzi", tak również i Gosling przenosi akcję swojego debiutu do zrujnowanych dzielnic Detroit.  O ile jednak dla twórców horroru te opustoszałe osiedla były jedynie tłem ich opowieści, tak dla Goslinga, stają się punktem wyjścia i sednem rzeczy.  Miasto zagarniane z powrotem przez naturę, po części zatopione pod wodą.  Miasto nad którym podobno ciąży klątwa, z którego uciekła połowa mieszkańców, a Ci, którzy zostali, po prostu nie mogli wyjechać z pozostałymi.    Obraz dziwny, absurdalny, nienormalny, jak sama sytuacja w jakiej znaleźli się mieszkańcy.  Opowieść o straconych nadziejach, wspomnieniach dobrych czasów, zawieszeniu między tym co było i tym co jest, tym co tam i tym co tu.  Opowieść z jednej strony będąca komentarzem do pewnego wycinka obecnej rzeczywistości, z drugiej strony tworząca odmienną rzeczywistość, świat filmu, w który można albo wejść, albo go całkiem zanegować.  Zależy ile będziemy mieć dla niego tolerancji, cierpliwości, zainteresowania.  Opowieść będąca intrygującym debiutem, może za mało konkretnym, może zbyt polegającym na formie, może zbyt mocno rozchwianym w intencjach twórcy.  Film niedoskonały ale jakiś.  A to już coś.

sobota, 01 sierpnia 2015, milczacy_krytyk

Polecane wpisy