Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
San Andreas

California dreamin'

San AndreasSan Andreas (2015) USA

reżyseria: Brad Peyton
scenariusz: Carlton Cuse
aktorzy: Dwayne Johnson, Carla Gugino, Alexandra Daddario, Ioan Gruffudd, Archie Panjabi, Paul Giamatti, Hugo Johnstone-Burt, Art Parkinson, Will Yun Lee, Kylie Minogue, Colton Haynes
muzyka: Andrew Lockington
zdjęcia: Steve Yedlin
montaż: Bob Ducsay

 (6/10)

"San Andreas" jest dokładnie takim filmem jakiego można się było spodziewać po licznych zapowiedziach.  To typowe, schematyczne, ale o dziwo całkiem urokliwe kino katastroficzne.  W pełni świadome swoich wad, ograniczeń, ale wcale się ich nie wstydzące - wykorzystujące je w formie zalet.  Podniosłe, przesadzone, naciągane, spektakularne, niezamierzenie zabawne i jednorazowe.  Typowy blockbuster wypełniony po brzegi efektami specjalnymi, w którym choć wali się cały świat, bohaterowie jakimś cudem wychodzą z każdej opresji, zupełnie bez szwanku. Ale ponieważ produkcja ta nie wstydzi się swoich "grzechów" ogląda się ją całkiem przyjemnie.

Oczywiście fabuła "San Andreas" jest pretekstowa.  Ledwo kwadrans od napisów początkowych ziemia zatrzęsie się w Nevadzie, później wstrząsy przeniosą się do Los Angeles, San Francisco, wreszcie cały uskok San Andreas tąpnie.  Budynki będą się walić, ludzie będą ginąć, a cała ta katastrofa będzie przesadnie spektakularna. Twórcom bowiem nie wystarcza samo trzęsienie ziemi, sam widok rozpadających się budynków.  W każdej scenie zniszczenia i zagrożenie mnożą się przez trzy.  Najlepszym tego przykładem jest scena z motorówką i tsunami, które już samo w sobie jest śmiertelnym zagrożeniem dla bohaterów, ale twórcy na nim nie poprzestają i stawiają na drodze bohaterów kolejne, gigantyczne przeszkody.  Aż do absurdu kreując rozbuchane sceny akcji.  To wszystko z tego filmowego fast foodu, czyni danie przesadnie rozbudowane -  powiększony hamburger xxl na dodatek z posypką.  Sceny zniszczeń są przesadzone, i w swojej wielkości pocieszne.  Oczywiście jak w każdym filmie tego gatunku, szalejąca apokalipsa staje się świetną okazją do rodzinnej terapii, leczącej największe rodzinne traumy.  Bo przecież małżeńskie problemy najlepiej rozwiązuje się wtedy, gdy dookoła ginie tysiące ludzi, a świat wali się na oczach bohaterów.  

Co niezwykłe jednak, mimo wszystkich wad tej produkcji, mimo jej przesady i przewidywalności, naprawdę przyjemnie się ją ogląda.  Mimo złych dialogów, schematycznych postaci oraz obowiązkowej, amerykańskiej flagi powiewającej w promieniach zachodzącego słońca.  Lekkość i niezobowiązujący charakter ratują ten film.  Jak również aktorzy.  Przesympatyczny Dwayne Johnson, w którego nieludzkie zdolności ratowania świata wierzy się bez najmniejszych zastrzeżeń.  Carla Gugino, której postać służy tutaj za przeciwwagę dla niezwyciężonego głównego bohatera, oraz Paul Giamatti, który fantastycznie czuje się w roli profesora, sejsmologa, który przewidział wszystkie wstrząsy, ale któremu nikt nie wierzy.  Całość o dziwo na plus.

czwartek, 11 czerwca 2015, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Darek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/06/16 13:43:42
Sporo słysząłem, o tym filmie, ale nie miałem jeszcze okazji, żeby go obejrzeć. Dobrze, że wszedłem, na tego bloga bo już prawie, o nim zapomniałem. Postaram się go niedługo zobaczyć tylko no właśnie chodzi, o chwilę czasu, a o tą przed samymi wakacjami naprawdę ciężko.
-
2015/08/15 12:04:26
Słyszę podobnych recenzji coraz więcej, a to potwierdza fakt, że jeśli ktoś lubi lekką rozrywkę, to warto tak samo obejrzeć jak np. nowy Jurassic :) Idealny film gdy mam troche wolnego obsługując Kraków Kantor :)