Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Eastern Boys

emigranci

Eastern BoysEastern Boys (2013) 

reżyseria i scenariusz: Robin Campillo
aktorzy: Olivier Rabourdin, Kirill Emelyanov, Daniil Vorobyov, Edéa Darcque
muzyka: Arnaud Rebotini
zdjęcia: Jeanne Lapoirie
montaż: Robin Campillo

 (6/10)

Spore rozczarowanie wynikające być może ze zrodzonych nadziei jakie pojawiły się po tym, gdy "Eastern Boys" zostało wyróżnione na tegorocznej edycji Off Plus Camera w Krakowie.  To co razi w tej produkcji najbardziej, to co jest jej największym problemem to pewnego rodzaju odrealnienie, zdecydowanie zbyt wielka umowność, która umożliwia dalsze prowadzenie akcji, ale odbiera autentyczności tej historii.  Takie naginanie rzeczywistości, zasad realnego życia by skierować akcję w odpowiednim kierunku.  Momentami trudno więc uwierzyć w przedstawianą tu sytuację.  Już sam początek, samo zawiązanie akcji jest mało przekonujące.  Trudno uwierzyć by w dzisiejszych czasach bogaty mężczyzna, szukał młodego chłopaka na dworcu kolejowym, wśród grupek błąkających się nastolatków.  Jakby nie było Internetu, i tysiąca innych sposób, na znalezienie tego rodzaju znajomości.  Dworcowe poszukiwania zdarzyć się jednak muszą, bo tego wymaga ten film, bo dzięki temu nastąpią kolejne sytuacje.  

"Eastern Boys" to obraz składający się wyraźnie z trzech części.  Każda różni się od poprzedniej, każda na swój sposób jest inna i dziwna.  Pierwsza, w większości pozbawiona słów, przedstawia sylwetki bohaterów: ustatkowanego lecz samotnego, dojrzałego mężczyznę, młodego chłopaka o wschodnich korzeniach, i gang nastolatków, do którego ten drugi należy.  Część pierwsza dość niespodziewanie przekształca się w przedziwną imprezę, największe zaskoczenie całego seansu.  Część druga to standardowy, przedłużony romans, to czego można się było spodziewać po zwiastunach, to co wydawało się najbardziej oczywiste.  Schemat jakich wiele, tylko ładnie ukazany, dzięki naturalnym, bliskim zdjęciom, przywołującym na myśl genialny "Zupełnie inny weekend".  I wreszcie na koniec nadchodzi część trzecia, najbardziej ekscytująca, dynamiczna, rozgrywająca się w pewnym hotelu, która dostarcza najwięcej emocji, w której wszystkie postaci tej produkcji spotykają się w jednym miejscu jeszcze jeden raz.  Tu również zdarzą się przynajmniej ze dwa zaskoczenia, choć już nie aż tak wielkie, jak to w związane z imprezą w pierwszym akcie.  

Choć film Robina Campillo ogląda się przyjemnie, niewiele po nim pozostaje.  Ponadto przez większą część seansu trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby nie identyczna płeć dwóch głównych bohaterów,  tego filmu w ogóle by nie było.  Gdyby nastolatek ze wschodu nie był chłopakiem, zupełnie nie byłoby o czym opowiadać.  Homoseksualna relacja dwóch mężczyzn, a właściwie mężczyzny i młodego chłopaka, tworzy i napędza ten film.  Gdyby główny bohater w pierwszych scenach na dworcu kolejowym wypatrywał nastolatki nie byłoby tematu.  Bo ani seks za pieniądze, ani oddawanie się starszym w młodym wieku, ani emigracja z bolesną przeszłością, nie są już tematami, które w jakikolwiek sposób same by się w kinie wyróżniały.  Bez tęczowego dodatku zupełnie nie byłoby o czym mówić.  Szkoda, po wyróżnieniach dla tej produkcji można było liczyć na coś znacznie lepszego.

wtorek, 08 lipca 2014, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy