Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Zimowa opowieść

well, well, well...

Zimowa opowieśćZimowa opowieść (2013) USA

reżyseria i scenariusz: Akiva Goldsman
aktorzy: Colin Farrell, Jessica Brown Findlay, Jennifer Connelly, William Hurt, Eva Marie Saint, Russell Crowe, Ripley Sobo, Mckayla Twiggs, Will Smith, Matt Bomer, Kevin Durand
muzyka: Hans Zimmer, Rupert Gregson-Williams
zdjęcia: Caleb Deschanel
montaż: Wayne Wahrman, Tim Squyres

na podstawie: powieści Marka Helprina

 (4/10)

Nie spodziewałem się wiele po tym filmie.  Gdy jakiś czas temu zobaczyłem w kinie zwiastun tej produkcji, pomyślałem, że będzie to dość przesłodzone romansidło z delikatnymi elementami fantasy, które jak kilka poprzednich produkcji romantycznych wykorzystujących pomysł na podróże w czasie, będzie starało się po raz wtóry przekonać, że najważniejszym uczuciem istniejącym na tym świecie jest miłość.  Ot ciepły film na rozluźnienie, nic więcej.  Nie podejrzewałem jednak, że to co zobaczę na wielkim ekranie będzie tak okrutnie nieciekawe, nielogiczne, momentami kiczowate i niezamierzenie śmieszne.  A wszystko to wina scenariusza, który razi tak fatalnie napisanymi dialogami, tak potwornie napuszonymi i podniosłymi, ze aż nieprzyjemnie ich słuchać.  Sytuacja dość zaskakująca, bo za scenariusz do tego obrazu (i przy okazji reżyserię - debiut) odpowiada dość znany scenarzysta Akiva Goldsman.  I choć w długoletniej karierze zdarzały mu się słabsze skrypty - jak chociażby do Batmanów Schumachera, czy "Zagubionych w kosmosie", to ma on również na koncie teksty do bardzo przyzwoitych obrazów, a nawet wybitnych, żeby tylko wymienić nagrodzony Oscarem "Piękny umysł".  Tym bardziej więc dziwne, że tym co w "Zimowej opowieści" kuleje najbardziej, jest właśnie scenariusz.

Podstawowym problemem, który pojawia się już od pierwszych minut seansu, jest to, że Goldsman nie tłumaczy rozpoczynanej przez siebie opowieści.  Tak jakby sądził, że przed seansem wszyscy widzowie zapoznają się z powieścią, na podstawie której nakręcony został ten film, i będą już doskonale wiedzieć o co w niej chodzi, przez co można ją będzie opowiedzieć w gigantycznym skrócie, z pominięciem podstawowych reguł i praw, jakie obowiązują w świecie, w jakim się rozgrywa się ta opowieść.  Bo (czego nie zapowiadały zwiastuny) świat w którym żyją bohaterowie "Zimowej opowieści" znacznie różni się od naszego.  To rzeczywistość w której siły dobra, ukrywające się pod postacią dzieci bądź zwierząt (tu białego konia, który podobno jest, i tak dobrze zaraz przeczytacie - psem) walczą z ukrywającymi się pod ludzką postacią demonami, które poprzez światło wyczuwają nadchodzące przeznaczenie i starają się nie dopuścić do zdarzających się cudów.  To świat w którym umarli wznoszą się do nieba i stają się gwiazdami (ciekawe, że  takim razie niebo nie jest jeszcze całkiem białe), a miłość i cel życia są tak silnymi siłami, że gwarantują długowieczność.  Bo przecież każdy ma jakieś zadanie do wykonania, i nie ważne, że żyje już ponad 100 lat i ani trochę się przy tym nie starzeje.  A to wszystko to tylko garść cudacznych założeń jaka tyczy się tego filmowego świata.

Przedziwne założenia kreowanej rzeczywistości same w sobie jeszcze nie byłyby takie złe, gdyby je odpowiednio umotywować.  Tak się jednak nie dzieje, Goldsman wyciąga je jedno po drugim, jak z rękawa, nie wyjaśniając czemu jest tak a nie inaczej, myśląc, że zwykłe: "tak jest, bo tak ma być" nam wystarczy.  Jak chociażby w scenie, w której bohater grany przez Russella Crowe nagle przerywa pościg za bohaterem, tłumacząc zwięźle, że takie są zasady.  Takich smaczków jest tu znacznie więcej.  Kolejne reguły, rozwiązania, prawidła pojawiają się na bieżąco, bez żadnego ładu i składu, byleby tylko raz ułatwić bohaterom sytuację w jakiej się znajdują, z rzadka lekko utrudnić, przede wszystkim jednak doprowadzić do szczęśliwego zakończenia.  A nawet i to nie byłoby jeszcze takie tragiczne, gdyby tę dziecięcą opowiastkę poprowadzić z niezobowiązującą lekkością, z przymrużeniem oka, ujmując w duży nawias umowności.  Wtedy, być może, na te wszystkie szczęśliwe zbiegi okoliczności i dziwactwa spojrzałoby się z pobłażaniem i seans upłynąłby w miłej, lekko naiwnej atmosferze.  Niestety jednak tak niezbędnie potrzebnego tu dystansu nie ma ani trochę, a całość opowiadana jest w strasznie poważnym tonie, przez co przez większą część seansu ciężko ją zdzierżyć.

Kolejne wielkie słowa o cudach, potężnej miłości, przeznaczeniu, celu w życiu i wyjątkowości każdego z istnień są tu wypowiadane z taką powagą i namaszczeniem, że jedyne co chce się zrobić, to po prostu wzruszyć ramionami i przejść obok nich całkiem obojętnie.  Tyle razy już bowiem słyszeliśmy te same banały (ale w znacznie lepszych wykonaniach), że tu sprawiają wrażenie bełkotu, przemielonych po tysiąckroć formułek, nie mających w nowej odsłonie najmniejszego sensu.  Tak na siłę wypychana na pierwszy plan magia, sama nie wypływa naturalnie z tej historii, nie jest szczyptą niezwykłości dodającą czaru całej opowieści.  Jest nam wtłaczana na siłę, poprzez idiotyczne pomysły i im bliżej końca, tym lukier wzruszających zakończeń coraz śmielej leje się z ekranu (bo przecież jedna umierająca dziewczyna to zdecydowanie za mało).  Bohaterowie są słabo umotywowani, nie wiadomo za bardzo jaki sens mają ich zachowania.  Na dokładkę dochodzą jeszcze okropne wybory castingowe (Will Smith, seriously?!) i zaniedbywanie postaci w które wcielają się znakomici aktorzy (jeszcze nigdy nie widziałem Jennifer Connelly w tak wyblakłej roli, nie pamiętam nawet imienia jej postaci).  Po seansie pozostaje z nami jedynie krótkie pytanie - ciekawe jaka była powieść Marka Helprina, na podstawie której powstał ten film?  Czy równie nieudana, czy to ekranizacja, tak ją zniszczyła?

*

Za możliwość obejrzenia filmu "Zimowa opowieść", serdecznie dziękuję dystrybutorowi filmu -Warner Bros. Polska.

sobota, 22 lutego 2014, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: S., *.dip0.t-ipconnect.de
2014/03/15 22:42:23
Też jestem dość zwiedziona filmem, ponieważ zapowiadała się przepiękna historia nie tylko z powodu trailera, ale i również przez cudowną książkę, którą postanowiłam najpierw przeczytać, ale cóż... wyszło, jak zwykle przy ekranizacjach. Mdło.
-
milczacy_krytyk
2014/03/16 16:02:04
Właśnie się tak zastanawiałem po obejrzeniu tego filmu, czy książka też była taka dziwna, czy to dopiero przekład z kartek na ekran uczynił tę historię taką dziwną. Tym bardziej szkoda, że ta ekranizacja się nie udała.