Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Wenus w futrze

wojna płci

Wenus w futrzeWenus w futrze (2013) Francja, Polska

reżyseria: Roman Polański
scenariusz: Roman Polański, David Ives
aktorzy: Emmanuelle Seigner, Mathieu Amalric
muzyka: Alexandre Desplat
zdjęcia: Paweł Edelman
montaż: Hervé de Luze, Margot Meynier

 (6/10)

Jesienny, deszczowy wieczór.  Paryż, niewielki, trochę zaniedbany teatr, a w nim samotny reżyser, pakujący swoje rzeczy po zakończonym właśnie przesłuchaniu do sztuki, którą ma zamiar za niedługo wystawić.  Nieudane przesłuchanie, na które zjawiło się ponad 30 kobiet, ale żadna nawet w najmniejszym stopniu nie pasowała do głównej bohaterki "Wenus w futrze" - Vandy.  I gdy już mężczyzna ma wychodzić z budynku, do środka wpada przemoczona kobieta, aktorka poszukująca pracy, która spóźniła się na casting przez pogodę, okropne korki, i to, że musiała jechać z drugiego końca miasta.  Prosi, błaga, by dał jej szansę i pozwolił choć przez chwilę zaprezentować się w roli.  Skoro udało już się jej przyjechać, czemu nie miałaby spróbować?  I choć początkowo niechętny, reżyser w końcu daje się przekonać i decyduje się na odegranie wraz z nią zaledwie trzech stron z przygotowanego scenariusza.  Trzy strony zamienią się jednak w całą sztukę, bo od pierwszych słów wypowiedzianych przez kobietę, reżyser zda sobie sprawę, że znalazł tę na którą czekał…

Chyba najbardziej zadziwiające w najnowszym filmie Romana Polańskiego jest to, że choć jego akcja rozgrywa się tylko i wyłącznie w niewielkim teatrze, przede wszystkim na scenie, choć występuje w nim zaledwie dwoje aktorów, jest filmem mniej teatralnym niż niedawna "Rzeź" – obraz również oparty sztuce, ale w którym występowało dwukrotnie więcej aktorów i którego akcja rozszerzona była do sporej wielkości mieszkania.  Tam czuło się pochodzenie tamtej historii, pewnego rodzaju teatralność, w sposobie prowadzenia akcji, gry aktorskiej.  Tutaj, choć bliżej teatru być już nie można, nie ma takiego wrażenia, to co widzimy na ekranie to film, niezwykle skromny, kameralny, ale film.  Może przez bardziej wciągające rozmowy prowadzone przez bohaterów, może przez spokojniejszą pracę kamery i mniej zaplanowane, dokładnie wyliczone aktorskie choreografie, a może przez muzykę, delikatne tło, będące jednocześnie informacją, rozgraniczeniem między wydarzeniami ze sztuki, chwilami gdy na scenie obecni są Vanda i Herr Kushemski, a momentami gdy nie wchodzą w role i znów są tylko reżyserem i aktorką.

To muzyczne rozgraniczenie jest sporym ułatwieniem, bo rzeczywistość teatralna z prawdziwą zacznie się tu mieszać dość szybko.  Kwestie ze sztuki płynnie przepalają się ze zwykłymi zdaniami, jedne wynikają z drugich, po sobie postępują.  Sztuka staje się sposobem rozmowy między bohaterami, przerywnikiem i właściwą treścią.  Mieszają i zmieniają się również i role - reżyser staje się podporządkowującym się woli kobiety aktorem, aktorka przeistacza się w reżysera całej sytuacji.  Jedno zaczyna wpływać na drugie, jedno drugim rządzić.  Walka płci, podporządkowanie, zniewolenie, fascynacja, obsesja, przywiązanie. Tej wibrującej relacji, tego współoddziaływania między nią a nim nie udałoby się unaocznić, gdyby nie świetne prowadzenie aktorów, ale również gdyby nie oni sami - Emmanuelle Seigner i Mathieu Amalric.  Szkoda tylko strasznie, że choć film ten ogląda się świetnie, tuż przed końcem coś się strasznie w nim psuje.  Mniej więcej od momentu wyłączenia reżyserskiego telefonu, popada w przesadną abstrakcję, perwersję i wydumanie, przez co ostatnie minuty budzą niesmak, znudzenie i irytację, a o samym kiczowatym zakończeniu chce się jak najszybciej zapomnieć.

sobota, 23 listopada 2013, milczacy_krytyk
Tagi: dramat

Polecane wpisy