Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
8.AAFF / Turysta / Płomień

8.AAFF / Turysta / Płomień

Turysta

Turysta | Force Majeure | dramat | Dania, Francja, Norwegia, Szwecja | 2014
reż. i scen. Ruben Östlund

 (8,5/10)

Bez żadnych wątpliwości - "Turysta" to najlepszy film ze wszystkich zaprezentowanych na ósmej edycji festiwalu All About Freedom.  Perfekcyjnie poprowadzony, przepięknie sfilmowany, rewelacyjnie zagrany, poruszający, mądry, zabawny i zachęcający do dyskusji.  A oparty właściwie wyłącznie na dialogach, skupiający się na obserwacji bohaterów i tego co zaczynają przeżywać, z czym muszą się zmierzyć.  Własne lęki, poczucie odpowiedzialności, wyrzuty sumienia.  Ten fantastyczny film zaczyna się bardzo spokojnie i niewinnie.  Szwedzkie małżeństwo z dwójką małych dzieci jedzie na kilka dni w góry do Francji.  Mąż ostatnimi czasy dużo pracował, teraz przez te kilka dni ma zamiar odpocząć wraz z rodziną.  Pierwsze dni upływają na sielance.  Przepiękny hotel, idealne warunki do jazdy na nartach, cisza, spokój.  Wszystko zmienia się jednego popołudnia, gdy jedząc obiad na tarasie luksusowej restauracji, widzą schodzącą z góry lawinę.  Nadciągające zagrożenie, przerażający widok, wywołuje panikę wśród gości.  Ludzie ratują się ucieczką.  Ucieka również mąż bohaterki, zostawiając ją z dziećmi.  

Teoretycznie nikomu nic się nie stało.  Jednak małżonkowie wychodzą poturbowani psychicznie z tej sytuacji.  Szczególnie żona - Ebba, która nie może uwierzyć, że jej mąż Thomas, mógł ją zostawić na pastwę losu.  Rozpoczynają się długie rozmowy, okazuje się bowiem, że każde z nich ma inną wersję tego co się wydarzyło na tarasie restauracji.  Każde inaczej pamięta to zdarzenie, każde co innego teraz oczekuje od drugiego.  I tak rozpoczyna się niezwykle celna, dogłębna, perfekcyjnie poprowadzona, przenikliwa obserwacja związku dwojga ludzi, którzy na nowo muszą przemyśleć swoją relację, to kim są, i co wnoszą do swojego życia.  Zastanowić się czy życie które prowadzą im odpowiada, czy są w nim szczęśliwi, czy są szczęśliwi sami ze sobą, i z osobą, z którą je prowadzą?  Czy spełniają się w związku i czy spełniają się jako oddzielne jednostki?  Na jakie ustępstwa, kompromisy są w stanie pójść by stworzyć związek, w którym będą się czuli dobrze?  Czy mają zaufanie do siebie i do partnera?  Czy rozczarowanie jedną sytuacją, tym, że zachowanie drugiej osoby, nie odpowiadało wymarzonemu ideałowi jest w stanie zaburzyć harmonię wcześniejszych dni?  

"Turysta" jest obrazem prawdziwym w drobnych gestach, spojrzeniach, niuansach.  To ogromna zasługa fantastycznie dobranych aktorów, którzy idealnie potrafią zagrać wszelkie chwile zawahania, zatrzymać w sobie postawy, słowa, które cisną się na język, ale których nie wypowiedzą dla dobra związku.  Zatrzymane oskarżenia, wstrzymane żarty, mnóstwo niepewności z uwagi na drugą osobę, bo chwilami tak trudno się zachować, tak ciężko wyczuć pragnienia, potrzeby drugiej jednostki, by jeszcze bardziej nie zaognić sytuacji.  A gdy jedno słowo, nieodpowiednia intonacja zaostrza sytuację, wtedy pojawia się wahanie, niepewność, samokontrola, perfekcyjnie tu wygrana przez Johannesa Kuhnke i Clarę Wettergren.  Co jednak niezwykłe obraz ten zatacza szersze kręgi.  Nie tylko o małżeństwie jest to bowiem film.  Vera i Thomas zaczynają wciągać w swój spór postronne osoby, innych gości hotelowych, których poznali w poprzednich dniach.  Szczególnie dąży do tego, Vera, która nie może pogodzić się z tym, że jej mąż postąpił w taki, a nie inny sposób.  Nie rozumie tej sytuacji, stąd szuka pomocy, wsparcia od postronnych, mając nadzieję, że ich punkt widzenia rozjaśni jej to co się stało.

I tak obserwacja jaką prowadzi reżyser rozszerza się.  Wpierw na dojrzałą kobietę, która żyje w otwartym związku, spędzając wakacje z dala od dzieci i męża, romansując z młodymi, dobrze wyglądającymi mężczyznami.  Prowadząc jednocześnie poważny związek ze swoim mężem i przeżywając krótkie związki z innymi facetami.  A to staje się punktem do dyskusji o wierności, oddaniu, byciu z jedną i tą samą osobą przez całe swoje życie.  Jak również o tym jak bardzo szczęście zależy od najbliższych nam osób, jak bardzo od przypadkowych, a jak bardzo od nas samych.  W jaki sposób powinniśmy się postrzegać?  Poprzez innych, oddając się im całkiem, czy poprzez samego siebie, czerpiąc przyjemność dla siebie, i w ten sposób swoją radość przekazując bliskim?  Później poznajemy jeszcze pewną parę - rozwodnika i młodszą od niego dziewczynę, którzy niejako zarażają się kłótnią małżonków, którzy przejmują ich konflikt, rozpoczynając zażartą dyskusję o hipotetycznych sytuacjach, bo i o teorię, pokłócić się nie trudno.  

Z tego prawie dwugodzinnego seansu wypływa więc masa myśli, mogących się stać punktem wyjścia do zażartych dyskusji.  O odpowiedzialności, zachowaniu w krytycznych sytuacjach, instynktach, które stoją niejako w sprzeczności do zachowań jakie oczekiwane są z uwagi na pełnione w życiu role ojca, matki.  O różnym postrzeganiu rzeczywistości, o związkach, oczekiwaniach, marzeniach i życiu, które wszystko weryfikuje.  O trudach bycia razem, trudach porozumienia się, odnalezienia wspólnej drogi życia.  O różnicach w postrzeganiu kobiet i mężczyzn.  O tym jak na to wszystko wpływa nasza przeszłość, wychowanie, czy zwykłe samopoczucie.  Genialnie rozpisana, bezbłędnie zagrana, tragikomiczna historia.  Film bogaty w treść, ale również posiadający przepiękną formę.  Z jednej strony przyglądający się bohaterom z nieruchomej, statycznej kamery, jakby odrobinę z oddali, ale będąc blisko nich i ich emocji, z drugiej strony oferując zapierające dech w piersiach, monumentalne widoki, czy przepięknie zrealizowane sceny, jak wspólny zjazd na nartach, czy droga przez mgłę.  Fantastyczny film.

Płomień

Płomień | A Blast | thriller | Grecja, Holandia, Niemcy | 2014
reż. Syllas Tzoumerkas | scen. Youla Boudali, Syllas Tzoumerkas

 (4/10)

Jest problem, gigantyczny problem, gdy nie lubi się, wręcz nie cierpi się głównego bohatera.  Najważniejsze to czuć łączność z postacią, o której opowiada film.  Obojętnie czy jest pozytywna, czy negatywna, byleby tylko czuć z nią jakąś więź.  Emocjonować się jego, bądź jej losem.  Gdy nie ma tej łączności widz-bohater, cały film jest przegrany.  I tak jest niestety w przypadku greckiego obrazu "Płomień", który przegrywa z kretesem, przez bohaterkę, której nie sposób polubić.  To nieodpowiedzialna, roztrzepana wariatka, która nieustannie tylko krzyczy, wrzeszczy, rzuca niecenzuralnym słownictwem.  Z resztą nie tylko ona, cała jej rodzina jest popieprzona.  Nie sposób uwierzyć by prawdziwi ludzie się tak zachowywali, nie sposób zaakceptować ich zachowania.  A gdy nie wierzy się w bohaterów, ich losy stają się całkiem obojętne.

By odwrócić uwagę od braku konkretnej treści (teoretycznie jest nią ciężka sytuacja greckich obywateli w dobie kryzysu, ale to tylko pretekstowe tło, z którego nie wyciągane są żadne wnioski), reżyser stosuje dwa zabiegi.  Po pierwsze zaburza chronologię opowieści.  Problem jednak w tym, że z początku w ogóle tej zabawy z czasem nie widać, nie jest ona niczym sygnalizowania, przez co historia w ogóle się nie klei, jest porwana na mniejsze fragmenty, a zachowania bohaterki zmieniają się jak w kalejdoskopie, jakby cierpiała na wyjątkowo uciążliwą huśtawkę emocjonalną.  Dopiero po chwili widać, że poszczególne sceny mają miejsce w różnym czasie.  Pojawia się więc chaos, który ma odwrócić uwagę od miałkiej treści, przedziwną formą zająć widza by zbudował tę opowieść z marnych skrawków.  Jest to zabieg tym bardziej bezsensowny, że w jego wyniku nie widać zupełnie dramatu jaki przechodzi bohaterka.  A przecież, skoro w teorii obraz ten miał opowiadać o ciężkim losie kobiety, której życie się rozsypało przez kryzys ekonomiczny, dobrze byłoby widzieć ten proces, to jak jej psychika się rozsypuje, jak posuwa się do rzeczy, o których wcześniej nawet by nie pomyślała.  Reżyser jednak lata w czasie jak zwariowany, zupełnie nie zainteresowany ukazaniem tego dramatu.

Drugi zabieg jaki stosuje to pójście w goliznę.  Jednak o ile jeszcze z początku tak wiele scen seksu ma jakieś uzasadnienie (w końcu widzimy młode małżeństwo, ledwo co poznających się nastolatków), tak później te bezpośrednie sceny zbliżeń w najróżniejszych kombinacjach (zabrakło już tylko seksu lesbijskiego) stają się nudnym wypełniaczem, który kieruje ten z założenia thriller w kierunku zgoła innego gatunku, którego zdecydowanie nie ogląda się w kinach.  Tym samym sprowadza Vassilisa Doganisa, grającego tu główną rolę męską do roli dobrze zbudowanego ciała, natomiast Aggelikę Papoulia do roli wrzeszczącej furiatki, której zachowania są oględnie powiedziawszy mało zrozumiane.  Reżyser stawiając na emocje, seks i formę stara się ukryć okrutnie banalną treść.  Największe rozczarowanie festiwalu.

All Aboout Freedom

sobota, 25 października 2014, milczacy_krytyk
Tagi: aaff

Polecane wpisy

Komentarze
olszak.radek
2014/10/26 23:27:56
zdecydowanie wrzucam ten film na swoją listę filmów, które muszę koniecznie obejrzeć, dzięki za super recenzję :)
-
Gość: Bronisław, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/10/29 10:52:40
Słyszałem o tym filmie, ale jeszcze go nie oglądałem. Twoja recenzja pomogła mi się przekonać. Jeżeli piszesz, że jest mądry, zabawny i zachęcający do dyskusji to z pewnością jest wart mojej uwagi bo właśnie to najbardziej doceniam w filmach. Pozdrawiam i czekam na nowe recenzje!