Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Wielki Liberace

behind the candelabra

Wielki LiberaceWielki Liberace (2013) USA

reżyseria: Steven Soderbergh
scenariusz: Richard LaGravenese
aktorzy: Michael Douglas, Matt Damon, Dan Aykroyd, Scott Bakula, Rob Lowe, Debbie Reynolds, Tom Papa, Paul Reiser, Bruce Ramsay, Nicky Katt, Cheyenne Jackson
muzyka: Marvin Hamlisch
zdjęcia i montaż: Steven Soderbergh

na podstawie: książki "Behind the Candelabra: My Life with Liberace" Scott Thorson i Alex Thorleifson

 (7/10)

Zdarzało się już nie raz, że film wyświetlany w amerykańskich kinach, którego premiera zapowiadana była również w Polsce, na nasze ekrany w końcu wcale nie trafiał.  Po wielokrotnie przekładanej dacie premiery, swoje życie rozpoczynał dopiero na dvd, a długo później pojawiał się w telewizji.  W przypadku najnowszego filmu Stevena Soderbergha jest całkiem na odwrót.  "Wielki Liberace" jest bowiem filmem zrealizowanym na potrzeby telewizji, konkretnie rzecz biorąc amerykańskiego HBO i swoją premierę miał na Zachodzie na małym ekranie.  W Polsce wszedł jednak do kin.  Być może ta inna forma dystrybucji spowodowana została przez wychwalaną rolę Michaela Douglasa, być może przez zapowiedzi reżysera, że jest to jego ostatni film, po którym nigdy już nie stanie za kamerą.  Ciężko stwierdzić.  Stało się jednak tak, że ostatni(?) film Soderbergha możemy oglądać na wielkim ekranie, choć jest to obraz, który przez swoją kameralność dobrze prezentowałby się również w telewizorze.  Oby się jednak nie sprawdziły zapowiedzi reżysera, o jego wczesnym przejściu na emeryturę, bo byłoby wielce szkoda, gdyby tak utalentowany twórca już teraz zrezygnował z dalszego opowiadania nowych historii.  Bo choć Soderbergh robi filmy dość proste, nie rzadko po prostu (tylko i aż) dobre, to jednak wyróżniające się na tle konkurentów.  Trudno wyjaśnić na czym polega ich wyjątkowość, ale jego reżyserską rękę czuć od pierwszych sekund seansu.  

Być może ta charakterystyczność jego filmów wynika z wielkiego zaangażowania reżysera w swoją twórczość, pewnego rodzaju multimedialność w tworzeniu nowych obrazów.  Soderbergh bowiem prócz reżyserii, zajmuje się również bardzo często  zdjęciami jak i montażem swoich filmów.  Finalna wizja jego obrazów nie jest więc tylko przez niego wyreżyserowana, ale również przedstawiona tylko jego oczami i przycięta według jego uznania.  Być może ta charakterystyczność wynika również z bardzo konkretnego, zdecydowanego sposobu opowiadania historii.  Choć polski tytuł tej produkcji na pierwszy plan wysuwa postać Liberace'go, głównym bohaterem tej produkcji jest ktoś inny (pod tym względem oryginalny tytuł sprawdza się lepiej).  Jest nim Scott, młody chłopak, który przez kilka lat, na przełomie lat 70 i 80' dzielił życie ze słynnym Liberace'm.  Był jego asystentem, przyjacielem, chłopakiem, synem, kochankiem, mężem.  Wszystkim na raz i każdym z osobna.  To spojrzenie na relację tych dwóch mężczyzn obejmującą czas od ich spotkania aż do śmierci Liberace'go.  Tak więc film ten nie jest jedynie prostą biografią słynnego pianisty polskiego pochodzenia.  To opowieść o odkrywającym samego siebie chłopaku, przez którą poznajemy Liberace'go i jego życie, właściwie ostatnie kilka lat.  Być może właśnie dlatego ta biografia jest tak udanym filmem.  Nie przytłacza jej temat, nie posąguje ona bohaterów, nie jest ani za bisko ani za daleko nich.

Od strony technicznej nie ma się tutaj do czego przyczepić, to akurat norma w filmach twórcy niedawnego "Panaceum".  Zdjęcia, montaż, muzyka, dalsze elementy składowe tej produkcji są bez zarzutu.  To co najbardziej wyróżnia ten obraz to dwie rewelacyjne kreacje aktorskie.  Po pierwsze Michaela Douglasa, który chyba jeszcze nigdy tak mocno nie wtopił się w rolę jak tym razem.  Ani przez chwilę nie widać go na ekranie, jest tylko postać, którą gra, czyli wielki Liberace.  Zmieniony głos, intonacja, gesty, sposób poruszania się, wszystko to przykrywa samego Douglasa powodując, że od pierwszych sekund zapominamy o aktorze, widzimy wyłącznie postać.  O dziwo, mimo braku makijażu i tak znaczącej fizycznej przemiany (choć do czasu), nie ustępuje mu Matt Damon, który perfekcyjnie ukazuje przemianę młodego bohatera, od chłopaka marzącego o tym by kiedyś zostać weterynarzem, aż do opływającego w luksusach mężczyzny, asystenta wielkiego gwiazdora.  Nie mniej świetna rola.  Razem prowadzą opowieść o samotności zagłuszanej przez drogie błyskotki, potrzebie zrozumienia, bliskości i akceptacji.  Opowieść o życiu, które choć z zewnątrz wygląda na najszczęśliwsze z możliwych, jest smutne i puste, bo prowadzone w ukryciu, przez każdego w pojedynkę.

sobota, 14 grudnia 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy