Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Nimfomanka - część II

forget about love

Nimfomanka - część IINimfomanka - część II (2013) Belgia, Dania, Francja, Niemcy, Wielka Brytania

reżyseria i scenariusz: Lars von Trier
aktorzy: Charlotte Gainsbourg, Stellan Skarsgard, Shia LaBeouf, Willem Dafoe, Jamie Bell, Christian Slater, Stacy Martin, Mia Goth, Jean-Marc Barr, Michael Pas
zdjęcia: Manuel Alberto Claro
montaż: Molly Marlene Stensgaard

 (5/10)

Druga część "Nimfomanki" Larsa von Triera rozpoczyna się dokładnie w momencie w którym przerwana została część pierwsza.  Bez żadnego wstępu, jedynie z prostym tytułem na czarnym ekranie, lądujemy w mieszkaniu młodej Joe, która z przerażeniem odkrywa, że nie potrafi przeżywać już orgazmów.  I od tego momentu kontynuuje opowieść o swoim życiu, znów podzieloną na rozdziały, ale znacznie różniącą się od pierwszych pięciu, które w vol.I przedstawił reżyser.  Jeszcze pierwsze kilkanaście minut tego seansu w pewnym stopniu utrzymuje klimat poprzednich wycinków z życia bohaterki.  Liczne dygresje, zabawne momenty, dość lekka atmosfera, biorąc pod uwagę poruszany temat.  Ale od momentu, gdy grającą nastoletnią Joe Stacy Martin zastępuje już dorosła Charlotte Gainsbourg, film ten poważnieje.  Znika gdzieś ta lekkość, ta przekora z jaką von Trier opowiadał o kolejnych podbojach dziewczyny, znika zabawa oczekiwaniami i przyzwyczajeniami widza.  Całość staje się coraz bardziej statyczna, mroczna, przegadana, monotonna i nudna.  Gubi się gdzieś sens, gubi się gdzieś bohaterka, a z jej opowieści, oraz coraz słabszych wtrąceń Seligmana, coraz mniej wynika.

Strasznie rozczarowująca jest ta tendencja spadkowa jaka towarzyszy oglądaniu tej produkcji.  Po niezwykle obiecującym rozpoczęciu, po dwóch godzinach ciekawej opowieści o seksualności, uczuciach, miłości, samotności i dorastaniu, obraz ten rozmywa się na drobne, zaczyna dryfować w zupełnie nieznanym i mało ciekawym kierunku.  Zupełnie jakby samemu reżyserowi w pewnym momencie znudziła się ta historia, jakby całkiem zabrakło mu pomysłów na jej kontynuowanie, choć do zakończenia zostało jeszcze sporo do powiedzenia.  I tak, zmuszony do dociągnięcia rozpoczętej spowiedzi głównej bohaterki do punktu w którym się ona zaczęła, męczy kolejne rozdziały, wypełniając je kolejnymi eksperymentami jakim podejmuje się Joe.  Dręcząc nimi tym samym i nas.  Bo ani one tak ekscytujące, szokujące, czy perwersyjne, jak je zapowiadano.  Tak jak i bohaterce, której w pewnym momencie zabrakło pomysłów na tytuły kolejnych rozdziałów ze swojego życia, których szukała inspirując się przedmiotami należącymi do Seligmana, tak i von Trierowi zabrakło pomysłów na dalsze życie Nimfomanki, przez co pojedyncze epizody rozciąga w nieskończoność - poszukiwanie orgazmów z niebezpiecznymi mężczyznami, odczuwanie rozkoszy poprzez ból, próby wyparcia swego uzależnienia, nowa praca, związek z młodszą dziewczyną...

Przy okazji drugiej części reżyser jeszcze mocniej zakpił sobie z oczekiwań widzów, którzy po zwiastunie emitowanym w czasie napisów końcowych do pierwszej części, mogli spodziewać się filmu zdecydowanie bardziej odważnego, hardcorowego.  Tymczasem w kolejnych rozdziałach skandalu, nagości i seksu jest jakby jeszcze mniej niż w volume 1.  Najwyraźniej widać to w scenie trójkąta z czarnoskórymi mężczyznami.  Na długo przed premierą "Nimfomanki" zdjęcie bohaterki między dwoma murzynami rozpalało wyobraźnię, jakież to graficzne i odważne sceny znajdą się w filmie duńskiego twórcy, podczas gdy chociażby tą sekwencją reżyser daje porządnego prztyczka w nos wszystkim tym, którzy na nie czekali, rozgrywając ją w dość zaskakujący sposób.  Jaka wielka więc szkoda, że pod koniec tak bardzo się pogubił, pisząc tak okrutnie pretensjonalne, banalne zakończenie tej długiej opowieści (co ciekawe sam zdaje sobie sprawę z jego banalności, o czym mówi ustami bohaterki).  I o ile jeszcze rozwiązanie tego kto odpowiada za pobicie Joe może być dość zaskakujące, tak ostatnie kilka minut, rozgrywające się w domu Seligmana woła o pomstę do nieba.  Tragiczne zakończenie, o którym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć.  Wielka szkoda.

wtorek, 11 lutego 2014, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Rozalia, 46.238.221.*
2014/02/11 21:45:55
Zgadzam się w pełni.
-
milczacy_krytyk
2014/02/12 00:55:48
Miło mi :) Choć szkoda, że zgadzamy sie przy okazji filmu tak bardzo rozczarowującego.