Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Noe: Wybrany przez Boga

faith

Noe: Wybrany przez BogaNoe: Wybrany przez Boga (2013) USA

reżyseria: Darren Aronofsky
scenariusz: Darren Aronofsky, Ari Handel
aktorzy: Russell Crowe, Jennifer Connelly, Ray Winstone, Anthony Hopkins, Emma Watson, Logan Lerman, Douglas Booth
muzyka: Clint Mansell
zdjęcia: Matthew Libatique
montaż: Andrew Weisblum

 (8/10)

Darren Aronofsky porwał się tym razem na szalenie trudny temat.  Postawił przed sobą zadanie właściwie niemożliwe do wykonania.  Opowiedzieć historię biblijną, jedną z tych, które znają wszyscy od dziecka, ale na swój sposób, ukazać jej przebieg własnymi oczami.  A więc nie kropka w kropkę zgodny z tym co jest napisane w Piśmie.  Wcale się więc nie zdziwię jeśli za chwilę podniosą się głosy zgorszenia, sprzeciwu i buntu przeciwko tej produkcji, od widzów oczekujących wiernej adaptacji tej opowieści.  I w sumie nie trudno się dziwić, że sporo widzów będzie zaskoczonych tym co zobaczą na ekranie, bo żaden ze zwiastunów nie zapowiadał zmian oraz pojawienia się dodatkowych postaci, które są częścią tego filmu.  A tych jest całkiem sporo.  "Noe" jest bowiem w dużej mierze filmem fantasy.  Przedziwną, ambitną, fascynującą mieszanką kina drogi, wielkiego blockbustera, adaptacji opowieści religijnej, mrocznego thrillera, które podlane są odrobiną niezwykłości, magii, z dodatkiem elementów nadprzyrodzonych.  To dziwny film, który z pewnością nie spodoba się tym, którzy kurczowo trzymają się słów zapisanych w Biblii, którzy nie potrafią zgodzić się na jakiekolwiek od niej odstępstwa. 

Zaskakujących dodatków, wtrąceń, i pomysłów, o których dotychczas nie słyszeliśmy jest w filmie Aronosfky'ego bardzo dużo.  Największym z nich, tym, które pojawia się niedługo po rozpoczęciu tego seansu, i które najbardziej rzuca się w oczy, jest wprowadzenie postaci gigantów, upadłych aniołów w formie kamiennych olbrzymów, które pomagają Noemu w budowie Arki, a później w jej obronie przed rozszalałym tłumem, który stara się ją na nią wtargnąć gdy rozpoczyna się potop.  Co ciekawe "Noe" nie jest wcale, choć to wydawałoby się najbardziej oczywiste, filmem o budowaniu Arki.  Stan od podjętej decyzji, aż do gotowej budowli następuje właściwie w ciągu jednego cięcia montażowego.   "Noe" jest przede wszystkim filmem o ludziach.  O wybranym przez boga mężczyźnie, jego rodzinie, o tym co musieli czuć, przeżywać wiedząc, przypuszczając jaki los czeka świat w którym żyli.  Spojrzenie na każde z osobna, na Noego i trud wiary z jakim musiał się zmierzyć, jego synów wątpiących w sens nowego świata bez możliwości posiadania potomstwa, jego żonę, towarzyszącą mu w każdej chwili, mimo ogromu wątpliwości oraz przygarniętą Ilę, która będąc niepłodną nie widzi dla siebie miejsca w Arce.

Później, gdy zaczyna padać deszcz, a wody podnoszą się w błyskawicznym tempie, topiąc stary, zły świat, film ten staje się obrazem obłędu.  Stałym tematem dla reżysera, który zgłębia właściwie we wszystkich swoich filmach.  Filmem o fanatyzmie religijnym, obsesji na punkcie powierzonego zadania, misji, które bohater decyduje się podjąć i które obiecuje wykonać w pełni.  Nie wiedząc do końca co ma czynić, mając wątpliwości co do słuszności obecności samego siebie i swojej rodziny na okręcie, którego zadaniem jest ocalenie tylko tego co dobre.  „Noe” jest jednocześnie zaskakująco ludzkim, praktycznym i wielostronnym podejściem do biblijnej historii.  Zastanawia się chociażby nad tym, i ukazuje, jak w praktyce mogło wyglądać wykonywanie zadania, którego podjął się Noe.  Skąd zwierzęta wiedziały dokąd mają podążać, w jaki sposób w ogóle udało się zbudować Arkę, jak opanowano tyle różnych gatunków.  Wreszcie jaka mogła być reakcja ludzi, grzesznego świata, otaczającego Noe, na widok wielkiej budowli i tysiąca zwierząt, które do niej zmierzały.  Opowieść ta jest wizualnie oszałamiająca, w pewnym stopniu dzięki nieziemskim lokacjom, w ogromnej mierze dzięki wspaniałym zdjęciom Matthew Lebatique (oszałamiająca sekwencja historii ludzkości).  Majestatu i niezwykłości temu filmowi dodaje również muzyka, soundtrack Clinta Mansella, który w filmie sprawdza się znakomicie.

Co ciekawe mimo wszystkich fantastycznych dodatków, jakie pojawiają się w trakcie seansu, mimo zmian i wariacji na temat, jakie zostały wprowadzone do tej historii, "Noe" jest filmem, który szanuje materiał źródłowy od którego pochodzi.  W filmie Aronofsky’ego czuć niezwykłość stworzenia (przepiękna sekwencja ukazująca początki świata), czuć wielkość (potop) i pewnego rodzaju, trudną do opisania, duchowość, jaką nasycony jest ten obraz.  Sens opowieści o Noe został nie tylko zachowany, ale jeszcze w pewnym sensie uwypuklony, bo w filmie tym widać w nim człowieka, dobrego mężczyznę, który mimo wątpliwości sprzeciwia się złemu światu, wierząc w otrzymane wizje i sens ich wypełnienia.  Szkoda trochę, że całość psują niezbyt trafne wybory obsadowe (Emma Watson nadal kojarzy się z Potterem, a Hopkins gra tutaj jakby przebywał w zupełnie innym filmie), oraz pewnego rodzaju zgrzyty na złączeniach różnych podejść gatunkowych w kolejnych fragmentach tej opowieści.  "Noe" nie jest również filmem tak przejmującym, wnikliwym jak poprzednie dokonania reżysera.  Choć w jego rękach jest on czymś znacznie więcej niż tylko efektownym blockbusterem.  Obejrzeć warto, ale tylko z otwartą głową.

sobota, 05 kwietnia 2014, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Klapserka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/04/10 08:34:22
A ja miałam momentami zupełnie inne odczucia:) Nie zgodzę się, że film może wywołać oburzenie u biblistów - oni mają naprawdę dużo więcej dystansu niż nam się wydaje:) Ludzie od wieków dopowiadają biblijne historie, apokryfów od czasów starotestamentalnych powstały tysiące, ale każde mają swoje 5 minut i wybierają się w swoją drogę do zapomnienia. Jasne, że warto odbrązawiać postaci biblijne, przybliżać ich współczesnemu człowiekowi, grunt, by się z tym nie kryć, nie udawać, że posiadło się jedyną prawdę i próbować ją innym forsować. Aronosfky'emu udało się tego uniknąć i świetnie.

Nie powiedziałabym natomiast, że w tym filmie czuć duchowość. Co najwyżej duszę, i to bardziej artystyczną i szaloną niż świętą:)

Też zwróciłam uwagę na leitmotiv obłędu, który przewija się przez całą twórczość reżysera. To ciekawe, rzeczywiście, że może przybierać tak różne formy. Ciekawi, co będzie dalej:)
-
milczacy_krytyk
2014/04/15 23:21:28
U biblistów nie, ale u "moherów" już jak najbardziej ;) A o tą drugą grupę mi chodziło, ludzi tak bardzo przywiązanych do tego co jest napisane w Piśmie (choć nie zawsze je znających), że absolutnie niegotowych na żadne odstępstwa od historii, którą znają.

Przez cały film nie, ale jest w tym obrazie kilka takich momentów, gdy Stwórcę i jego potęgę, jak nazywa go reżyser, jednak trochę odczułem. Choć jeśli wierzyć watykańskim recenzjom, film ten jest całkiem pozbawiony Boga ;)

Na pewno Aronofsky jeszcze nie raz nas czymś zaskoczy ;)
-
julianmitecki
2014/05/17 23:21:30
Dla mnie próba zekranizowania takiej opowieści to ogromne wyzwanie. Według mnie reżyser, obsada aktorska oraz cała produkcja dała radę ;)