Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz

state of fear

Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierzKapitan Ameryka: Zimowy żołnierz (2014) USA

reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
aktorzy: Chris Evans, Scarlett Johansson, Samuel L. Jackson, Sebastian Stan, Anthony Mackie, Robert Redford, Cobie Smulders, Frank Grillo, Emily VanCamp, Hayley Atwell, Alan Dale, Callan Mulvey
muzyka: Henry Jackman
zdjęcia: Trent Opaloch
montaż: Mary Jo Markey, Jeffrey Ford

 (7,5/10)

Całkiem zaskakujący seans.  "Zimowego żołnierza" ogląda się niczym thriller szpiegowski, albo alternatywną wersję przygód Bonda lub Bourne'a z tą różnicą, że główny bohater swoje korzenie ma w powieściach graficznych.  To co wypada w tej produkcji najlepiej to zaciekawienie tajemnicą, zaintrygowanie postawioną przed bohaterami jak i widzami zagadką.  Spisek, który odkrywają bohaterowie i który będą musieli zdemaskować.  Prosty ale zaskakująco udany pomysł na fabułę tego filmu.  Poszukiwania odpowiedzi, które same w sobie są interesujące, a które ogląda się tym ciekawiej, gdyż cały filmowy świat odwraca się przeciwko bohaterom.  Od momentu gdy okazuje się, że niektóre działania organizacji jaką jest T.A.R.C.Z.A., są podejrzane, produkcja ta dostaje potężnego kopa i błyskawicznie wciąga w swój świat.  Właśnie ta tajemnica, poszukiwania wyjaśnienia ekscytują tu najmocniej, bardziej niż wszelkiego rodzaju bijatyki, wybuchy, pościgi.  Te są momentami mocno rozczarowujące.  Sceny akcji zmontowane są w tak błyskawiczny sposób, nakręcone tak rozchwianą kamerą, że chwilami kompletnie nie widać co się dzieje.  Być może problem tkwi w 3D, które nie przepada za takim chaosem na ekranie, tak gwałtownymi zmianami obrazu i przez to oglądanie tej produkcji bywa chwilami męczące.  Poza tym mam wrażenie, że niektóre z tych scen trwają za długo, albo twórcom zabrakło trochę pomysłów na ich rozegranie, bo niektóre bijatyki zdają się być do siebie przesadnie podobne.  Pierwszej części, choć nie była tak spektakularna jak kontynuacja, udało się te momenty rozegrać jednak lepiej.

W czasie seansu "Zimowego żołnierza" zaskakuje jak wiele występuje w nim nawiązań do pierwszej części (jak również do innych filmów Marvela, z "Avengers" na czele).  Choć w sumie może nie powinno to wcale ta dziwić, skoro scenarzyści tej produkcji pisali również skrypt do "Pierwszego starcia".  Oni rozpoczęli opowieść o Kapitanie, oni też prowadzą ją dalej.  Co jakiś czas odwołują się więc do tamtego filmu, przypominając o niektórych zdarzeniach, bądź występujących w tamtym obrazie postaciach.  I jest to niezwykle udany zabieg, bo choć akcja tego obrazu rozgrywa się wiele lat po pierwszej części, czuć tutaj zależność przyczynowo skutkową między tymi filmami.  To co się zdarzyło wtedy, ma wpływ na to co jest teraz, przeszłość nie jest nic nie znaczącym epizodem, który kiedyś zaistniał, o którym wszyscy już zapomnieli.  A tak przecież czasem z kontynuacjami bywa, gdy kolejne filmy z cyklu zdają się być oddzielnymi rozdziałami, połączonymi ze sobą jedynie twarzami bohaterów, niczym więcej.  Poprzez tą pamięć o poprzednim filmie twórcom udaje się ukazać jak trudno dostosować się bohaterowi do naszych czasów, zapomnieć o ludziach, który wtedy z nim żyli i zacząć nowy rozdział swego życia.  Ukazać tęsknotę za utraconym czasem, a w szczególności za jedną osobą, którą kiedyś obdarzył uczuciem.  Siła tego filmu tkwi w małych scenach, eksponujących bohaterów i ich przeżycia, stąd wszelkie kameralne dialogi wypadają tu zaskakująco dobrze, jak chociażby naprawdę poruszająca scena spotkania Rogersa z dawną znajomą.  

Świat w którym żyje teraz bohater jest trudniejszy niż ten, w którym dorastał.  Nic nie jest już czarne bądź białe, trudno odróżnić dobro od zła, bo jedno podszywa się pod drugie.  Coraz mniej rzeczy jest pewnych, rzeczywistość przynosi coraz więcej wątpliwości, granice między tym co właściwe, a tym co niedopuszczalne, tym co służy dobrej sprawie, a tym co jest przekroczeniem wolności innych się strasznie rozmyły.  I tak, choć z przekonaniem można działać myśląc, że czyni się dobrze, kiedyś okazać się może, że mimo najszczerszych chęci, przebywało się po złej stronie barykady.  Bo nikomu nie można już ufać.  Zaskakujące jak pod tym względem bardzo aktualnym filmem jest "Zimowy żołnierz", jak mocno korzysta z lęków jakie wiążą się z przewidywaną przyszłością, której niepokojące zaczątki widać już dziś.  Jest filmem będącym niespodziewanie mocnym, krytycznym komentarzem do niektórych działań rządu USA. Totalna inwigilacja obywateli w celu obrony wolności.  Absolutny brak anonimowości w świecie coraz mocniej oplątanym przez wszystko widzącą i kontrolującą sieć.  Tylko czy taka całkowita kontrola obywateli wprowadzana pod pretekstem zapewnienia wolności, pokoju, jest aby na pewno właściwa?  Czy nie jest to, jak mówi z resztą sam bohater tego obrazu, tworzenie świata opartego na strachu, a nie wolności?  Pytania głośno zadawane w tym filmie, pytania, które coraz częściej padają, za każdym razem gdy słyszy się o tym jak bardzo nie anonimowi jesteśmy w dzisiejszym świecie, jak bardzo obserwowane jest już nasze życie.

Chyba najbardziej rozczarowujące w tej produkcji jest to, że straciła ona wyjątkowym klimat jakim charakteryzowało się "Pierwsze starcie".  Być może to efekt zmiany czasu i miejsca akcji, która z początku lat 40. przeniosła się do współczesności, być może na taką przemianę atmosfery wpłynął ogromny sukces "Avengers", do którego najnowsza produkcja Marvela dość mocno się upodabnia, zatracając przez to charakterystyczny rys jaki posiadała część pierwsza, tak odróżniający ją od pozostałych komiksowych blockbusterów.  Szkoda również trochę, że tak mało w tym obrazie jest samego Kapitana.  Zaskakująco ważne stają się bowiem postaci dotychczas drugoplanowe (bądź nawet epizodyczne).  Po pierwsze sporo więcej do zagrania niż dotychczas ma Czarna Wdowa, która obok Kapitana jest wcale nie mniej ważną superbohaterką.  Po drugie bardzo rozbudowana została tu postać Nicka Fury'ego, który ma w tym filmie sporą rolę do odegrania i w pewnym stopniu to wokół niego kręci się cała akcja.  Gdzieś obok pojawia się również Falcon, choć w pełni może rozwinąć skrzydła (dosłownie) dopiero w przydługim finale.  I w ten oto sposób Kapitan Ameryka z najważniejszego bohatera tej produkcji staje się jednym z kilku.  Nadal jednak, nawet jeśli zmuszony jest on trochę ustąpić pola dotąd zaniedbywanym postaciom, wolę go od "Thora".

wtorek, 01 kwietnia 2014, milczacy_krytyk

Polecane wpisy