Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Diana

Queen of People's Hearts

DianaDiana (2013) Szwecja, USA, Wielka Brytania

reżyseria: Oliver Hirschbiegel
scenariusz: Stephen Jeffreys
aktorzy: Naomi Watts, Naveen Andrews, Douglas Hodge, Geraldine James, Charles Edwards, Daniel Pirrie, Cas Anvar, Juliet Stevenson, Jonathan Kerrigan
muzyka: David Holmes, Keefus Ciancia
zdjęcia: Rainer Klausmann
montaż: Hans Funck

na podstawie: książki Kate Snell "Diana - Her Last Love"

 (7/10)

"Diana" rozpoczyna się jak produkcja telewizyjna, film zrealizowany na mały ekran, dla niewielkiej liczby widzów.  Film do popołudniowej herbaty, który można oglądać jednym okiem.  Sztucznie zaaranżowany, prosto napisany, takie przedstawienie, które może i na małym ekranie wygląda dobrze, ale w kinie razi swoją kameralnością.  Od początku coś tu jest nie tak, coś razi ogromnie i nie pozwala zapomnieć, że to co oglądamy na ekranie, to tylko słaby teatr, kiepska inscenizacja.  Być może to co odpycha to dość zaskakujące podejście jakie twórcy przyjęli kręcąc ten film.  Nie jest on bowiem opowieścią o Dianie, dokładnym wycinkiem z jej życia, szczegółowo przybliżającym jej osobę, bądź ostatnie lata.  To historia miłosna, wyjęta niczym z najprostszego harlequina, i przy okazji tak się składa, że jej bohaterką nie jest bezimienna kobieta, a właśnie księżna Diana.  I choć ma się wrażenie, że będzie to kolejny film z cyklu "dobra kreacja aktorska i nic poza tym", w pewnym momencie coś się jednak zmienia.  Trudno powiedzieć właściwie co, bo do końca ten obraz jest dokładnie taki sam, ale od pewnego momentu ogląda się go lepiej.

Być może taka zmiana w nastawieniu do tej produkcji, to, że zaczyna ona interesować i wciągać wynika z tego, że po pierwszym zaskoczeniu tym w jaki sposób twórcy prowadzą tę opowieść, samemu zaczyna się ten film traktować po prostu jako historię o zagubionej kobiecie, która pragnęła prawdziwej, wiernej miłości, i choć kochały ją miliony, przez całe życie czuła się potwornie samotna.  Przestaje się więc patrzeć na ten obraz jak na film o Dianie, a zaczyna się widzieć po prostu film o nieszczęśliwej kobiecie.  Osobista i bliska historia (pytanie tylko na ile prawdziwa?) zastępuje tutaj pomnikowy portret.  Być może właśnie dlatego ten film jest tak mało biograficzny, tak mało dokładny w sposobie przekazywania informacji o tym co działo się te ponad piętnaście lat temu.  Ci, którzy nie pamiętają, nie wiedzą, nie kojarzą tego jak wyglądały ostatnie lata księżnej, będą mieli pewnie problem w odnalezieniu się, zrozumieniu tego jak potoczyło się jej życie.  Twórcy nie ułatwiają tego, zupełnie jakby byli przekonani, że ich film będą oglądały wyłącznie osoby całkiem zorientowane w sytuacji, które przypominając sobie konkretne chwile z życia Diany, zdjęcia jakie ukazywały się w gazetach ,i teraz na nowo widząc je w tej produkcji,  sami odnajdą się w prezentowanych wydarzeniach.  Z jednej strony takie podejście zamykające się na nowych widzów może dziwić, z drugiej wydaje się jednak słuszne - skoro nie jest to dokument i skoro nie jest to film typowo biograficzny, dokładne przytaczanie zdarzeń z życia Diany, ich tłumaczenie i opisywanie, wydaje się jednak bezcelowe.

Twórcy prezentują miłosne rozterki jakie Diana przeżywała w ostatnich dwóch latach swego życia.  Od momentu poznania doktora Khana, aż do ostatniej nocy w Paryżu, gdy zginęła w uciekającym przed fotoreporterami samochodzie (choć samego wypadku się tu nie pokazuje i nawet o nim wprost nie mówi).  I choć początek tego obrazu jest mało przekonujący, później ogląda się go już dobrze.  Ładnie wyszła klamra między pierwszymi a ostatnimi scenami, przyjemnie brzmi muzyka towarzysząca seansowi, urokliwe bywają również zdjęcia.  I choć cały film jest dość stonowany i wyciszony, nie brakuje w nim emocji, chociażby w scenie spotkania w ostatnim nieodwiedzonym jeszcze parku.  W tym też momencie najmocniej widać, że wybór Naomi Watts był naprawdę dobry.  Choć aktorka nie wygląda jak Diana, choć nie mówi jak ona, przez co przez bardzo długi czas widzi się aktorkę wcielającą się w postać, a nie samą bohaterkę, tak pod koniec, być może z pewnego przyzwyczajenia, zaczyna się dostrzegać w niej Dianę.  Bo choć Watts nie udało się całkiem wtopić w postać, oddała jej esencję, zaprezentowała ducha Królowej Ludzkich Serc.

wtorek, 01 października 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: FILMplaneta, 149.156.171.*
2013/10/03 09:04:19
Wszyscy krytykują ten film głównie za to, że nie ukazuje przekroju przez całe życie Diany, a jedynie jego mały ułamek. Ja odebrałem to jako plus, bo na ekranie miałem okazję zobaczyć kobietę przeraźliwie samotną, która próbuje walczyć z tym, co jest dookoła niej. Watts bardzo dobrze zbudowała tę postać. Nie do końca podobało mi się, w jaki sposób przedstawiono romans Diany i Hasnata (te ciągłe rozstania i powroty...), ale film na pewno warto obejrzeć.
-
Gość: przeminelozfilmem, *.na5.pl
2013/10/03 21:36:17
To chyba pierwsza pozytywna recenzja tego filmu, ja wierzyłam w Naomi, to świetna aktorka więc nie mogła tego spieprzyć aż tak bardzo! Obejrzę na pewno :)