Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Grand Budapest Hotel

Monsieur Gustave H.

Grand Budapest HotelGrand Budapest Hotel (2014) USA

reżyseria i scenariusz: Wes Anderson
aktorzy: Ralph Fiennes, Tony Revolori, F. Murray Abraham, Adrien Brody, Willem Dafoe, Edward Norton, Saoirse Ronan, Jude Law, Mathieu Amalric, Jeff Goldblum, Tilda Swinton, Harvey Keitel, Bill Murray, Jason Schwartzman, Owen Wilson, Tom Wilkinson, Léa Seydoux
muzyka: Alexandre Desplat
zdjęcia: Robert D. Yeoman
montaż: Barney Pilling

 (8/10)

Uwielbiam filmy Wesa Andersona.  Te wypieszczone w każdym ujęciu cudeńka, te jedyne w swoim rodzaju filmowe dzieła sztuki, specyficzne obrazy, które jak mało które potrafią w pełni uchwycić prawdziwą magię kina.  Uwielbiam te zachwycające baśnie, tak chwilami absurdalnie zabawne, rozbrajające i dziwne.  Uwielbiam tę dbałość o każdy szczegół, to dopracowanie w każdym detalu, tę specyficzną pracę kamery, jej jazdy równoległe, częste obroty wokół osi, które zastępują typowy montaż.  Napatrzyć się wprost nie mogę na cudowne zdjęcia, tak obficie nasycone kolorami, które wspak złotemu podziałowi obrazu tak często hołubią centrum.  Uwielbiam to wszechogarniające uczucie, tę świadomość oglądania kinowej opowieści, która bierze się chociażby z bezpośredniości w korzystaniu z makiet, malowanych teł, które nie pozwalają zapomnieć, że to co widzimy na ekranie to film, cudowne przedstawienie, które przenosi nas w inny świat, wymyślony od początku do samego końca.

Tym razem Anderson zabiera nas w podróż w przeszłość, do środkowej Europy, do kraju zwanego Żubrowka.  Tworzy filmową matrioszkę, która jest opowieścią w opowieści, w jeszcze jednej opowieści.  Spisanym wspomnieniem człowieka, który słyszał historię  życia pewnego boya hotelowego imieniem Zero, który w młodości pracował w niezwykle znanym i ekskluzywnym hotelu Grand Budapest, którego nadzorcą był Monsieur Gustave H.  Tak z teraźniejszości cofamy się do wczesnych lat 30', choć świat w którym rozgrywa się ta opowieść jest całkiem wymyślony.  I co ciekawe, choć historia ta jest lekka i całkiem błaha, choć jest częścią całkiem fikcyjnego świata, wciąga jak mało co.  Jej bezpośredniość, nie pretensjonalność, szczerość, jej poczucie humoru, urzeka od pierwszych minut i czaruje aż do napisów końcowych.  To ciepła, rozchmurzająca opowieść, piękny obrazek, który sprawia przyjemność już samym swym wyglądem.  Bo w sumie to o czym jest to film nie jest tu aż tak bardzo ważne. Właściwie gdyby chciało się po seansie opowiedzieć, streścić historię tu przedstawioną, nie byłoby to zadanie łatwe.  Trochę przez jej rozbudowanie i kilka płaszczyzn czasowych w jakich się ona rozgrywa (choć większa część seansu ma miejsce w jednej, tej najdalszej), trochę przez nagromadzenie postaci i przenikanie gatunków filmowych, trochę również dlatego, że mniej ważne od tego co jest opowiadane, jest tu istotne to, jak jest to czynione.  A sposób ten jest iście zachwycający.

Filmy Andersona są tak charakterystyczne, tak odmienne, że gdy pokocha się jeden, kocha się je wszystkie.  Nie ważne o czym traktują.  Jeśli urzeka nas jego podejście do kina, wybierzemy się na wszystko co zrealizuje, obojętnie co by to nie było.  Jeśli ten styl do nas nie przemówi za pierwszym razem, kolejnych już raczej nie będzie.  I "Grand Budapest Hotel" nie jest żadnym wyjątkiem od reguły, bo to w pełni film Wesa Andersona.  I jest to najlepsza rekomendacja dla tego obrazu.  Drugą może być wyborna obsada.  I choć filmy tego amerykańskiego reżysera zawsze obfitowały w wielkie nazwiska, ten pobił chyba wszelkie możliwe rekordy.  Właściwie każdą z ważniejszych postaci gra tu jakiś znany aktor, nawet Ci, którzy pojawiają się na minutę czy pięć są z pierwszej ligi.  Pierwsze skrzypce gra tutaj przede wszystkim genialny Ralph Fiennes, którego rola Gustave'a H. (i piszę to bez żadnej przesady) jest jedną z najlepszych w całej jego karierze.  A plejadzie gwiazd przygrywa fantastyczny Alexandre Desplat, którego muzyka dopełnia dzieła.  Jak to dobrze, że nadal to właśnie on pisze muzykę do filmów Andersona.  Choć produkcje Wesa zawsze były magiczne i niezwykłe, dzięki kompozycjom Francuza, wybrzmiewają jeszcze pełniej.

wtorek, 15 kwietnia 2014, milczacy_krytyk
Tagi: komedia dramat

Polecane wpisy

  • Captain Fantastic

    family values Captain Fantastic (2016) USA reżyseria i scenariusz : Matt Ross aktorzy : Viggo Mortensen, George MacKay, Samantha Isler, Annalise Basso, Nichol

  • Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

    complete strangers Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie (2016) Włochy reżyseria : Paolo Genovese scenariusz : Paolo Genovese, Filippo Bologna, Paolo Costella

  • Paterson

    Paterson Paterson (2016) USA reżyseria i scenariusz : Jim Jarmusch aktorzy : Adam Driver, Golshifteh Farahani, Barry Shabaka Henley, Method Man, Chasten Harmo

  • Kraina Boga - 2012

    Kraina Boga to teren, na którym ma powstać szkoła katolicka. Takie marzenia ma Jake. Jego ojciec zadłuża ten teren, bo utrzymuje się tylko z ofiar kościelnych.

  • Wilson - 2017

    Wilson ma trudny charakter. Odstaje od przeciętnego człowieka. Gdy traci jedynych przyjaciół próbuje znaleźć nowych. Szuka swojej byłej żony, którą po latach od

Komentarze
Gość: Miro, *.multi-play.net.pl
2014/04/15 21:27:25
Ja się z twórczością Andersona przed "Grand Budapest Hotel" nie zetknąłem i może stąd u mnie ten film dostał jeszcze wyższą ocenę. Jak dotąd absolutnie najlepsze dzieło roku 2014: te kolory, ta obsada, ta muzyka, ten humor... Kino kompletne, które, co ważne, nie udaje, że jest czymś więcej niż kinem. Rewelacja przez duże R. Ode mnie 9.

cinemacabra.pl/grand-budapest-hotel/
-
milczacy_krytyk
2014/04/15 23:22:35
To czym prędzej bierz się za poprzednie filmy Andersona. Skoro spodobał Ci się "Grand Budapest Hotel", to i pozostałymi się zachwycisz :)
-
jerzy.1978
2014/04/29 13:36:06
Film na prawdę bardzo dobry. Typowy dla twórcy. Polecam jak najbardziej.