Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Nimfomanka - część I

the secret ingredient to sex is love

Nimfomanka - część INimfomanka - część I (2013) 

reżyseria i scenariusz: Lars von Trier
aktorzy: Charlotte Gainsbourg, Stellan Skarsgard, Stacy Martin, Shia LaBeouf, Christian Slater, Uma Thurman, Sophie Kennedy Clark, Connie Nielsen, Jesper Christensen, Hugo Speer, Nicolas Bro, Jens Albinus, Felicity Gilbert
zdjęcia: Manuel Alberto Claro
montaż: Morten Hojbjerg, Molly Marlene Stensgaard

 (8/10)

Miał być skandal, miał być najodważniejszy, najbardziej kontrowersyjny film od lat, a jest obraz zaskakująco spokojny, wyciszony, tylko z lekka rozerotyzowany dramat.  Film, w którym najdziwniejsze jest pierwsze kilkanaście minut.  Przeciągający się czarny ekran z odgłosami kapiącego deszczu, późniejsze liczne zbliżenia na obskurny zaułek w którym Seligman odnajduje Joe, oraz sam moment gdy to sie dzieje, któremu towarzyszy grzmiąca zza kadru piosenka zespołu Rammstein, kompletnie tu do niczego nie pasująca.  Dopiero po tym zdecydowanie za długim i dziwacznym wstępie rozpoczyna się właściwy film.  Oparty na długiej opowieści jaką prowadzi brutalnie pobita kobieta, świetnie poprowadzonych rozmowach między starszym już mężczyzną, fanem wędkarstwa, pasjonatem muzyki klasycznej (szczególnie Bacha), a bohaterką, nieszczęśliwą kobietą, która cierpi na nimfomanię.  Opowieść o jej życiu, przedstawiająca w często przerywanych retrospekcjach najważniejsze momenty z jej życia.  Od lat młodości, dzieciństwa, przez wiek nastoletni, liczne romanse, seksualne przygody, aż po sytuacje obecną.  Jak na spowiedzi bohaterka mówi o swoich grzechach, starając się wytłumaczyć jak doszło do tego, że znalazła się na ulicy.  W jej historii przewija się wiele różnych osób, niektóre pojawiają się na chwilę (jedno nocni kochankowie), inni na dłużej, jak chociażby żona pewnego mężczyzny, który ma romans z Joe i zamierza opuścić swoją rodzinę dla młodej dziewczyny (genialny epizod Umy Thurman, która przez kilkanaście minut kradnie ekran wyłącznie dla siebie).    

Ciężko oceniać ten film z jednego prostego powodu.  Teraz w kinach możemy oglądać tylko jego połowę.  Choć Nimfomanka wchodzi na polskie ekrany z podtytułem "część pierwsza", tak naprawdę nie jest to pierwsza część filmu, który miałby swoją kontynuację.  To pierwsze cztery rozdziały, bo rozdziałami opowiada swoje życie Joe, które zmieściły się w dwóch godzinach seansu.  Choć von Trier zawarł swój najnowszy film w prawie sześciu godzinach, metraż ten został decyzją producentów skrócony do czterech, i tak zbyt długich do wyświetlania w normalnych salach kinowych.  By prezentować "Nimfomankę" szerokiej publiczności konieczny był więc jeszcze ten sztuczny podział, na dwie dwugodzinne części, które tak naprawdę tworzą jeden obraz nie potrzebujący żadnych przerw.  Stąd teraz otrzymujemy film, który nie jest pełny i który oceniać będzie można właściwie dopiero pod koniec stycznia, gdy do kin zawitają dalsze rozdziały w drugiej odsłonie "Nimfomanki".  To co teraz otrzymujemy zdaje się być zaledwie nieśmiałym wstępem, grą wstępna, posmakiem tego co przygotował reżyser.  I jest to niezwykle interesujące i wciągające.  Bo choć obraz ten trwa 120 minut, nijak nie czuć tego czasu, seans mija błyskawicznie i lekko.  Aż chciałoby się zostać na sali, na dalszy ciąg, już teraz.  Bo opowieść Joe pochłania, ciekawi, interesuje i bawi.  To niezwykłe, ale najnowsza produkcja duńskiego reżysera nie dość, że nie przytłacza swoim ciężarem, jak czyniły to jego poprzednie dzieła, to jeszcze jest do tego zabawna.  Nie traktuje opowieści Joe śmiertelnie poważnie, wielokrotnie okrasza ją dowcipem, ciętym komentarzem, zaskakującym spojrzeniem, wprowadzając nie raz absurdalne sytuacje, które rozluźniają atmosferę.  Do tego jest obrazem bardzo pomysłowym w swojej formie, dzięki licznym przerywnikom pokazującym chociażby to o czym mówią bohaterowie.  Wielkie napisy i grafiki pojawiające się na ekranie, w ciekawy sposób komentują zdarzenia i pomagają je odciążyć.  

Tak zapowiadanych, śmiałych scen seksu zbyt wiele tu nie ma (w niedawnym "Życiu Adeli" intymnych, przedłużających się chwil między bohaterkami było znacznie, znacznie więcej i były one bardziej intensywne).  Von Trier nie epatuje ani nagością ani przesadnie dokładnie ukazywanymi stosunkami, nie przekracza żadnych granic, przez co jego obraz, choć dość śmiały, w żadnym wypadku nie można nazwać porno.  "Nimfomanka" jest rozerotyzowaną (jakżeby mogło tu nie być nagości i seksu, skoro temat niejako je wymusza) i przede wszystkim smutną historią pewnej strasznie samotnej kobiety.  Kobiety, która jak mówi sama o sobie, jest złym człowiekiem.  Jednak jak jej się zdaje, jej jedynym grzechem było to, że od zachodów słońca wymagała zawsze więcej niż inni.  To historia kobiety, której życie, choć wypełnione licznymi kochankami, jest niesamowicie puste i niespełnione.  Ale choć Joe potępia się za swoje pragnienia, Seligman za każdym razem stara się odwrócić sytuację, spojrzeć na nią z lepszej strony, wytłumaczyć poczynania kobiety.  Rozgrzeszyć z niepohamowanego pożądania, któremu się poddawała.  Najciekawsze z tego wszystkiego jest jednak to, że choć bohaterka na pierwszym miejscu stawia seks, fizyczną przyjemność, przekreślając miłość, uważając, że jest ona zakłamanym uczuciem, to wniosek nasuwający się z tego filmu (przynajmniej na tę chwilę), jest wręcz przeciwny.  Tylko miłość ma sens.  Samotność, pustka, nieszczęście przez które tak cierpi Joe wynikają z braku miłości, z zaprzeczania jej.  Jak mówi jej przyjaciółka z lat młodości, sekretnym składnikiem seksu, tym co nadaje mu sens, jest miłość.  Wyjątkowo budujący wniosek z filmu, który miał być wyzywającym porno. 

środa, 15 stycznia 2014, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Marrie_M, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/01/27 23:08:33
Dla mnie nie jest to bardzo kontrowersyjny film, generalnie wiele szumu o nic. Nie nawidże fimlmów którze zostają podzielone dlatego tutaj duży minus za dwie części. Wg mnie to po prostu kolejny sposób na wyciągnięcie od widza pięniędzy. A sensu w przerywaniu opowieści nie widzę. Poszłam na<a href=mediarivermagazine.pl/filmy/nimfomanka-czesc-1/ rel=external> Nimfomankę </a> po przeczytaniu recenzji na Media River ale szczerze nie widzę sensu iśc znowu do kina bo opowieśc mnie nie zaciekawiła.