Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Mad Max: Na drodze gniewu

what a lovely day

Mad Max: Na drodze gniewuMad Max: Na drodze gniewu (2015) Australia, USA

reżyseria: George Miller
scenariusz: Nick Lathouris, Brendan McCarthy, George Miller
aktorzy: Tom Hardy, Charlize Theron, Nicholas Hoult, Hugh Keays-Byrne, Josh Helman, Nathan Jones, Zoë Kravitz, Rosie Huntington-Whiteley, Riley Keough, Abbey Lee, Courtney Eaton, John Howard, Richard Carter
muzyka: Junkie XL
zdjęcia: John Seale
montaż: Jason Ballantine, Margaret Sixel

 (9/10)

Trzydzieści lat (!) po premierze "Pod kopułą Gromu" George Miller powraca do kultowej serii tworząc bez dwóch zdań jeden z najciekawszych, najbardziej szalonych i spektakularnych filmów akcji ostatnich kilkunastu lat.  "Mad Max: Na drodze gniewu" to film brutalny, odważny, konsekwentny, przemyślany od początku do samego końca, z szacunkiem podchodzący do pierwszej trylogii, ale nakręcony w duchu nowoczesności.  Nie do końca sequel, bo nie bezpośrednio połączony z poprzednimi produkcjami, a i samego Maxa gra tym razem Tom Hardy a nie jak poprzednio Mel Gibson.  Nie do końca reboot, bo nie rozpoczyna historii od początku, nie przekreśla poprzednich filmów, a nawet zawiera całkiem sporo odniesień do poprzednich części trylogii.  To pewnego rodzaju ponowna wizyta, jak z resztą w jednym z wywiadów określił tę produkcję sam George Miller.  Ponowne wejście w świat, który stworzył trzy dekady temu.  Wizyta, która rozbudowuje tę wtedy zapoczątkowaną rzeczywistość.  "Fury Road" nie jest filmem tylko większym, bardziej spektakularnym, ale znacznie wzbogacającym świat "Mad Maxa", dokładającym wiele nowych, interesujących cegiełek do uniwersum. 

To czym najnowszy "Mad Max" wygrywa z większością blockbusterów jakie obecnie powstają, jest realność efektów specjalnych.  Ograniczenie do minimum sztucznego CGI i zmaksymalizowanie prawdziwych wyczynów kaskaderskich, wybuchów, scen nakręconych w rzeczywistości bez użyciea green screen.  "Fury Road" to film, który zapiera dech w piersiach, który nie pozwala oderwać od siebie oczu, w którym sceny akcji robią przeogromne wrażenie, bo czuć i widać, że dzieją się naprawdę.  Cudowne jest to uczucie towarzyszące podczas seansu, ta możliwość nieustannego zadawania sobie wciąż tego samego pytania: "jak oni to nakręcili"?  Jak udało się zrealizować te wszystkie szalone, niebezpieczne, sceny pościgów i wybuchów?  W jaki sposób twórcom udało się stworzyć film tak przepełniony detalami, w którym akcja rozgrywa się nie tylko na pierwszy planie, ale i w oddali?  Tak gęsto zaaranżowana, że chwilami nie sposób jej ogarnąć, tyle dzieje się na ekranie.  Ale nie przez zbyt szarpany, błyskawiczny montaż, ale poprzez fantastyczną kompozycję panoramicznego ekranu, mnogość poruszających się elementów, które tworzą niesamowite sceny.  Arcydzieło kina akcji, niezwykły film odtrutka na zalew sztucznego CGI.

"Fury Road" jest filmem, która nie posiada wolniejszych momentów, który pędzi na złamanie karku, który w chwilach gdzie inne produkcje stanęłyby w miejscu, nadal podąża przed siebie (naprawianie ciężarówki podczas szaleńczej jazdy przez pustynię).  To obraz, który rozpoczyna się błyskawicznym wstępem i rozpędza się podczas pierwszego kwadransa, by z jasno określonym celem pędzić przed siebie przez bite dwie godziny wypełnione po sam brzeg akcją.  Bez przesadnego gadania, bez patetycznych gadek, bez uwznioślających dialogów, przemów bohaterów.  W świecie Mad Maxa liczą się bowiem tylko czyny.  Podobnie jak w "Wojowniku szos" i tu również konkretny cel i mnóstwo pościgów nakręca cały obraz, powoduje, że ten piękny wizualnie film ogląda się z zapartym tchem (cudne żółte i niebieskie filtry wyostrzające kolory).  Ale co najważniejsze choć produkcja ta wypełniona jest po brzegi akcją, Miller nie zapomina, że to nie pościgi są najważniejsze, ale bohaterowie.  Jeśli nie będziemy przejmować się ich losem, jeśli nie wytworzy się między nimi a nami nić porozumienia, sympatii, nawet najbardziej ambitne, zwariowane wyczyny kaskaderskie na nic się zdadzą, nie zdołają wywołać żadnych emocji.

To niezwykłe ale choć portrety bohaterów są bardzo proste, choć prezentacja postaci jest błyskawiczna, Millerowi udaje się stworzyć kilka niezwykłych postaci, którym zaczynamy kibicować, do których się przywiązujemy.  Świetny jest Nicholas Hoult jako Nux, rewelacyjna jest Charlize Theron jako Imperatorka Furiosa - wreszcie silna kobieca bohaterka w kinie akcji. Postać bardziej wyrazista, konkretna od samego Maxa, który co ciekawe, w swoim filmie wielokrotnie schodzi na dalszy plan.  To dzięki nim i ich rolom najnowszy "Mad Max" jest obrazem nieprawdopodobnie emocjonującym.  To niesamowite jakiego kopa dają niektóre sceny, jak chociażby ta, gdy Furiosa klęka na pustyni i krzyczy w niebo.   Zaskakujące również jak w pewnym sensie kobiecy, feministyczny jest to film.  Jak wiele kobiecych bohaterek się w nim pojawia i jak inaczej niż zwykle nie są traktowane wyłącznie jako ozdoba produkcji, dodatek do całości na którym można zawiesić oko (żeby tylko spojrzeć jak modelkę Rosie Huntington-Whiteley portretował Bay w Transformers, a jaką bohaterką jest tutaj, a przecież i tak postacie matek są w "Fury Road" potraktowane najbardziej stereotypowo).  Marsz do kin!

niedziela, 24 maja 2015, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Ilona, *.internetia.net.pl
2015/05/27 00:50:29
Kurcze jak zobaczyłam , ze się pojawił w kinie to bardzo chciałam pojsc ale cos ostanio nie miałam czasu , ale przeczytałam twój opis ze wszystkimi komentarzami to na ten weekend ide do kina bankowo, bo tego nie wolno przegapić tym bardziej, ze jestem zwolenniczka tego rodzaju filmów, a Mad Maxa już dawno nie widziałam;)