Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Whiplash

tempo

WhiplashWhiplash (2014) USA

reżyseria i scenariusz: Damien Chazelle
aktorzy: Miles Teller, J.K. Simmons, Paul Reiser, Melissa Benoist, Austin Stowell, Nate Lang, Chris Mulkey
muzyka: Justin Hurwitz
zdjęcia: Sharone Meir
montaż: Tom Cross

 (8,5/10)

Praktyka czyni mistrza.  Tylko poprzez ciężką pracę, ciągłe dążenie do doskonałości, pokonywanie własnych słabości, można osiągnąć upragniony cel.  Nie wystarczy tylko bardzo chcieć.  Trzeba się przy tym jeszcze mocno napocić.  Opuścić swoją strefę komfortu.  Z uporem, wytrwałością, niezmąconą chęcią bycia jeszcze lepszym, stale ćwiczyć.  Pokonywać samego siebie.  Nic bowiem nie dzieje się samo z siebie.  Do niczego nie dojdzie się bez prakyki.  Mozolnego powtarzania, ulepszania, nieustającej nauki.  Samemu jednak tak zmotywować się nie sposób.  Samemu nie ustawi się poprzeczki wystarczająco wysoko, nie będzie się wymagać od siebie tyle, ile się powinno.  Od tego są trenerzy, nauczyciele, którzy zagrzeją do boju, będą surowi, nieugięci, wymagający do bólu.  Pytanie tylko jak daleko mogą się posunąć w tym wydobywaniu z uczniów tego co najlepsze?  O tym właśnie jest "Whiplash".

Andrew ma dopiero dziewiętnaście lat.  Jego wielkim marzeniem, które żywił od dzieciństwa, jest zostać doskonałym perkusistą.  Choć nikt w rodzinie nie był muzycznie uzdolniony, chłopak ma zadatki na dobrego muzyka.  Uczęszcza do konserwatorium Shaffer's, najlepszej szkoły muzycznej w całym kraju.  Ćwiczy dniami i nocami, wylewa siódme poty nad swoją perkusją, byleby poprawić umiejętności.  Któregoś razu zauważa go Fletcher, niezwykle wymagający wykładowca, który samą swoją postawą wzbudza postrach wśród studentów.  Porywczy, szalenie rygorystyczny, nie przebierający w słowach, traktujący muzyków jak rekrutów w wojsku, którym należy się mordercze przeszkolenie by mogli mieć dopiero szansę grania w jego orkiestrze.  Andrew wkrótce do niej trafia.  I choć z początku nie może uwierzyć w swoje szczęście, bardzo szybko pojmie, że lekcje u Fletchera to istne piekło, fizyczny i psychiczny koszmar, który nigdy nie ma końca, nie ważne jak dobrym by się nie było.

Niesamowite jak intensywnym przeżyciem jest "Whiplash".  Żaden opis, nawet całkiem dynamiczny zwiastun, nie zapowiadają tego jak mocny jest to obraz.  Film opowiadający o dzieciaku mającym wielkie marzenia, który rozpoczyna naukę w najlepszym z możliwych konserwatoriów.  Film przepełniony jazzem, niekończącymi się próbami i ćwiczeniami niewielkiej orkiestry.  Zamknięty w ciasnych pomieszczeniach, przesiadujący przy dźwiękach muzyki.  A przepełniony takimi emocjami, podnoszący napięcie do tak wysokich poziomów i utrzymujący je do samego końca, jak mało który thriller.  Bo choć może temat tego filmu nie zapowiada tak ekstremalnych przeżyć, to wykonanie czyni z niego obraz, który przygważdża do fotela jak mało który.  Hipnotyzuje, wciąga, przeraża, a w finale rzuca na kolana genialnym zakończeniem, które nie pozwala się z początku ruszyć z fotela, które pozostaje na długo w pamięci.

To co wyróżnia "Whiplash" to nieprawdopodobnie dobra realizacja.  Niesamowity montaż, który i tak bardzo dynamiczne utwory obrazuje w sposób, który dodaje im jeszcze więcej energii.  Wybija rytm, nadaje niezwykle szybkie tempo, podkręca napięcie do granic możliwości.  Muzyka staje się obrazem, obraz przeobraża się w muzykę.  Pięknie się to ogląda.  A za tym wszystkim stoi jeszcze bardzo młody Damien Chazelle.  Niezwykłe, że ten właściwie debiutant, nakręcił film z takim pazurem.  Miał jednocześnie ogromne szczęście pracować z utalentowanym aktorem jakim jest J.K.Simmons.  Ten gra tutaj na Oscara, momentami okrutnie szarżując, ale to ekstremum (momentami zalatuje sierżantem Hartmanem z "Full Metal Jacket") idealnie pasuje do tego obrazu.  Swoją postawą budzi respekt, postrach (cudowna scena gdy punkt dziewiąta wchodzi do sali i wszyscy uczniowie zamierają w bezruchu).  Bardzo dobrze gra również Miles Teller, jako dążący do perfekcji uczeń Fletchera.  Im bardziej Fletcher dopieka młodemu perkusiście, tym bardziej ten stara się być jeszcze lepszym, a ich rywalizacja elektryzuje i napędza tę historię.

Momentami obraz ten przywołuje na myśl podchody jakie uprawiały Ellen Parsons i Patty Hewes w serialowych "Układach", kopiąc dołki jedna pod drugą.  Mistrz i uczeń, który stara się go prześcignąć, odegrać się za wcześniej wyrządzone krzywdy.  W "Whiplash" taka rywalizacja na wyniszczenie przeciwnika ma miejsce szczególnie pod koniec, w czasie ostatniego aktu.  Momentami film Chazelle'a przywołuje na myśl "Czarnego łabędzia" Aronofsky'ego.  O ile jednak w tamtym thrillerze dążenie do perfekcji doprowadzało bohaterkę do szaleństwa, tak tutaj rozkręca pojedynek dwóch silnych, nieustępliwych charakterów.  I okazuje się to kierunkiem znacznie ciekawszym od majaków nieśmiałej baleriny.  Szkoda tylko, że film ten ma kilka zakończeń.  Momentów, które zdają się być nadchodzącym finałem, podczas gdy seans toczy się dalej.  Na szczęście zawsze w trochę odmiennym kierunku, stosując zaskakujący zwrot akcji.  Zawsze prowadząc do kolejnej, jeszcze bardziej ekstremalnej konfrontacji.  Mocny kandydat do tytułu filmu roku.

wtorek, 06 stycznia 2015, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy