Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Lucy

10%

LucyLucy (2014) Francja

reżyseria i scenariusz: Luc Besson
aktorzy: Scarlett Johansson, Morgan Freeman, Min-sik Choi, Amr Waked
muzyka: Éric Serra
zdjęcia: Thierry Arbogast
montaż: Julien Rey

 (6/10)

"Lucy" jest filmem trochę innym od tego, który zapowiadały zwiastuny.  Akcja rozwija się w dość dziwnym kierunku, a i sposób jej prezentacji może zaskakiwać.   Widać, że Luc Besson miał przedziwną ambicję na coś więcej niż tylko kolejną strzelankę, zwykły film akcji.  Stąd już od samego początku, od pierwszych scen towarzyszą nam przebitki na życie zwierząt, obrazy dzielących się komórek, początki ludzkości.  Fragmenty, które nijak nie pasują do obietnicy historii widocznej w zwiastunach.  Historii dziewczyny, która po wystawieniu na działanie nowego rodzaju narkotyku, zaczyna w większej mierze korzystać ze zdolności swego mózgu, z przeciętnych 10% dążąc do setki.  Te dziwne wstawki niczym z filmów przyrodniczych, swój sens odnajdują w dalszej części seansu, co nie zmienia faktu, że dziwnie się je ogląda, bo mądrości poprzez nie przedstawiane są średnio odkrywcze.

Docenić trzeba jednak starania, interesujący koncept, oraz szeroką wyobraźnię twórcy w której zrodził się pomysł na tę produkcję.  Warto docenić chęci stworzenia czegoś jednak odmiennego.  Bo choć opowieść tu przedstawiana jest dość bzdurna (z każdą minutą udział fiction w sci-fi się powiększa), widać, że Luc się nią świetnie bawi, tworząc obraz na swój sposób inny od pozostałych.  Mieli, miksuje, przeplata pomysły gdzieś już kiedyś wykorzystane, tworzy miksturę obrazów wcześniej widzianych, ale wychodzi mu to na tyle sprawnie i ciekawie, że ten zlepek zapożyczeń zdaje się w efekcie tworzyć całkiem oryginalną, świeżą formę.  W czasach wielokrotnych kontynuacji, bezmyślnego kopiowania tych samych pomysłów, taki może nie do końca satysfakcjonujący, może przesadnie udziwniony, przesadzony mix jest jednak czymś wartym uwagi.  Fajnie spisuje się w tej produkcji muzyka, sprawnie pomaga podkręcić akcję.  Podobnie jak sam film, trochę pokręcona, dziwaczna, momentami jakby się rozjeżdżająca, szczególnie na początku jak i pod sam koniec.  W ucho wpada również piosenka na napisach końcowych.

Najmocniej na niekorzyść tej produkcji działa sama bohaterka.  I nie, nie mam na myśli Scarlett Johansson.  Ona świetnie czuje się w tym filmie, udowadniając jakby przy okazji, że jej bohaterka z filmów Marvela spokojnie udźwignęłaby swój własny film.  Kiepsko jest z samą Lucy, która od momentu gdy zaczyna wykorzystywać w większym procencie zdolności swojego umysłu, coraz dotkliwiej przestaje wykazywać ludzkie odruchy, staje się (dosłownie) maszyną.  Ulatuje z niej życie, ulatuje z niej dusza, wszystko to co świadczyło o jej człowieczeństwie.  Staje się chodzącą, nieczułą świadomością, wiedzą, której trudno współczuć, kibicować.  Przez to nie robią wrażenia jej pojedynki z tajską mafią, bo skoro bohaterka staje się niezwyciężona, skoro może wszystko, to w tych potyczkach nie ma tak niezbędnych emocji.  Stają się zwykłą, chłodną, wykalkulowaną pokazówką.

środa, 01 października 2014, milczacy_krytyk
Tagi: sci-fi akcja

Polecane wpisy

Komentarze
antyprop
2014/10/03 14:26:25
Uwielbiam Scarlett. Wyłącznie z jej względu u mnie ten film ma 7/10 ;)