Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Mechaniczna pomarańcza

Mechaniczna pomarańcza

Mechaniczna pomarańcza | dramat, sci-fi | USA, Wielka Brytania | 1971
reż. i scen. Stanley Kubrick

 (7/10)

Dziwny.  To najprostsze określenie jakie nasuwa się po obejrzeniu "Mechanicznej pomarańczy" Stanleya Kubricka, filmu z 1971 roku.  Filmu, który mimo upływu lat nadal robi spore wrażenie i nie pozostawia obojętnym.  Nie jest to seans łatwy, nie jest to seans przyjemny, prawdę powiedziawszy momentami bywa całkiem nieznośny, a pod koniec mocno męczący.  Być może przez wielokrotne zakończenia, fałszywe domknięcia tej opowieści, które następują jedne po drugich, zwiastując nadchodzący koniec, który jednak stale oddala się w czasie.  Być może przez okropną manierę niektórych postaci, ogromną przesadę w ich zachowaniu, grubą, zdecydowaną kreskę jaką są kreślone, przez którą zdają się być totalnie odklejone od jakiejkolwiek rzeczywistości, momentami mocno irytujące.  Taki jest Dim - jeden z czwórki bandy, którą przewodzi Alex, tacy są strażnik więzienny, pisarz, kurator głównego bohatera, rodzice Alexa, wreszcie on sam, a apogeum jego nieznośności następuje tuż pod sam (właściwy) koniec, w scenie karmienia obiadem.  Brak postaci, do których czułoby się tu nawet najmniejszą nutę sympatii, których losy chciałoby się śledzić, jest mocnym utrudnieniem jakie stawia przed widzem ten obraz.

Obraz, który w czasach swej obecności na wielkim ekranie wywołał sporo kontrowersji, czego powody widać do dziś. Ilość golizny, beztroskiej przemocy, ogólnej radości ze złych uczynków jest tu znaczna.  Szokują również niektóre obrazy, kontrastujące ze sobą zestawienia.  Jak chociażby scena w której bohater ogląda film o Drugiej Wojnie Światowej, a w tle przygrywa radosna muzyka niczym dźwięki z lunaparku.  Albo scena w której banda Alexa wdziera się do domu pewnego małżeństwa, które terroryzuje i unieruchamia, a następnie główny bohater podśpiewując sobie "I'm singing in the rain" na zmianę: demoluje mieszkanie, bije męża i rozbiera jego żonę, którą ma zamiar za chwilę zgwałcić na jego oczach.  Przy tym wszystkim zaskakujące jest tu bardzo, że "Mechaniczna pomarańcza" jest filmem momentami naprawdę zabawnym.  Mimo swej chwilami wywołującej odruchowy sprzeciw bezkompromisowości, mimo opowiadanej tu historii, która nie jest ani trochę pozytywna, znajduje się tu sporo scen, które nie sposób oglądać na poważnie.  Być może jest to jednak pewnego rodzaju reakcja obronna, bo sam humor jest raczej groteskowy i dość makabryczny.

W czasie seansu czeka na nas sporo interesujących pomysłów, na czele z tym najważniejszym, który pojawia się w trzecim akcie tej opowieści.  Błyskawiczna resocjalizacja więźniów, rewolucyjna metoda na leczenie ich ze zbrodni za pomocą filmów, które są zmuszani do oglądania na terapii trwającej zaledwie dwa tygodnie.  Wpajanie dobra celem wyleczeniem kryminalistów ze zła.  Oczy szeroko otwarte na obraz i dźwięk.  Jednocześnie pojawia się tu pytanie o to, czy człowiek bez możliwości wyboru, z wyuczonymi na siłę zasadami postępowania, jest jeszcze człowiekiem?  Czy dobra można się nauczyć, czy można je wpoić?  Bo czy to, że udało się zablokować złe odruchy, oznacza od razu, że stał się on dobry?  W przypadku tak znanych filmów jak chociażby właśnie "Mechaniczna pomarańcza" często zastanawiam się z jakich powodów stały się one dziełami tak istotnymi, tak wartymi zapamiętania spośród setek pozostałych?  Na ile pomogło wyczucie czasu, wstrzelenie się z odpowiednim tematem w odpowiedni moment, na ile pomogły przełomowe rozwiązania techniczne, albo opinia o twórcy na podstawie wcześniejszych jego filmów?  O ile poprzedni film Kubricka, czyli "2001: Odyseja kosmiczna" zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, tak do fanów "Mechanicznej pomarańczy" raczej się jednak nie przyłączę.  Dobrze znać ten film, ale nie powiem bym się nim jakoś specjalnie zachwycił. 

Arcydzieła Amerykańskiego Kina

czwartek, 20 marca 2014, milczacy_krytyk

Polecane wpisy