Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Interstellar

Advertisement

go further

InterstellarInterstellar (2014) USA, Wielka Brytania

reżyseria: Christopher Nolan
scenariusz: Christopher Nolan, Jonathan Nolan
aktorzy: Matthew McConaughey, Anne Hathaway, Jessica Chastain, Bill Irwin, Ellen Burstyn, Michael Caine, Wes Bentley, Casey Affleck, Topher Grace, John Lithgow, Mackenzie Foy, Matt Damon
muzyka: Hans Zimmer
zdjęcia: Hoyte Van Hoytema
montaż: Lee Smith

 (9/10)

"Interstellar" niestety nie jest najlepszym filmem Christophera Nolana.  Tymi nadal pozostają "Mroczny rycerz" i "Incepcja".  Ale bez wątpienia to najodważniejszy, najbardziej ambitny i ryzykowny ze wszystkich jego dotychczasowych projektów.  Produkcja w której próbuje zmierzyć się z ostatecznym i doskonałym.  Z tym pierwszym konfrontuje się poprzez fabułę, wysyłając bohaterów swojej produkcji w najdalsze zakątki wszechświata, pytając o sens istnienia, wartość życia i siły jakie nami kierują.  Z tym drugim zderza się wielokrotnie nawiązując do arcydzieła kinematografii jakim jest "2001. Odyseja kosmiczna" Stanleya Kubricka, tworząc własną impresję na temat tamtego wielkiego filmu, w poszczególnych scenach, w niektórych wątkach, czy nawet poprzez niektóre postaci.  Jednocześnie opowiada swoją własną, przedziwną, przepełnioną śmiałymi pomysłami historię.  I dlatego "Interstellar" jest filmem, który wymaga przetrawienia, dłuższego przemyślenia, oswojenia się.  Nie brakuje w nim momentów ocierających się o geniusz, są w nim jednak niestety chwile zdecydowanie słabsze, bardziej problematyczne, na które trzeba przymknąć oko, zaakceptować je takimi jakie są, ciesząc się z ogólnego kształtu całego dzieła.

Sytuacja w jakiej znaleźli się bohaterowie tej opowieści jest w pewnym sensie komentarzem na dzisiejszą kinematografię.  Świat w którym żyje Cooper wraz z dwójką swoich dzieci pogrąża się w chaosie.  Rośliny nie wydają plonów, ludzkość niedługo wyginie z głodu, udusi się z powodu braku powietrza.  Zamiast w gwiazdy ludzkość spogląda z przerażeniem na suchą ziemię.  To świat prostej egzystencji, bez marzeń na przyszłość, wypierający z pamięci dawne osiągnięcia (misja Apollo uznana za akcję propagandową).  Jak mówi główny bohater, ludzie zapomnieli, że są odkrywcami, pionierami, zatracili swoją ciekawość.  Czyż nie tak dzieje się z kinem, które coraz częściej tylko odtwarza znane motywy, zjada swój własny ogon?  Nolan nie boi się ryzykować.  Udowadniał to już wielokrotnie i robi to po raz kolejny.  Niczym bohaterowie swego filmu zabiera nas w podróż jakiej jeszcze nie było, odkrywa nowe światy, nowe możliwości, tworzy nieprzewidywalne, unikalne dzieło.  Film, jak na niego, zaskakująco przepełniony emocjami, które szczególnie w drugiej połowie zasłaniają dopracowane 'science' na rzecz czystego 'fiction'.  Być może taki wypływ emocji wynika z tego, że ten film jest trochę bardziej osobisty od poprzednich?  Żeby tylko wspomnieć roboczy tytuł tej produkcji - "Flora's Letter" i fakt, że córka Nolana nosi właśnie takie imię.

"Interstellar" to niezwykły, kameralny blockbuster.  Film, który zapiera dech w piersiach ogromnymi scenami akcji, podniosłością, patosem, jednocześnie będąc obrazem bardzo skromnym, bliskim bohaterom.  Takie są sceny na farmie, gdy cooper żegna się ze swoimi dziećmi, szczególnie z młodziutką Murph, decydując się na wyruszenie w misję z której nie wie kiedy wróci (i czy w ogóle wróci).  Ale i później, gdy bohaterowie wyruszają już w podróż międzygwiezdną Nolan nie zapomina o ludzkim pierwiastku, wypełniając swój film wieloma wzruszającymi momentami.  Bo też bardziej o ludziach i relacjach między nimi jest to rzecz, niż o wielkim kosmosie.  Ten jest tłem dla opowieści o przywiązaniu, uczuciach, międzyludzkich więziach.  Potrzebie bliskości, obecności, miłości i nadziei.  Przede wszystkim ojca do dzieci (i odwrotnie), który tęskni za swymi pociechami, które zostały na Ziemi, za życiem, które upływa bez niego, którego nie będzie świadkiem, a o którym jedynie usłyszy z krótkich nagrań, jakie do niego przesyłając, mówiąc o tym co się u nich zmieniło (chyba najbardziej poruszająca scena z całego filmu). Ale i o żalu, złości, jaką nosi w sobie córka - Murph, która czuje się opuszczona, porzucona przez ojca.  

Ogrom tej produkcji kreują niezwykłe, zapierające dech w piersiach zdjęcia.  Kosmos, który dawno w kinie nie wyglądał tak obezwładniająco, tak niesamowicie, tak prawdziwie (ta pustka i cisza!).  Nieziemskie obrazy, które swoje podłoże mają w rzeczywistości, chociażby olśniewająca czarna dziura, której kształt nie jest wymysłem speców od efektów specjalnych - wynika z opisujących jej istnienie teoretycznych modeli, które na potrzeby filmu zostały zwizualizowane.  Przerażające piękno.  Do niezwykłej atmosfery tego widowiska znacząco przykłada się również muzyka Hansa Zimmera.  Piękny motyw przewodni znany już z teasera i donośne dźwięki organów, które rozbrzmiewają nawet w spokojniejszych scenach, na myśl od razu przywołując "Odyseję kosmiczną".  Piękna kompozycja, jedna z lepszych w karierze Zimmera.   Zdjęcia i muzyka wspomagają kreację niezwykłych światów (lodowa i morska planeta), wzmacniają genialne pomysły (akcja napędzana starzejącymi się bohaterami), opisują niemożliwe (hipersześcian przedstawiający w praktyce czwarty wymiar).  A wszystko zahacza o sprawy dla filmów Nolana tak znane i chętnie przez niego przedstawiane: relatywizm czasu, równoległość zdarzeń.  Marsz do kin.

niedziela, 09 listopada 2014, milczacy_krytyk
Tagi: sci-fi

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: szymalan, *.swietochlowice.vectranet.pl
2014/11/09 12:53:43
Tak sobie pomyślałem patrząc na naszych ocenach, Twojej, mojej, znajomych, moich ulubionych krytyków. W sumie można by powiedziec, że sie rozczarowałem skoro dałem takie pograniczne 7/8 myśląc o jakichś gwiezdnych 10-tkach w trakcie wyczekiwania do premiery. Ale teraz sobie pomyślałem, że jednak nie uznaję seansu za rozczarowanie: wszyscy o filmie mówimy, zachwyty mieszają się z przewracaniem oczu, w kinie wszystko olśniewało i trąbiło z ekranu i głośników. Wyszedłem oszołomiony. Jest dobrze, dopóki nie wyjdę z filmu Nolana kompletnie obojętny i spłynie po mnie jak woda po szybie, to dopiero wtedy będzie to katastrofa. A tak jest dobrze.
A póki co, jak napisałeś, nadal się oswajam z tym filmem :)
-
milczacy_krytyk
2014/11/09 20:55:36
Dokładnie tak. To, że "Interstellar" nie okazał się być kolejną "Incepcją" nie znaczy, że jest filmem złym. Chwilami ociera się o geniusz, momentami bywa trochę problematyczny, ale co najważniejsze jest jakiś, wywołuje emocje i zachęca do dyskusji. A to przecież w kinie najważniejsze. A na dodatek mam ogromną ochotę (jak nigdy) na powtórny seans. Nie na dvd, ale jeszcze raz w kinie. Co za tydzień czy dwa zapewne uczynię.
-
Gość: msz, *.centertel.pl
2014/11/10 00:01:57
PRzeczytałam kilka recenzji przed seansem - generalnie złych. Jednak zaciągnęłam rodzinę i no cóż... Dla mnie to świetny film. A gdybym wcześniej przeczytała Twoją recenzję to wybrałabym się na ten film całkowicie spokojna, bo jeszcze się nie zdarzyło żebym się zawiodła na Twoich ocenach. Dla mnie to nie jest film o kosmosie, pomimo powalających zdjęć. To smutny film o naszym świecie. Gdzie nikt nie działa w trosce o przyszłość nas wszystkich a tylko w trosce o samego siebie i ewentualnie swoich najbliższych. Nie ma szans na przyszłość na Ziemi, nie ma Boga, nie ma nadziei, itd. A poczucie humoru mają już tylko roboty...
-
Gość: Klapserka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/11/17 14:23:26
Dokładnie tak - o tym filmie chce się dyskutować. Ja sama stoczyłam mocną dysputę z mężem tuż po seansie, później wysłałam siostrę z chłopakiem, który jest naukowcem i bardzo czekałam, żeby jeszcze z nimi o "Interstellar" pogadać (swoją drogą uświadomił mnie, że to przełomowy film choćby pod tym względem, że podobno podczas realizacji filmu udało im się przy okazji coś odkryć, ukuć jakąś miniteorię, zabijcie mnie - nie pamiętam jaką - a umówmy się, ile jest filmów, które będąc blockbusterami mogą pochwalić się wkładem w naukę?!. To szalenie inspirująca opowieść, film przygotowany z olbrzymim wprost rozmachem, który oszałamia i prowokuje do cichej refleksji jednocześnie. Swoją drogą - wiecie, że gdy wyszłam z kina powiedziałam do mojego Ł., że to chyba będzie film Nolana, który będziemy najrzadziej ponownie włączać? Nie minęło 12 godzin, a już miałam ochotę go obejrzeć raz jeszcze:]
-
milczacy_krytyk
2014/11/17 21:43:11
Tak to prawda, Interstellar ma swój wkład w naukę i to nie byle jaki. Kip Thorne, który od lat zajmuje się czarnymi dziurami dostarczył twórcom efektów specjalnych teoretyczne modele swego opracowania, które opisywały działanie tego zjawiska. Graficy wrzucili te modele do komputerów, zrenderowali, i tak po raz pierwszy w historii udało się stworzyć graficzny model tego jak może wyglądać czarna dziura. Thorne dotąd nie miał środków na takie wizualizacje, Interstellar mu w tym pomógł. I teraz w oparciu o te obrazy powstaje kolejna praca naukowa.

Ja miałem tak samo, po seansie miałem wrażenie, że ten film nie będzie długo za mną chodził, a okazało się, że podobnie jak poprzednie produkcje Nolana nadal mi się przypomina, i zachęca do ponownego seansu.
-
Gość: Klapserka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/11/25 10:14:54
O, dzięki za szczegóły, dobrze wiedzieć:)