Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Wałęsa. Człowiek z nadziei

człowiek z gniewu

Wałęsa. Człowiek z nadzieiWałęsa. Człowiek z nadziei (2013) Polska

reżyseria: Andrzej Wajda
scenariusz: Janusz Głowacki
aktorzy: Robert Więckiewicz, Agnieszka Grochowska, Maria Rosaria Omaggio, Zbigniew Zamachowski, Cezary Kosiński, Mirosław Baka
muzyka: Paweł Mykietyn
zdjęcia: Paweł Edelman
montaż: Milenia Fiedler, Grażyna Gradoń

 (6/10)

"Wałęsa" to film, który stoi jednym aktorem.  Podobnie jak kilka innych produkcji, które powstały w ostatnich miesiącach, i dotyczyły znanych osobistości.  "Żelazna Dama"  z Meryl Streep, czy niedawna "Diana" z Naomi Watts.  W przypadku tamtych obrazów również warto było poświęcić swój czas na seans wyłącznie dla kreacji aktorskich.  I tak samo jest z najnowszym dokonaniem Andrzeja Wajdy - "Wałęsa" nie istniałby gdyby nie genialna rola Roberta Więckiewicza.  Ten nie dość, że perfekcyjnie gra Wałęsę, oddając w pełni jego gestykulację, sposób mówienia, specyficzne zachowanie, to jeszcze pokazuje ewolucję jaką przeszedł - od zwykłego elektryka, po prezydenta kraju.  Tę przemianę bohatera najbardziej widać dzięki scenom wywiadu, jaki Wałęsa udziela Orianie Fallacci.  Wtedy Więckiewicz nie tylko gra swojego bohatera, ale wciela się w człowieka, który zdaje sobie sprawę z tego kim jest, i który sam gra swoją rolę, korzystając ze swojego wizerunku, przyjmując pewną wypracowaną przez lata pozę.  Pozostali aktorzy nie mają z nim tutaj żadnych szans i nawet jeśli pojawiają się na dłużej na ekranie i tak służą jedynie za tło dla głównego bohatera.  Blado wypada nawet Agnieszka Grochowska w roli Danuty Wałęsy, ale tylko gdy pojawia się sama na ekranie.  Wszystkie sceny w których pokazane są jej bezpośrednie interakcje z filmowym mężem wypadają niezwykle naturalnie.  Udaje się stworzyć kilka prostych ale znaczących scen, które ukazują jak jedno bez drugiego nie dałoby sobie rady.

Sam film już tak rewelacyjny niestety jednak nie jest.  Ale nie jest to nic dziwnego, bo z założenia nie mógł się udać.  Temat był zbyt wielki, obejmował zbyt długi okres czasu, a i wydarzenia w nim ukazane miały miejsce relatywnie niedawno temu, przez co nie zdarzyły się jeszcze na dobre przetrawić.  Znalezienie złotego środka między 'szczegółowo i zdecydowanie za długo', a 'w przystępnej formie ale po łebkach' było zadaniem wręcz niewykonalnym.  Stąd też najnowszy film Wajdy to film nijaki, dłużący się chwilami okrutnie, ale jednocześnie będący za krótkim, bo wyrywkowo i mało konkretnie przywołuje minione wydarzenia, tracąc tempo, a jego drugi akt jest przesadnie rozciągnięty.  Trzeba jednak przyznać, że twórcy mieli choć pomysł na to jak podejść do tak złożonego i wielowątkowego tematu.  Oparli swój film na wywiadzie jaki Wałęsa udzielił Orianie Fallaci i wychodząc od tej ożywionej rozmowy cofają się wstecz o kilka, kilkanaście lat, przypominając najważniejsze chwile z życia bohatera.  Od początku lat 70', aż do wystąpienia w Kongresie USA pod koniec lat 80'.  Dzięki tej wędrówce we wspomnienia jaka odbywa się w czasie rozmowy, wyrywkowe skakanie po historii nie jest specjalnie rozczarowujące.  Nie jest opowiadaniem historii po łebkach, a unaocznionym wywiadem.  Przez to niektóre wspomnienia bohatera są zdecydowanie za długie, inne zdarzają się za szybko i trwają za krótko.  Tak jak chociażby pojawienie się Henryki Krzywonos, które wydarza się tak nagle, bez jakiegokolwiek wstępu i wyjaśnienia, że chyba tylko Ci, którzy wiedzą co się tak naprawdę wtedy stało, będą w stanie zrozumieć tę scenę.  A takich skrótów myślowych jest tu niestety więcej.  

Całe szczęście filmowy "Wałęsa" nie jest ani podniosłym pomnikiem dla byłego prezydenta, ani również filmem który traktuje go niepoważnie czy bez odpowiedniego szacunku.  To w miarę obiektywne, a przynajmniej spoglądające z ciekawością, spojrzenie na jednego z najbardziej znanych na świecie Polaków.  Dzięki (znów) Więckiewiczowi ale i również dzięki scenariuszowi, który choć nie jest idealny, nie pomnikuje bohatera, nie pokazuje go w skrzywionym świetle.  Nic więc dziwnego, że sam Wałęsa po seansie tego filmu był odrobinę zawiedziony swoją filmową wersją, buntując się przeciw dość widocznej zarozumiałości swojej osoby.  Poza tym jak na film tego typu, scenariusz jest zadziwiająco lekki, sporo w nim zabawnych scen, przemycanych tu i ówdzie sławnych powiedzonek Wałęsy, które po pierwsze portretują bohatera, po drugie dodają lekkości tej produkcji, nie pozwalając jej się przesadnie napuszyć.  Szkoda tylko trochę, że nie czuć tu bardziej zagrożenia ze strony władzy, że atmosfera tego filmu jest przez cały seans raczej lekka, przez co nie czuć powagi całej sytuacji, ani wielkiej stawki o jaką toczy się gra.  Prócz genialnego portretu nie udaje się tu również wyjaśnić fenomenu Wałęsy, przybliżyć do odpowiedzi na pytanie co spowodowało, że to właśnie za tym człowiekiem poszły tłumy?  Choć może tak to już jest, że pewnych fenomenów nie sposób wyjaśnić i znaleźć na nie odpowiedzi?  One po prostu się zdarzają. 

niedziela, 10 listopada 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: przeminelozfilmem, *.na5.pl
2013/11/10 10:17:02
Filmu jeszcze nie widziałam, obawiam się ze skoro nie poszłam do kina, to przed telewizorem ciężko będzie mi wysiedzieć. Bardzo lubię Więckiewicza, już po urywkach widać że to kolejna, wspaniała role, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że film został zrobiony po to, by szkoły mogły na niego pójść. Szkoda, bo z tego co piszesz, nie bardzo orientując się w historii z tego okresu, można się nie połapać. ( a niestety w szkole na omawianie tych wydarzeń brakuje czasu :/)
-
milczacy_krytyk
2013/11/11 17:03:11
To jest akurat taki film, że i przed telewizorem można go spokojnie obejrzeć. Choć i tak jeśli już, to tylko dla roli Więckiewicza bo ten jest w roli Wałęsy naprawdę niesamowity.
Nie wydaje mi się jednak, żeby ten film był kręcony pod szkoły. Oczywiście pewnie sporo szkół się wybrało na seans, ale i 'zwykli' widzowie mogli w tej produkcji coś dla siebie znaleźć. W przeciwieństwie do fali lektur szkolnych, jaka kilak lat temu zalewała nasze kina, i imo było kręcona wyłącznie pod uczniów.