Recenzje filmów, filmów i jeszcze raz... seriali.

fgdfgd
-->
Fanpage na Facebook Fanpage na Twitter Kanał RSS Napisz do mnie maila

Autor bloga:
Tomasz Błoński a.k.a. milczacy_krytyk










   













abbbb
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

zBLOGowani.pl

stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
W imię...

pokuta

W imięW imię... (2013) Polska

reżyseria: Małgorzata Szumowska
scenariusz: Małgorzata Szumowska, Michał Englert
aktorzy: Andrzej Chyra, Mateusz Kościukiewicz, Maja Ostaszewska, Łukasz Simlat, Tomasz Schuchardt, Maria Maj
muzyka: Paweł Mykietyn, Adam Walicki
zdjęcia: Michał Englert
montaż: Jacek Drosio

 (5/10)

Straszne są takie filmy.  Chyba najgorsze ze wszystkich możliwych.  Gdy reżyserowi bądź też scenarzyście zdaje się, że potrafi opowiedzieć każdą historię i nie mając o niej bladego pojęcia zaczyna snuć swoje wynurzenia.  Gdy nie wiedząc o czym mówi, nie znając tematu, zabiera się za mówienie o nim.  Wtedy zawsze efektem jest bełkot, wtedy zawsze dana produkcja ślizga się po powierzchni.  Bo nie wiedząc, a przez to nie mając nic konkretnego do powiedzenia, nie sposób zrobić filmu, który byłby o czymś.  Który by angażował i do tego nie sprawiał wrażenia zlepku luźnych obrazów.  A takie jest niestety "W imię", najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej.  Film nakręcony pod modny temat, choć się o niego nawet nie ocierający.  Film, który z jednej strony chce poruszyć ważne kwestie, ale z drugiej ucieka od nich jak najdalej.  W symbolikę, w ładne obrazy, w cierpiętniczy nastrój.  Tak jakby twórcy jeszcze przed faktem przestraszyli się jaki film chcą zrobić i zaczęli kombinować jakby tu wyjść z tego obronną ręką - jednocześnie nakręcić ten obraz, ale nikomu się przez to nie narażać.  

Sama powierzchowność tego filmu nie byłaby jeszcze taka zła.  Lepiej czasem nie mówić wprost niż rzucać oczywistościami prosto w twarz.  Znacznie gorsze jest to, że nawpychano do tej produkcji tyle pomysłów i tematów, że spokojnie można by nimi obdzielić ze trzy inne filmy.  Po co, nie mam pojęcia.  W efekcie wyszedł kocioł, który przeskakuje od pomysłu do pomysłu, na żadnym się nie skupiając, do żadnego się nie zbliżając, ani nie wgłębiając.  Całość zaczyna się od chłopaka upośledzonego umysłowo, nad którym znęcają się przypadkowe dzieci.  Jakiś czas później na scenie pojawia się jego brat, przesadnie wystylizowany na Chrystusa chłopak, który nadto polubi głównego bohatera - księdza Adama.  Ten zajmuje się ciężką młodzieżą, chłopakami z poprawczaka, podobno ma do tego talent, ale z poprzedniej placówki został jednak przeniesiony, z Warszawy zesłany do niewielkiej miejscowości położonej pośrodku nigdzie.  Tu czuje się strasznie samotny.  Wśród chłopaków jest jeden, który boi się swoich skłonności (choć w sumie nie wiadomo czy je do końca przejawia), bo pozostali nie daliby mu spokoju, gdyby się o nich dowiedzieli.  Jest też i drugi, nowy, który jest w pełni świadomy czego pragnie i nie boi się po to sięgać.  Jest młoda kobieta z wielkiego miasta, żona, która czuje się samotnie na wsi i zaczyna kręcić się wokół księdza, oczekując czegoś więcej.  Jest alkoholizm, samotne bieganie po lesie w formie pokuty i tłumienia swych pragnień, jest kościół przed wstąpieniem do którego może ocalić jedynie kobieta.  To wszystko i jeszcze kilka innych, pomniejszych smaczków, które nijak nie tworzą większej historii, które są bo są, ale absolutnie do niczego nie prowadzą.  Reżyserka równie łatwo je podejmuje, co porzuca, na zmianę tracąc nimi zainteresowanie.  A ponieważ robi to ona sama, to i nam po pewnym czasie przestaje zależeć na postaciach i tym co się z nimi dzieje.

Wielka szkoda, bo od strony formalnej "W imię" prezentuje się naprawdę bardzo dobrze i gdyby nie brak pomysłu o czym dokładnie ma opowiadać, byłby to niezły kawałek kina.  A tak zostaje jedynie niewykorzystany zarys wielu historii, ubrany w ładne szaty i nadspodziewanie dobrze zagrany.  Świetne są tu zdjęcia, pełne światła ale jakby zamglone.  Dawno nie było filmu tak ładnie nakręconego.  Tym milej patrzeć, że to film polski.  Świetna jest tu również muzyka, właściwie kilka motywów, które przeplatają się na zmianę, a które usłyszeć już można było w zwiastunie tej produkcji.  Niezwykle ładne i klimatyczne tło.  Warto również wspomnieć o aktorach, którzy świetnie czują się w swoich rolach, są w nich niezwykle naturalni i tylko przez kiepski i do nikąd nie prowadzący skrypt nie mogą w pełni rozwinąć skrzydeł.  Chyra jako zagubiony ksiądz, miotający się w swoich sprzecznych emocjach, Schuchardt ze swoim wwiercającym się, przenikliwym i zachłannym spojrzeniem, czy Simlat jako surowy opiekun chłopaków z poprawczaka.  Szkoda tylko ich talentu i wielkiego wkładu na tak powierzchowny film.

niedziela, 22 września 2013, milczacy_krytyk

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: szymalan, *.swietochlowice.vectranet.pl
2013/09/22 22:38:29
Widze, że tezy i zarzuty mamy właściwie identyczne, więc pozostaje mi się tylko podpisać pod recką. Kolejny film Szumowskiej który obiecuje wiele emocji, a okazuje się rozwalonym narracyjnie ciągiem ładnie zrobionych i dobrze zagranych scen, które prowadzą do nikąd. Cały seans się zastanawiałem: czemu to jest wszystko tak nudne? :( U mnie nawet oczko niżej 4/10.
-
milczacy_krytyk
2013/09/24 22:43:24
Ja się zastanawiałem po co właściwie ten film powstał. I nadal nie wiem. Nawrzucano do niego różnych opowieści jakby w nadziei, że same się jakoś ze sobą sklecą i dadzą ciekawą całość. Mam wrażenie, że Szumowska kończy pracę nad swoimi filmami na ogólnym pomyśle o czym one mają być, i brakuje jej cierpliwości by zgłębić temat, ciekawie go poprowadzić. Stąd wychodzą filmy pełne niepotrzebnych i nic nie znaczących scen, które bronią się ładnym wyglądem i dobrą grą aktorów. Widziałem "33 sceny z życia", teraz "W mię", wątpię, że będzie do trzech razy sztuka.