Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
8.AAFF / Podsumowanie

8.AAFF / Podsumowanie

All About Freedom

W tym tygodniu zakończyła się ósma edycja All About Freedom Festival.  Kulturalnego wydarzenia, które łączy w sobie kino, debatę, muzykę i teatr, by mówić o szeroko pojętej wolności.  Po raz czwarty miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w tym niezwykle ciekawym wydarzeniu.  W tym roku w repertuarze znalazło się siedemnaście filmów, z czego dwa to wcześniejsze obrazy Xaviera Dolana - "Zabiłem moją matkę" oraz "Tom".  Pozostałe piętnaście produkcji to przedpremiery, które dopiero za jakiś czas wejdą do kin.  Siedem dokumentów i osiem fabuł.  Udało mi się obejrzeć w sumie dziesięć (jeśli liczyć "Mamę" Dolana, którą widziałem już wcześniej dzięki uprzejmości dystrybutora filmu Solopan, będzie jedenaście).  Jak co roku repertuar był bardzo zróżnicowany, zdarzyło się kilka miłych niespodzianek, trafiło się też kilka rozczarowań.  Najlepszym obrazem moim zdaniem okazał się być szwedzki "Turysta", rewelacyjnie nakręcony, świetnie zagrany, niezwykle wciągający i mądry film, który na długo zostaje w pamięci, zmusza do przemyśleń.  Co ciekawe, przypadł mi do gustu znacznie bardziej niż nagradzane w Cannes i na Berlinale "Czarny węgiel, kruchy lód", czy "Lewiatan".

Ten rok dla festiwalu był szczególny, ze względu na zmianę miejsca.  Zamiast gdańskiego Multikina, które w poprzednich latach udostępniało swoje sale na czas trwania festiwalu, w tym roku All About Freedom, po raz pierwszy zagościło do nowo otwartej siedziby Europejskiego Centrum Solidarności, które jest organizatorem tej imprezy.  Jest więc wreszcie u siebie.  Tym samym zyskało fenomenalne miejsce z duszą.  Przepiękny, robiący ogromne wrażenie budynek, kawał świetnej, zachwycającej architektury, który obojętnie ile razy by się w nim nie przebywało, nadal robi wielkie wrażenie.  Już sam budynek ECS jest atrakcją samą w sobie.  To miejsce w którym chce się być i w którym bardzo dobrze się czuje.  Tak więc choć festiwal zmienił swoją lokalizację, nie stracił nic na tej zmianie, wręcz zyskał jeszcze bardziej unikalną atmosferę, jaka się wokół niego roztacza.  Poza tym, zamiast małej sali multiplexu, teraz filmy można oglądać na wielkim ekranie w nowoczesnym audytorium na ponad 400 miejsc, a bilety zamiast 12 złotych, kosztują  8, bądź nawet tylko pięć, jeśli kupiło się ich więcej niż na cztery pokazy.  Stąd też tłumy na seansach, nawet na tych najbardziej wymagających i trudnych filmach.

W przypadku tej edycji muszę jednak poruszyć dwie sprawy, które są odrobinę uciążliwe, a których naprawienie moim zdaniem przyczyni się do podniesienia jakości festiwalu.  Po pierwsze od zawsze bardzo mi odpowiadało na AAFF, że nie trzeba było wybierać punktów programu w których chciało się uczestniczyć, można było brać udział we wszystkich wydarzeniach.  AAFF miał tę przewagę nad innymi przepełnionymi do granic możliwości festiwalami, że nie wymagał rezygnacji z ciekawych seansów ze względu na przepełniony program.  Aż do tej edycji.  Bo choć seanse na siebie nie zachodzą, problem pojawia się z debatami.  Te zawsze odbywały się po filmach, ale w takich sposób by nie zachodzić na kolejny seans.  W tym roku było niestety inaczej, co najdotkliwiej dało się odczuć po izraelskim filmie "Tańczący Arabowie", po którym organizowana była debata, ale niestety nie mogłem na niej uczestniczyć, bo kilkanaście minut później zaplanowały był pokaz tegorocznego zdobywcy Złotego Niedźwiedzia w Berlinie.  Szkoda, wszak takie spotkania z ekspertami, bądź twórcami zawsze były ciekawym elementem festiwalu.

Druga sprawa, w sumie bezpośrednio wiążąca się z pierwszą, to zdecydowanie zbyt krótkie przerwy między kolejnymi pokazami.  Rozumiem zamiar by wszystkie seanse odbywały się o tych samych godzinach (15:30, 18 i 20), by nie komplikować repertuaru, by łatwo było go zapamiętać, ale po takich filmach jak te prezentowane na AAFF, które wymagają przemyślenia, dyskusji, chciałoby się by te przerwy były jednak dłuższe.  szczególnie takiego momentu na oddech brakowało po "Turyście", o którym jeszcze przed seansem Artur Liebhart, kurator programu festiwalowego mówił, że jest obrazem, po którym długo się dyskutuje, i faktycznie miało się na to wielką ochotę, ale pięć minut później rozpoczynał się kolejny film, i nie było już na to czasu.  Czasu na przemyślenie, ochłonięcie, oswojenie się z obejrzanym obrazem.  Bo przecież nie są to łatwe filmy.  A ponieważ wreszcie festiwal jest u siebie, wreszcie nie musi się wpasowywać w napięty grafik Multikina, tym bardziej szkoda, że jest tak ścieśniany czasowo.  Dłuższe przerwy wyszłyby tylko na korzyść tej imprezy.  Można posiedzieć w kawiarni, w ogrodzie zimowym, czy wyjść na chwilę na Starówkę Gdańska, mając w myślach to co się przed chwilą obejrzało, przygotowując się na kolejny seans.

Mimo wszystko, mimo tych dwóch problemów, które w tym roku całkiem mocno mi dokuczały, All About Freedom pozostaje jednym z najciekawszych wydarzeń kulturalnych Trójmiasta.  Fantastyczne kilka dni, za które serdecznie dziękuję organizatorom i już czekam na kolejną edycję.  Do zobaczenia za rok.

Filmy festiwalu:
- Turysta - 8,5/10
- Mama - 8/10
- Tańczący Arabowie - 7/10
- Badjao. Duchy z morza - 7/10
- Jeteśmy waszymi przyjaciółmi - 7/10
- Lewiatan - 7/10
- Kapitał ludzki - 6,5/10
- Czarny węgiel, kruchy lód - 6/10
- Miłość od pierwszej walki - 6/10
- Zielony książę - 6/10
- Płomień - 4/10

All About Freedom

niedziela, 26 października 2014, milczacy_krytyk
Tagi: aaff

Polecane wpisy

Komentarze
michal-janik
2014/10/26 21:00:52
Takie akcje to ja rozumiem, uwielbiam brać udział w takich imprezach, wspaniali ludzie, szansa powiększenia wiedzy.....oby więcej i częściej takich eventów.