Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Tajemnice lasu

i wish...

Tajemnice lasuTajemnice lasu (2014) USA

reżyseria: Rob Marshall
scenariusz: James Lapine
aktorzy: Meryl Streep, Emily Blunt, James Corden, Anna Kendrick, Chris Pine, Johnny Depp, Tracey Ullman, Christine Baranski, Daniel Huttlestone, Lilla Crawford, Mackenzie Mauzy, Billy Magnussen, Lucy Punch, Tammy Blanchard, Frances de la Tour, Simon Russell Beale, Richard Glover, Annette Crosbie
muzyka: Stephen Sondheim
zdjęcia: Dion Beebe
montaż: Wyatt Smith

na podstawie: sztuki "Into the Woods"

 (7/10)

"Tajemnice lasu" to filmowa wersja Broadwayowskiego musicalu sprzed prawie trzydziestu lat.  To pomysłowy kolaż składający się z kilku klasycznych bajek, które tutaj łączą się, przeplatają, tworząc całkiem nową opowieść, wariację na temat znanych baśni dla dzieci.  To produkcja zrealizowana przez studio Disneya, które od kilku lat przenosi na ekrany kin znane bajki dla dzieci, w nowej aktorskiej formie.  Tym co jednak różni "Tajemnice lasu" od takiej "Czarownicy", czy "Alicji w krainie czarów", jest to, że jest to film znacznie bardziej mroczny.  Choć również przepełniony magią, niezwykłościami, skierowany jest bardziej do dorosłego widza, chociażby ze względu na momentami dość makabryczne poczucie humoru.  Ponadto "Tajemnice lasu" są musicalem.  Do tego musicalem w pełnej krasie, w którym słowo mówione jest tylko drobnym przerywnikiem w nieustającym potoku kolejnych piosenek.  Śpiewa się tu cały czas i o wszystkim, ale co niezwykłe (biorąc pod uwagę to jak bardzo nie przepadam za tym gatunkiem), taka forma tego filmu idealnie pasuje do tej opowieści.  

Dawno, dawno temu... żyła pewna młoda, biedna dziewczyna, poniewierana przez swoją macochę i jej dwie córki.  Dawno, dawno temu... żyła pewna zuchwała, wiecznie głodna dziewczynka w czerwonej pelerynie, odwiedzająca swoją chorą babcię, mieszkającą w niewielkim domku w środku lasu.  Dawno, dawno temu... był sobie chłopiec, którego jedynym przyjacielem była biała krowa, a który niedługo miał wejść w posiadanie magicznej fasoli.  Dawno, dawno temu... w wysokiej wieży mieszkała piękna dziewczyna z blond warkoczem włosów długim na wiele metrów.  Gdzieś pomiędzy nimi, dalej w niewielkim domu, spokojne życie prowadzili natomiast piekarz i jego żona, którzy niestety nie mogli mieć dzieci, choć bardzo tego pragnęli.  Naprzeciwko nich mieszkała Czarownica, która pewnego dnia (ależ wejście!) obiecała małżeństwu, że zdejmie z nich klątwę jaka została rzucona na nich wiele lat temu.  Zrobi to jeśli Ci w ciągu trzech dni zdobędą dla niej cztery przedmioty.  Pelerynę czerwoną jak krew, krowę białą jak mleko, włosy żółte jak kolba kukurydzy i pantofelek czysty jak złoto.  Jeśli im się to uda, będą mogli mieć dziecko na które od tak dawna tak czekali.  

Byłem niezmiernie zaskoczony jak przyjemny, zabawny i urokliwy jest to obraz.  Jak z łatwością żongluje, przeplata i na nowo opowiada znane baśni, zmieniając po drodze to i owo, z pewnym przekąsem portretując kolejnych bohaterów (genialny Czerwony Kapturek).  Całość poprowadzona jest na luzie, z ogromnym dystansem (rozbrajająca piosenka dwóch książąt, licytujących się, który z nich jest w gorszej sytuacji).  Aktorzy śpiewają całkiem przyzwoicie, a ekran kradną dla siebie przede wszystkim dwie panie: genialna Meryl Streep w roli Wiedźmy, oraz Emily Blunt (żona piekarza), którą lubiłem już od dawna, ale w tym filmie jest po prostu zniewalająca, i do tego (jak się okazuje) całkiem nieźle śpiewa.  I tak ta rozśpiewana opowieść pędzi przed siebie na złamanie karku aż do szczęśliwego zakończenia, które niestety okazuje się być tylko końcem drugiego aktu, a nie całego filmu.  Po nim następuje zupełnie niepotrzebny akt trzeci, rozciągnięty do granic możliwości epilog, który nijak nie pasuje do pierwszej części tego musicalu, jest nawet mniej rozśpiewany i pozwala sobie na więcej dialogów.  Bez niego wrażenia z tego seansu byłyby znacznie bardziej pozytywne.

czwartek, 19 lutego 2015, milczacy_krytyk

Polecane wpisy