Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia

remember who the enemy is

Igrzyska śmierci: W pierścieniu ogniaIgrzyska śmierci: W pierścieniu ognia (2013) USA

reżyseria: Francis Lawrence
scenariusz: Simon Beaufoy, Michael Arndt
aktorzy: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth, Woody Harrelson, Elizabeth Banks, Lenny Kravitz, Philip Seymour Hoffman, Jeffrey Wright, Stanley Tucci, Donald Sutherland, Jena Malone, Sam Claflin, Toby Jones, Willow Shields, Paula Malcomson
muzyka: James Newton Howard
zdjęcia: Jo Willems
montaż: Alan Edward Bell

na podstawie: powieści Suzanne Collins

 (8,5/10)

Pierwsza część "Igrzysk śmierci" była ogromnym zaskoczeniem.  Film, który zapowiadał się na nudny romans dla nastolatków, który mógłby co najwyżej konkurować z potworną sagą "Zmierzch", okazał się być kinem ciekawym, wielowątkowym i nad wyraz poważnym.  Był czymś znacznie więcej niż tylko lekkim filmem dla młodych mas, którego najważniejszym i jedynym dylematem byłyby sercowe rozterki bohaterów.  Świetnie zagrane, wciągające i dobrze napisane sci-fi, bardzo jednak bliskie komentarzem do czasów współczesnych.  Nic więc dziwnego, że apetyt na kontynuację tamtego filmu był tak wielki.  Być może stąd też wynika brak ogromnego zachwytu po wyjściu z sali kinowej, tuż po zakończonym seansie. Brak 'efektu wow', który zdarzył się przy pierwszej części tej sagi, nie zmienia jednak tego, że kontynuacja jest filmem bardzo dobrym, równie dobrym co jedynka.  Co jest ogromnym osiągnięciem, bo sequele dorównujące poprzednim częściom można zliczyć przecież na palcach jednej ręki.  Być może ten pewien niedosyt po seansie wynika z tego, że "W pierścieniu ognia" jest środkowym filmem cyklu, zawieszonym między tym co było, a tym co się jeszcze wydarzy, między udaną częścią pierwszą, a szykowanym wielkim finałem (który niestety został podzielony na dwie części).

"W pierścieniu ognia" rozpoczyna się niedługo po zakończeniu wydarzeń z "Igrzysk śmierci".  Katniss (rewelacyjna Jennifer Lawrence) mieszka wraz z Peetą w wiosce zwycięzców Dystryktu 12.  Niedługo rozpocznie się ich wspólne tournée po wszystkich Dystryktach, w którym oddadzą cześć uczestnikom poprzednich Igrzysk, którym nie udało się przeżyć.  Jak się jednak dziewczyna wkrótce dowiaduje, jej wybieg dzięki któremu przeżyła wraz z Peetą, spowodował niepokoje w innych dystryktach, które zaczęły się buntować przeciwko władzy Kapitolu.  Z takiego obrotu spraw nie jest zadowolony prezydent Snow.  Składa więc dziewczynie propozycję nie do odrzucenia - albo będzie działać na korzyść państwa, i wraz z Peetą udając zakochanych uspokoi nastroje w kraju, albo wszyscy jej bliscy ucierpią.  W międzyczasie rozpoczynają się przygotowania do kolejnych Igrzysk, tym razem szczególnych, bo siedemdziesiątych piątych.  Innych niż zwykle, bo ich uczestnicy zostaną wylosowani spośród zwycięzców wszystkich poprzednich Igrzysk.  W ten oto sposób na arenie walki o życie znów znajdą się Katniss i Peeta, a ich przeciwnikami nie będzie młodzież, a najlepsi z najlepszych.  W ten sposób Kapitol ma zamiar pozbyć się Katniss, która stała się twarzą buntu przeciwko panującej władzy, i dała ludziom nadzieję na odzyskanie wolności.

Zaskakujące jak wielowymiarowy jest to film.  Już w jedynce sporo było bardzo krytycznych obserwacji na temat związków polityki i mediów, tu zostały one jeszcze bardziej pogłębione, przedstawiając mechanizmy manipulacji i zastraszania społeczeństwa, narzucania jedynego, właściwego sposobu myślenia.  Kontynuacja to film, który bardzo szeroko spogląda na sytuację w jakiej znaleźli się bohaterowie, starając się dotknąć każdego jej aspektu.  Stres pourazowy nękający uczestników Igrzysk, konieczność dalszego odgrywania swoich ról przed publiką, strach o rodzinę i bliskich.  Wszystkie konsekwencje zwycięstwa widoczne są tu jak na dłoni.  Wybory przed którymi stają bohaterowie to prawdziwe trudności, często poważne wybory moralne.  Być szczerym wobec siebie i sprzeciwiać się władzy, czy w imię ochrony najbliższych postępować zgodnie z jej przykazaniami, jednocześnie odbierając nadzieję zniewolonemu społeczeństwu?  Trójkąt uczuciowy, najważniejszy temat innych teen movies tu zepchnięty jest na dalszy plan, a i też występuje w zmodyfikowanej, dojrzalszej formie.  Nie chodzi w nim bowiem o wybór między jednym a drugim absztyfikantem, a o patową sytuację w której prawdziwe uczucie, zostało zepchnięte na bok przez udawaną miłość, która pozwoliła przeżyć Igrzyska, a teraz musi być publicznie kontynuowana mimo braku uczucia.  

To wszystko i jeszcze więcej (później dochodzą chociażby pytania o zaufanie do współuczestników igrzysk) podane z niezwykłym napięciem, atmosferą prawdziwego, wyczuwalnego zagrożenia.  Bo Kapitol nie cofnie się przed niczym by stłumić bunt w Dystryktach, by zdławić w zarodku rodzącą się nadzieję.  Co ciekawe zdecydowanie bardziej pasjonująco wypadają tu wszystkie zakulisowe wydarzenia poprzedzające same Igrzyska, które ukazują jak zmienił się świat po wygranej Katniss, i jak poszczególni bohaterowie reagują na coraz ostrzejsze posunięcia Kapitolu (swoją prawdziwą twarz spod ton makijażu i kostiumów powoli zaczyna odsłaniać chociażby Effie - świetna Elizabeth Banks).  Same Igrzyska, gdy już do nich dochodzi są zbyt epizodyczne, przez co napięcie skacze od zagrożenia do zagrożenia.  Tym razem co prawda bez dygoczącej kamery, ale z odrobinę mniejszym napięciem niż za pierwszym razem.  Obraz ten jest jednak znacznie bardziej spektakularny, efektowny i wielki w porównaniu z poprzednią częścią.  W dekoracjach, kostiumach, efektach specjalnych.  Czuć tu wreszcie wielki budżet, którego trochę poprzednio brakowało.  To pełnoprawny blockbuster, jednak nie tylko efektowny od strony formy i efektów, ale posiadający, wciągającą i mądrą historię, która wzrusza, wywołuje ciarki i emocjonuje przez bite dwie i pół godziny (które mijają błyskawicznie).  A po ostatnim ujęciu (to spojrzenie!) od razu ma się ochotę na ciąg dalszy.

czwartek, 05 grudnia 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Klapserka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/12/10 12:02:02
Nic dodać, nic ująć, jak zwykle:) To, co mnie najbardziej urzekło, to właśnie te niuanse - momenty decyzji, wahań, reakcje "pourazowe", spojrzenia, gesty - bardzo to wymowne wszystko. "Nowa" twarz Effie również bardzo mi się spodobała, niezwykle subtelnie i nienachalnie ukazana.
-
deszcz.krystian
2013/12/17 16:23:36
Klasa sama w sobie,film rewelacja! Z niecierpliwieniem czekam na trzecią częśc.Mam nadzieję,ze bedzie równie dobra jak dwie poprzednie:)